gregory_21
06-03-2010, 23:32
Witam,
Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie.
Córka włączyła syrenę o 4:50, nastąpił ekspresowy podjazd z podgrzewanym na szybko mlekiem z kaszką o smaku bananowym, chwila spokoju, druga syrena jak już mleko się skończyło i przyszedł czas na poranną toaletę zwaną potocznie "Fuj, Fuj!" lub jeszcze krócej: "Ba!".
Później kawa, śniadanie, przemiła rozmowa z żoną i gdy wszystko zmierzało już w kierunku cosobotniego wyjazdu na zakupy... cieszę przerwał jej paniczny okrzyk: "O Jezus, Maria!!!", po nim głuchy odgłos: "Phuut!!!" a na końcu rozległ się płacz zdezorientowanego dzieciątka, które nie wiedząc co zrobić w tej nowej dla niego sytuacji postanowiło włączyć syrenę po raz trzeci - tak na wszelki wypadek.
W pierwszej chwili pomyślałem, że śnieg z dachu zleciał, a że siedziałem tyłem do okna (żona przodem) to tym bardziej, gdy po obróceniu się nic nie zobaczyłem, taką właśnie wersję przyjąłem za aksjomat.
Już chciałem się obruszyć i opierniczyć ją za to, że za każdym razem robi z igły widły, że następnym razem stanie się coś poważnego a ja odegram jej streszczenie bajki kończącej się na: "Woził wilk razy kilka, powieźli i wilka" to co wtedy zrobi, żeby mnie przekonać - pozwoli mecz oglądnąć z kolegami i jeszcze skoczy po piwo?, obieca oddać pin do karty? - gdy dostrzegłem ten specyficzny tik w jej prawym oku (ten w stylu Pana Wiewióra z Epoki Lodowcowej) świadczący o tym, że właśnie teraz stało się coś poważnego.
Nie dałem nic po sobie poznać, że też zaczynam się denerwować i zapytałem:
- "Co to było?".
W odpowiedzi usłyszałem:
- "O k... . Jakiś ptak pier...ną w szybę na balkonie! Gołąb chyba albo coś równie wielkiego!" (mieszkamy na parterze domu a balkon jest cały oszklony).
Niewiele myśląc podszedłem do okna i moim oczom ukazała się... SOWA!
Leżała między łopatą do śniegu a miotłą :(
Wiła się nieporadnie, naprzemiennie otwierając i zamykając wolno oczy, oddychała ciężko ciągle próbując złożyć otwarte jak ramiona przy szczerym powitaniu skrzydła :(
Zerwałem się jak oparzony, wdziałem na tyłek spodnie od dresu, które jak zwykle nie wiadomo dlaczego ( ;) ) znajdowały się w koszu na brudy, na górę polar i kamizelkę i wybiegłem na pole.
Tam moim oczom ukazał się jeszcze gorszy widok: otóż przez tą chwilkę kiedy się ubierałem - dosłownie 1 lub 2 minutki - zleciały się już chyba wszystkie sroki i wrony z okolicy i zaczęły atakować ogłuszonego przeciwnika, go którego (jak mniemam) w normalnych warunkach mówiłyby per Pani.
Kiedy ruszałem w ich kierunku biegiem, wyma****ąc rękami we wszystkie strony i wykrzykując coś w podobie do: "SZUUUU, wyp....ć głupie ptaszyska!", pożałowałem po raz pierwszy tego dnia, że nie kupiłem oglądanej kilka dni wcześniej wiatrówki :(
W każdym razie będąc kompletnym laikiem w temacie udzielania pierwszej pomocy ptakom, ogłuszonym przez bliskie spotkanie z "niewidzialnym przeciwnikiem", postanowiłem delikatnie zgarnąć go miotłą na kawałek tektury i przetransportować kilka metrów dalej, pod dach, koło składziku z drewnem opałowym.
Zakrzyknąłem na żonę, żeby rzuciła mi przez okno coś czym mogę okryć poszkodowaną i znalazła w internecie numer do weterynarza.
Weterynarz okazał się niezwykle rzeczowy i pomocny. Powiedział, że on takimi sprawami się z reguły nie zajmuje, że to Straż Miejska powinna po takiego ptaka się pofatygować, a że oddział Towarzystwa opieki nad zwierzętami w moim mieście jest w sobotę nieczynny to pewnie będą musieli odwieźć ją do miasta wojewódzkiego czyli do Krakowa, bo sowa jest gatunkiem prawnie chronionym. Powiedział też, że często Straż próbuję się wykpić i gdy tak się stanie to zaprasza do siebie i postara się udzielić niezbędnej pomocy.
Zadzwoniłem po Straż, pani na centrali okazała się kumata, wiedziała co w takich przypadkach się robi i oznajmiła, że już wysyła patrol.
Nie spieszyli się...
Ręce i uszy mi zmarzły, sowa zdążyła się otrząsnąć, usiadła na tekturze i dumnie czekała na przyjazd "taksówki".
Nawet pozwoliła zrobić sobie kilka fotek ;)
Niestety tylko aparatem w telefonie :(
Zakupiłem go dwa czy trzy dni temu, nie zdążyłem przeczytać manuala a ręce goniły mi się z zimna i strachu, zatem niech nie dziwi fakt, że ostrość wygrała w wyścigu z kulą w płot :(
Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Przyjechali panowie Strażnicy Miejscy, wysiedli z auta a jeden idąc w moim i sowy kierunku zatrzymał się w pół drogi i widząc jej pazury poprosił kolegę, żeby to jednak on zajął się ptakiem ;)
Wpakowali bidulkę do kartonowego pudła i położyli na podłodze za przednim fotelem.
Już miałem odchodzić gdy jeden do mnie tak rzecze:
- "Słyszeliśmy, że miał Pan przez telefon jakiś problem i nie dowierzał czy sowa faktycznie trafi do lecznicy?".
Faktycznie po uwagach weterynarza odnośnie "olewania takich tematów" przez SM, dopytywałem się pani dyspozytorki czy ptak na pewno otrzyma pomoc i co się z nim dokładnie stanie. Niemniej jednak to chyba nie powód żeby od razu to w taki sposób komentować?
- "Nie no... nie, że problem ale wiedzą panowie jak to w dzisiejszych czasach bywa: czasem, żeby pozbyć się strupa lepiej wyrzucić go za płotem..."
- "No wie pan co?!! Sowa jest pod ochroną... to przestępstwo... tak się nie robi! Z resztą jak pan chce to może pan jechać z nami i wszystkiego dopilnować!"
- "Nie, dziękuję. - odparłem spokojnie - Przekonali mnie panowie. Wierzę panom na słowo."
Odszedłem nie oglądając się za siebie i po raz drugi tego dnia żałowałem, że nie kupiłem tej cholernej wiatrówki :(
1.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img705.imageshack.us/img705/5134/06032010017.jpg)
2.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img11.imageshack.us/img11/4633/06032010018.jpg)
3.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img31.imageshack.us/img31/8373/06032010019.jpg)
4.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img443.imageshack.us/img443/6871/06032010020.jpg)
5.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img31.imageshack.us/img31/3973/06032010021.jpg)
6.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img28.imageshack.us/img28/4593/06032010024.jpg)
7.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img692.imageshack.us/img692/5472/06032010027p.jpg)
Ostatnie zdjęcie zrobiłem po części ze strachu, bo zaczęła mi się przyglądać badawczo (no i te szpony!) a po części, bo pomyślałem, iż chyba nieczęsto udaje się zrobić sowie fotkę od góry ;)
Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie.
Córka włączyła syrenę o 4:50, nastąpił ekspresowy podjazd z podgrzewanym na szybko mlekiem z kaszką o smaku bananowym, chwila spokoju, druga syrena jak już mleko się skończyło i przyszedł czas na poranną toaletę zwaną potocznie "Fuj, Fuj!" lub jeszcze krócej: "Ba!".
Później kawa, śniadanie, przemiła rozmowa z żoną i gdy wszystko zmierzało już w kierunku cosobotniego wyjazdu na zakupy... cieszę przerwał jej paniczny okrzyk: "O Jezus, Maria!!!", po nim głuchy odgłos: "Phuut!!!" a na końcu rozległ się płacz zdezorientowanego dzieciątka, które nie wiedząc co zrobić w tej nowej dla niego sytuacji postanowiło włączyć syrenę po raz trzeci - tak na wszelki wypadek.
W pierwszej chwili pomyślałem, że śnieg z dachu zleciał, a że siedziałem tyłem do okna (żona przodem) to tym bardziej, gdy po obróceniu się nic nie zobaczyłem, taką właśnie wersję przyjąłem za aksjomat.
Już chciałem się obruszyć i opierniczyć ją za to, że za każdym razem robi z igły widły, że następnym razem stanie się coś poważnego a ja odegram jej streszczenie bajki kończącej się na: "Woził wilk razy kilka, powieźli i wilka" to co wtedy zrobi, żeby mnie przekonać - pozwoli mecz oglądnąć z kolegami i jeszcze skoczy po piwo?, obieca oddać pin do karty? - gdy dostrzegłem ten specyficzny tik w jej prawym oku (ten w stylu Pana Wiewióra z Epoki Lodowcowej) świadczący o tym, że właśnie teraz stało się coś poważnego.
Nie dałem nic po sobie poznać, że też zaczynam się denerwować i zapytałem:
- "Co to było?".
W odpowiedzi usłyszałem:
- "O k... . Jakiś ptak pier...ną w szybę na balkonie! Gołąb chyba albo coś równie wielkiego!" (mieszkamy na parterze domu a balkon jest cały oszklony).
Niewiele myśląc podszedłem do okna i moim oczom ukazała się... SOWA!
Leżała między łopatą do śniegu a miotłą :(
Wiła się nieporadnie, naprzemiennie otwierając i zamykając wolno oczy, oddychała ciężko ciągle próbując złożyć otwarte jak ramiona przy szczerym powitaniu skrzydła :(
Zerwałem się jak oparzony, wdziałem na tyłek spodnie od dresu, które jak zwykle nie wiadomo dlaczego ( ;) ) znajdowały się w koszu na brudy, na górę polar i kamizelkę i wybiegłem na pole.
Tam moim oczom ukazał się jeszcze gorszy widok: otóż przez tą chwilkę kiedy się ubierałem - dosłownie 1 lub 2 minutki - zleciały się już chyba wszystkie sroki i wrony z okolicy i zaczęły atakować ogłuszonego przeciwnika, go którego (jak mniemam) w normalnych warunkach mówiłyby per Pani.
Kiedy ruszałem w ich kierunku biegiem, wyma****ąc rękami we wszystkie strony i wykrzykując coś w podobie do: "SZUUUU, wyp....ć głupie ptaszyska!", pożałowałem po raz pierwszy tego dnia, że nie kupiłem oglądanej kilka dni wcześniej wiatrówki :(
W każdym razie będąc kompletnym laikiem w temacie udzielania pierwszej pomocy ptakom, ogłuszonym przez bliskie spotkanie z "niewidzialnym przeciwnikiem", postanowiłem delikatnie zgarnąć go miotłą na kawałek tektury i przetransportować kilka metrów dalej, pod dach, koło składziku z drewnem opałowym.
Zakrzyknąłem na żonę, żeby rzuciła mi przez okno coś czym mogę okryć poszkodowaną i znalazła w internecie numer do weterynarza.
Weterynarz okazał się niezwykle rzeczowy i pomocny. Powiedział, że on takimi sprawami się z reguły nie zajmuje, że to Straż Miejska powinna po takiego ptaka się pofatygować, a że oddział Towarzystwa opieki nad zwierzętami w moim mieście jest w sobotę nieczynny to pewnie będą musieli odwieźć ją do miasta wojewódzkiego czyli do Krakowa, bo sowa jest gatunkiem prawnie chronionym. Powiedział też, że często Straż próbuję się wykpić i gdy tak się stanie to zaprasza do siebie i postara się udzielić niezbędnej pomocy.
Zadzwoniłem po Straż, pani na centrali okazała się kumata, wiedziała co w takich przypadkach się robi i oznajmiła, że już wysyła patrol.
Nie spieszyli się...
Ręce i uszy mi zmarzły, sowa zdążyła się otrząsnąć, usiadła na tekturze i dumnie czekała na przyjazd "taksówki".
Nawet pozwoliła zrobić sobie kilka fotek ;)
Niestety tylko aparatem w telefonie :(
Zakupiłem go dwa czy trzy dni temu, nie zdążyłem przeczytać manuala a ręce goniły mi się z zimna i strachu, zatem niech nie dziwi fakt, że ostrość wygrała w wyścigu z kulą w płot :(
Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Przyjechali panowie Strażnicy Miejscy, wysiedli z auta a jeden idąc w moim i sowy kierunku zatrzymał się w pół drogi i widząc jej pazury poprosił kolegę, żeby to jednak on zajął się ptakiem ;)
Wpakowali bidulkę do kartonowego pudła i położyli na podłodze za przednim fotelem.
Już miałem odchodzić gdy jeden do mnie tak rzecze:
- "Słyszeliśmy, że miał Pan przez telefon jakiś problem i nie dowierzał czy sowa faktycznie trafi do lecznicy?".
Faktycznie po uwagach weterynarza odnośnie "olewania takich tematów" przez SM, dopytywałem się pani dyspozytorki czy ptak na pewno otrzyma pomoc i co się z nim dokładnie stanie. Niemniej jednak to chyba nie powód żeby od razu to w taki sposób komentować?
- "Nie no... nie, że problem ale wiedzą panowie jak to w dzisiejszych czasach bywa: czasem, żeby pozbyć się strupa lepiej wyrzucić go za płotem..."
- "No wie pan co?!! Sowa jest pod ochroną... to przestępstwo... tak się nie robi! Z resztą jak pan chce to może pan jechać z nami i wszystkiego dopilnować!"
- "Nie, dziękuję. - odparłem spokojnie - Przekonali mnie panowie. Wierzę panom na słowo."
Odszedłem nie oglądając się za siebie i po raz drugi tego dnia żałowałem, że nie kupiłem tej cholernej wiatrówki :(
1.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img705.imageshack.us/img705/5134/06032010017.jpg)
2.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img11.imageshack.us/img11/4633/06032010018.jpg)
3.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img31.imageshack.us/img31/8373/06032010019.jpg)
4.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img443.imageshack.us/img443/6871/06032010020.jpg)
5.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img31.imageshack.us/img31/3973/06032010021.jpg)
6.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img28.imageshack.us/img28/4593/06032010024.jpg)
7.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img692.imageshack.us/img692/5472/06032010027p.jpg)
Ostatnie zdjęcie zrobiłem po części ze strachu, bo zaczęła mi się przyglądać badawczo (no i te szpony!) a po części, bo pomyślałem, iż chyba nieczęsto udaje się zrobić sowie fotkę od góry ;)