PDA

Zobacz pełną wersję : "Z czego to robią?" albo czas półrozpadu.



konik21
18-02-2010, 16:37
Witam czcigodne grono światłych Nikonoznawców...

Od pewnego czasu mam swoistą teorię na temat obecnie produkowanych dóbr wszelakich. Na co nie spojrzysz nic nie jest już tak solidne "jak to drzewiej bywało". Rozumiem, że to "ludzie już nie takie jak dawniej", słabowite i leniwe, jeśli jednak przyjrzeć się tzw "elektronice" to już zakrawa o jakiś spisek.

Wielu już doświadczyło telefonów rozsypujących się tuz przed końcem dwuletniej umowy (hallo tu Orange jak tam Pana telefon, jeszcze działa??? Acha to zadzwonię za tydzień), psujących się po gwarancji telewizorów, lodówek, nie wspominając o samochodach...
Aby opisac to zjawisko posługuję się terminem zapożyczonym z fizyki jądrowej - czasem półrozpadu.

Jest to prawdziwa zmora osób, które nie dysponując aktualnie (czyt. zawsze) nadmiarem gotówki starają się kupić sprzet używany (argumentując to np. względami ekologicznymi).
No bo i niby skąd mamy wiedzieć: czy zakupiony przez nas Nikon D300 nie zbliżył się do magicznej daty i dziś po południu nie padnie mu migawka, jutro wyświetlacz, a za tydzień zmieni się w kupkę popiołu???

I tu moje sakramentalne pytanie:
Czy ktoś z Was czcigodni kupił takiego d300 używanego, popracował nim i wciąż go ma?

Czytałem różne wątki i głupim nadal... Czy jest sens kierować się przebiegiem (jeśli to jakim? - chciałbym nim popracować minimum rok czyli ok 20000 klatek), czy tez wiekiem???? a może trzeba podłączyć delikwenta do rentgena i sprawdzić intensywność świecenia po 10 minutowym naświetlaniu?

Wiem, że to juz było do znudzenia, ale człowiek głupieje czytając z jednej strony głos oburzenia, że nie dał rady 130 000, a z drugiej radosne 30 000 i wciąż działa?

Jak dotąd pracowałem starym jarym d70 zrobiłem 50 000 i zaczął się półrozpadać, więc czas mnie coś zrobić.

Pozdrawiam i przepraszam za zanudzanie...
konik21

cinspire
18-02-2010, 17:08
Jeśli chodzi o aparaty to nie wiem (choć śmiem twierdzić, że ogólnie świetny jak na małpkę Sony H2 którego miałem [mam jeszcze] miał jeden element zaprojektowany w celu przyspieszenia półrozpadu - chodzi o mechanizm przycisku "spustu" - ten kretyn co go zaprojektował, a może z punktu widzenia producenta geniusz przeszedł samego siebie - ale nie ma łatwo - za pomocą śrubki, sprężynki od długopisu, kawałku tworzywa i taśmy klejącej stworzyłem implant, który przy rozwiązaniu oryginalnym jest szczytem wytrzymałości. Do tego kosztował z 5gr i kilka godzin, a nowy, znów rozwalający się "przycisk" co najmniej 200zł ).

Ale wystarczy popatrzeć choćby na drukarki. Ja mam ciągle HP 710c - rocznik 1999. Czasem ma fochy, czasem weźmie kilka kartek, wolna, głośno krzyczy, ale wciąż działa, mimo ponad 10 lat. Mój kuzyn ma identyczną, w tym samym wieku - również działa nadal.
W tym czasie moi znajomi mieli już nawet po 3 - 4 sztuki różnych drukarek, różnych firm. Wszystko się rozleciało po pewnym czasie, odrobinę dłuższym niż gwarancja. A drukarki to nie są przecież sprzęty wykorzystywane w ekstremalnych warunkach, a te też nie były strasznie eksploatowane, jak to np. w firmach, gdzie drukuje się prawie non stop jakąś makulaturę.

Generalnie wszystko to sprawia wrażenie, jakby kasa była najważniejsza - czyli wyprodukować jak najniższym kosztem i najlepiej tak, żeby rozwaliło się pierwszego dnia po gwarancji. Wówczas albo drogie części albo najlepiej pomaszerować po nowy sprzęt, żeby producent zarobił ponownie.

Zresztą znajomy elektronik serwisujący kompy od prawie 20 lat też twierdzi, że obecnie laptopy to 2-3 lata i w większości "do piachu". A po co np. komuś kto wystawia na kompie faktury, czyta maile i pisze w wordzie zmieniać kompa co 3 lata? Nie zmienił by, więc trzeba mu pomóc.

Sorry za OT, bo generalnie to dyskusja na inne miejsce, ale czy też nie macie takiego wrażenia, że niby wszystko co raz bardziej rozwinięte, udoskonalane i w ogóle, a jakościowo co raz większy syf?
I nie chodzi o produkty no-name czy Nie-scen-scie-w-garażu ale o produktu uznanych firm.

kuba_rsx
18-02-2010, 17:15
Ło matko ale żeś teorię spisku do tego dorobił. Wchodzi na to że po rocznej gwarancji D300 powinny sypać się na potęgę. Nie zauważyłem. D200? Też nie bardzo. To są aparaty którymi jak nie rzucisz o ścianę ponad pięć lat będzie śmigał bez pierdnięcia nawet - to już ciut wyższa półka niż małpki i lustrzanki entry-level, producent nawet z marketingowego punktu widzenia musi trzymać pewnien poziom. Są mankamenty mniejsze i większe, dobrze znane i omówione ale wszystko się psuje nie ma na to rady. Za element przyspieszający "pół rozpad" możesz sobie uznać gumy ale bez przesady, bez tego aparat też działa. Przy takiej masówie chciałbyś jakość jak w ręcznej robocie i cenę nadal jak z taśmy? Heloł pobudka ;D Nie ma opcji zachowac 100% powtarzalności jakości przy takich wyrobach.
Więc i z migawką to loteria, jedne padają szybciej drugie nie. Zależy w jakich warunkach aparat pracował: sucho, wilgotno, pyliście etc.. W aparacie tej klasy albo wkładasz nową i klepiesz dalej albo jak bardziej się opłaca to zmieniasz body. Na pewno nie możesz uznać tego za coś zaprojektowanego pod skrócenie życia aparatu bo producent otwarcie mówi na ile przewiduje żywot takiej części. Chcesz trwalszą kup D3, zapłać więcej - masz wybór.

teo
18-02-2010, 18:02
to wcale nie teoria, ale zwykła praktyka - przez 4 lata pracy w pewnym dużym sklepie z elektroniką napatrzyłem się na różne dziwne rzeczy - i śmiem twierdzić, że wciąż jeszcze istnieje podział na tę "gorszą" i "lepszą" Europę.

maki
18-02-2010, 19:32
Skłaniam się ku teorii że w dzisiejszych czasach przy ilości dóbr na rynku producenci nie są zainteresowani produkowaniem trwałego CzegokolwieK.
Tak jest począwszy od rajstop damskich skończywszy na częściach do samolotów i rakiet. Ma podziałać i przestać w odpowiednim czasie.

Jatin
18-02-2010, 20:27
Idąc tropem waszej teorii mój D200 powinien umrzeć już wieki temu a w ciąż działa, chyba bo dawno nie sprawdzałem :p D60 powinien nie żyć od pół roku a SB-800 od roku.

konik21
18-02-2010, 20:47
No i nie dowiedziałem się...
Liczyłem na jakieś tajne "tipy" (jeśli tuz pod lustrem znajdziesz czerwona ryskę półrozpad już się zaczął...) albo choć na jakieś słowa otuchy (wczoraj kupiłem używanego d300, przebieg 100 001 i jeszcze działa), a tu nic tylko narzekanie że moje d ileśtam jeszcze się nie rozpadło.

Niepoprawnym optymistom (i tzw. realistom) podam przykład z innej branży bedący koronnym dowodem że jest coś na rzeczy. Jeździłem w firmie małymi dostawczymi autami. Zwykle pod koniec leasingu firma brała nowe i jakoś zawsze udawało sie uniknąć efektu P (półrozpadu). Razu jednego cos tam się pozzmieniało i wykupili auto miast brac nowe.
I nagle...
NIC - auto jeździ gra i trąbi. I tu nagle serwis informuje nas ,że nalezy po upływie gwarancji zrobic przegląd (półdarmowy, tani atomowy...) No i pojechalimy.

Tam auto umyli naoliwili i niestety o północy pewnie prześwietlili jakimś tajnym promieniowaniem P, bo po dwu tygodniach auto grzecznie rozpoczęło swój półrozpad. Tak grzecznie, że trudno było się tego pozbyć...
Tak więc wszystkich szczęśliwych posiadaczy wciąż działających d ileśtam przestrzegam:
Nie oddawajcie pod żadnym pozorem do serwisu!!!

Pozdrawiam wszelkich nabywców sprzętu z drugiej ręki.
konik21

Rafał_Sz
18-02-2010, 22:17
Mój D300 da radę machnąć 300 000. Pomogło?
:)

amirez
18-02-2010, 23:05
To żadne teorie spiskowe. Wystarczy poszperać w necie.
Nie wiem, czy dotyczy to aparatów - ale część drobnej elektroniki jest specjalnie projektowana w sposób gwarantujący jej bezproblemowe "życie" na max. rok po zakończeniu gwarancji czy rękojmi. Dotyczy to telefonów komórkowych, słuchawek.
I interes sie kręci...

remnaj
18-02-2010, 23:06
To prawda ze teraz lecą na mase, taki marketing, ale z drugiej strony (mowa o sprzecie foto) zanim weszły syfry w ile czasu walnąłeś 50000 klatek? chyba nie dałeś rady? Gwarantuje ci ze jakbyś stare aparaty eksploatował (mowa o mechanizmach nie obudowie) w taki sposób jak teraz meczysz cyfre to taki analog padłby tak samo szybko jak ten d70

amirez ja do tej pory mam nokie 3510i, fakt sluchawka cos ciszej dziala, ale to co on przezył to powinien kosztować fortunę. a teraz mam jakiegoś szajsunga co juz odmawia posłuszeństwa. potrzeba napędza popyt.

stecarlos
18-02-2010, 23:34
Z niskim przebiegiem powinno być OK. Podam jako przykład niektóre lodówki, jak zrobią układ z aluminium i miedzi to musi się rozpaść i jak tu nie dopatrywać się teorii spiskowych?

ekonet
18-02-2010, 23:50
w ciąż działa
A Ty co? Ginekolog? ;)

Rycerz
19-02-2010, 00:19
niektóre tanie produkty kupione 10-15 lat temu są lepiej wykonane i posłużą dłużej bezawaryjnie od tych kupionych dzisiaj niby produktów markowych ... to prawda!
smutne ale prawdziwe ...

ekonet
19-02-2010, 00:26
wiele tanich rzeczy kupionych 10-15 lat temu jest lepiej wykonanych i posłuży dłużej bezawaryjnie od kupionych dzisiaj niby produktów markowych ... to prawda!
smutne ale prawdziwe ...
W wielu firmach (np. branży AGD) są specjalne działy, w których ludzie zajmują się OBNIŻANIEM jakości produktów poprzez odpowiedni dobór materiałów - aby urządzenie przetrwało okres gwarancyjny i niewiele dłużej. I są całkiem konkretne za to wynagrodzenia dla tych pracowników...
Tak przed laty połaszczyłem się na tłumik (do Opla Omegi) firmy Walker - działał równo 19 miesięcy, gwarancja była na półtora roku, kosztował straszne pieniądze, przepalił się wewnątrz, dziury nie było, a ryczał jak zużlowa Java. Wtedy przerzuciłem się na dorabiane tłumiki za 80 zł, które jeździły po 5 lat.

cinspire
19-02-2010, 01:29
Cóż, producenci samochodów też dążą maksymalnie do skrócenia okresu eksploatacji.
A i co z tego, że samochody teraz takie "inteligentne" (bo kwestie bezpieczeństwa to inna bajka, tego się na $ nie da przeliczyć w kategoriach ludzkich), kiedy jeszcze trochę i czujnik zabrudzenia dywanika pasażera nie pozwoli uruchomić wehikułu i trzeba będzie się udać z tym problemem do ASO.
A oni wtedy napiszą "kompleksowe usunięcie problemów wynikających z nadmiernego użytkowania w niesprzyjających warunkach jednostki wycierającej kończyny dolne pasażera" - skasują błąd komputera, a dywanikiem trzasną raz o trzepak i wystawią fakturę zwalającą właściciela z owych kończyn dolnych.
A niech no ktoś tylko spróbuje bez ich pomocy wyczyścić dywanik.

konik21
19-02-2010, 01:48
A już tak zupełnie poważnie mając nie tylko siebie na myśli ale tak pro publico bono

Jak powinna wyglądać procedura sprawdzenia używanego body przed zakupem???

1.Na co powinno się zwrócić uwagę jeśli chodzi o rzeczy widzialne na pierwszy rzut oka?
(pomijając usterki typu "tu chyba powinien być wyświetlacz?)

2.Jak w miarę szybko sprawdzić sposób w jaki była czyszczona matryca? (mikrouszkodzenia przy "domowym" odkurzaniu)

3. Czy są jakieś "programy czy cóś" oceniające kondycję aparatu.
Mam tu na myśli efekt jaki miałem już w dwu cyfrakach że po pewnym czasie obraz rejestrowany jest jakby mniej nasycony, mniej ostry w detalach, bardziej zaszumiony no po prostu.... półrozpadnięty.

4.No i moje najgorsze pytanie: Czy są jakieś proste sposoby by np. cofnąć licznik w lustrzance coby ją uatrakcyjnić na allegro? (czasem aż dziwne są przebiegi niektórych body argumentowane np. tym że były użytkowane amatorsko albo właściwie to do wbijania gwoździ lub mieszania w zupie)

Z góry uprzedzam tylko odpowiedzi: "najlepiej kupić od znajomego, lub od wujka, bo reszta to wiadomo..."
Nie każdy ma fajnego wujka czasem trzeba się pomęczyć z resztą.
Pozdrawiam
konik21

catintheflat
19-02-2010, 01:53
(bo kwestie bezpieczeństwa to inna bajka, tego się na $ nie da przeliczyć w kategoriach ludzkich),

Oczywiście, że się da ;-) Osoba ranna w wypadku samochodowym to koszt około 20 tyś zł jeśli obrażenia spowodowały pobyt w szpitalu powyżej 7 dni. Śmierć w wyniku wypadku to strata z rzędu 1,2 mln złotych. Najdrożej wychodzi jeśli zginie osoba zaraz po studiach ponieważ państwo "wyłożyło" na niego najwięcej pieniędzy a ta osoba jeszcze nic z tej kwoty nie "odpracowała". Najmniejsze straty są gdy giną osoby w wieku przedemerytalnym oraz dzieci. Trochę to okrutne, że wszystko przelicza się na pieniądze, nawet życie ludzkie ale takie czasy....Skąd to wiem? Ano uczą tego w szkole ;-)

Co do tej "teorii spiskowej" to niestety ale w większości jest ona prawdą. Znam ludzi którzy zajmują się projektowaniem różnego rodzaju urządzeń, którzy to potwierdzają. Najbardziej to widać po przemyśle motoryzacyjnym i elektronicznym. Prosty przykład. W nowych Nikonach(np. D90) jest licznik pokazujący stopnień zużycia baterii w skali 0-4. Jak myślicie jak to jest zrobione? Ano siedzi sobie w bateryjce taki "chochlik" który zlicza cykle ładowania. Bateria ma wytrzymać powiedzmy to 300 cykli czy nawet mniej. Po przekroczeniu tej magicznej liczby mimo, że ogniwa mogą być jeszcze w pełni sprawne ten chochlik daje znać aparatowi, że bateria jest do kitu i trzeba kupić nową. Objawia się to nagłym spadkiem czasu pracy baterii.

statler
19-02-2010, 07:09
Po przekroczeniu tej magicznej liczby mimo, że ogniwa mogą być jeszcze w pełni sprawne ten chochlik daje znać aparatowi, że bateria jest do kitu i trzeba kupić nową. Objawia się to nagłym spadkiem czasu pracy baterii.

Trudno mi uwierzyc, ze aparat czy sama bateria po ilus cyklach ladowania specjalnie sie rozladowuje. Mozesz swoja teorie poprzec jakimis faktami czy tak Ci sie tylko wydaje?
A propos wszechobecnego badziewiarstwa i cudownych minionych lat, wezcie sobie panowie do reki 20 letniego walkmana, radio czy lustrzanke AF, porownajcie z tymi z konca produkcji czy produkowanymi obecnie i wtedy mowcie o jakosci. Pewnie w niektorych branzach produkty sa projektowane w sposob ograniczajacy ich czas zycia, ale zaden producent nie wyprodukuje nic co bedzie sie celowo psulo w ciagu pierwszych dwoch lat uzytkowania. Pewnie, lustrzanki manualne sa caluskie metalowe, swietnie wykonane i w ogole;) ale jest tak glownie dlatego ze w swoim czasie byly pierunsko drogie a do naszych czasow dotrwaly glownie najwyzsze modele. Trudno mi sobie wyobrazic kogos zachwycajacego sie wykonaniem Zenita E:)
Canon eos 50 porownany z 40d przypomina tania badziewna wydmuszke a to aparaty tej samej klasy ktore dzieli kilkanascie lat 'ciaglego spadku jakosci';)

andrstac
19-02-2010, 09:11
Trudno mi uwierzyc, ze aparat czy sama bateria po ilus cyklach ladowania specjalnie sie rozladowuje. Mozesz swoja teorie poprzec jakimis faktami czy tak Ci sie tylko wydaje?

Trudno uwierzyć, ale tak jest. We wszystkich bateriach Li-Ion (a takie są już prawie we wszystkich lustrach) które mają więcej niż 1 celę (czyli powyżej 3,6V) jest wbudowany układ uP który zarządza tą baterią - liczy energię która wpływa do i z baterii. Ma też za zadanie nie dopuścić do nadmiernego rozładowania i przeładowania. I najważniejsze z punktu widzenia tego wątku: po około 500 cyklach stwierdza że bateria jest wyeksploatowana i nie nadaje się do użycia (mimo że stan faktyczny ogniw może być jeszcze całkiem ok). Objawia się to właśnie tym, że bateria "nagle" straciła większość swej pojemności (z punktu widzenia urządzenia zasilanego).

statler
19-02-2010, 09:18
Wyglada na to, ze im bateria tansza tym ma wredniejszy ukladzik w sobie;) Masz moze linki do pomiarow udowadniajacych, ze zywotnosc baterii jest celowo ograniczana a nie wynika z faktycznego stanu ogniwa?

andrstac
19-02-2010, 09:22
Ale w przypadku Li-Ion, to nie ma znaczenia - taka technologia i już.

statler
19-02-2010, 09:53
IMO jest spora roznica pomiedzy celowym ograniczaniem zywotnosci baterii a rownaniem do slabszego ogniwa. To ze baterie Li-ion maja wbudowany uklad sterujacy wie prawie kazdy, to ze ten uklad realizuje jakis makiaweliczny plan wiedza tylko wybrani i dlatego warto by bylo zobaczyc wyniki faktycznych pomiarow potwierdzajacych te spiskowe teorie.

bcrich77
19-02-2010, 10:00
A już tak zupełnie poważnie mając nie tylko siebie na myśli ale tak pro publico bono

Jak powinna wyglądać procedura sprawdzenia używanego body przed zakupem???

1.Na co powinno się zwrócić uwagę jeśli chodzi o rzeczy widzialne na pierwszy rzut oka?
(pomijając usterki typu "tu chyba powinien być wyświetlacz?)

2.Jak w miarę szybko sprawdzić sposób w jaki była czyszczona matryca? (mikrouszkodzenia przy "domowym" odkurzaniu)

3. Czy są jakieś "programy czy cóś" oceniające kondycję aparatu.
Mam tu na myśli efekt jaki miałem już w dwu cyfrakach że po pewnym czasie obraz rejestrowany jest jakby mniej nasycony, mniej ostry w detalach, bardziej zaszumiony no po prostu.... półrozpadnięty.

4.No i moje najgorsze pytanie: Czy są jakieś proste sposoby by np. cofnąć licznik w lustrzance coby ją uatrakcyjnić na allegro? (czasem aż dziwne są przebiegi niektórych body argumentowane np. tym że były użytkowane amatorsko albo właściwie to do wbijania gwoździ lub mieszania w zupie)

Z góry uprzedzam tylko odpowiedzi: "najlepiej kupić od znajomego, lub od wujka, bo reszta to wiadomo..."
Nie każdy ma fajnego wujka czasem trzeba się pomęczyć z resztą.
Pozdrawiam
konik21

A może to byłby dobry temat na nowy wątek?
Jak sprawdzić używane body przed zakupem.
Porady praktyczne, programy do testowania sprzętu, itp.

Chyba, że taki wątek już jest ...

andrstac
19-02-2010, 10:17
IMO jest spora roznica pomiedzy celowym ograniczaniem zywotnosci baterii a rownaniem do slabszego ogniwa. To ze baterie Li-ion maja wbudowany uklad sterujacy wie prawie kazdy, to ze ten uklad realizuje jakis makiaweliczny plan wiedza tylko wybrani i dlatego warto by bylo zobaczyc wyniki faktycznych pomiarow potwierdzajacych te spiskowe teorie.

Ale nie dopatruj się tu żadnych manipulacji. Te układy są tak programowane, żeby dać duży margines bezpieczeństwa w bezpiecznym użytkowaniu takich baterii (wybuch Li-Ion wskutek przeładowania powoduje masakryczne szkody). A że to nie jest zbyt ekonomiczne dla końcowego użytkownika...

Za to na pocieszenie powiem, że przeprogramowując pamięć takiego sterownika (wgrywając "świeży" wsad), 50% baterii da się przywrócić do "drugiego" zycia (te pozostałe 50% to te, które mają np uszkodzoną celę i trzeba ją by było też wymienić)

catintheflat
19-02-2010, 10:49
Chciałem to opisać ale andrstsc mnie uprzedził odnośnie baterii ;-) Tak dla porównania to jest tak trochę jak tryb serwisowy w nowoczesnych samochodach(np. VW Passat). Gdy jakiś czujnik wykaże uszkodzenie ważnego elementu to wtedy może załączyć się ów tryb, który nie pozwala na rozwijanie prędkości większych, niż 60 km/h (piszę z pamięci i nie jestem pewien co do wartości tej prędkości). Więc skoro w samochodzie da się bez problemu zamontować układ ograniczający jego osiągi, to tym bardziej w akumulatorku sterowanym mikroprocesorem. Z wykresów to znalazłem jedynie coś tutaj (http://www.olympusclub.pl/pub/images/Zbyma72age_Zasilanie_czyli.pdf), jednak opisują one właściwości ogniwa bez mikroprocesora zarządzającego i nie pokazują problemu.
Raczej wątpię, aby ktoś robił i udostępniał w internecie testy "długodystansowe" tego typu gotowych akumulatorków.

MYSZ
19-02-2010, 11:35
Wyglada na to, ze im bateria tansza tym ma wredniejszy ukladzik w sobie;) Masz moze linki do pomiarow udowadniajacych, ze zywotnosc baterii jest celowo ograniczana a nie wynika z faktycznego stanu ogniwa?

Tańsza bateria ma od początku zycia przeważnie gorsze osiągi. A tzw "ograniczniki zywota" są w większości baterii, czy to aparat, laptop itp. Urządzenie nagle odmówi współpracy a ładowane będzie zniechęcało minimalną pojemnością. W zalezności od klasy będzie to 200-400 ładowań.
Niestety skończyły się czasy wszechobecnego metalu, stosuje się tworzywa sztuczne, wytrzymają obciążenia takie same, ale krócej. Natomiast czy koncerny produkują świadome "buble" ograniczające żywot to mocno w to watpię :D

cinspire
19-02-2010, 12:05
Oczywiście, że się da ;-) Osoba ranna w wypadku samochodowym to koszt około 20 tyś zł jeśli obrażenia spowodowały pobyt w szpitalu powyżej 7 dni. Śmierć w wyniku wypadku to strata z rzędu 1,2 mln złotych. Najdrożej wychodzi jeśli zginie osoba zaraz po studiach ponieważ państwo "wyłożyło" na niego najwięcej pieniędzy a ta osoba jeszcze nic z tej kwoty nie "odpracowała". Najmniejsze straty są gdy giną osoby w wieku przedemerytalnym oraz dzieci. Trochę to okrutne, że wszystko przelicza się na pieniądze, nawet życie ludzkie ale takie czasy....Skąd to wiem? Ano uczą tego w szkole ;-)

To o czym napisałeś Catintheflat to jak mawiał pewien pan oczywista oczywistość - że się ogólnie da i się to też robi (choćby w ubezpieczeniach, służbie zdrowia itd.) ale ja pisałem nie o tym wymiarze.
Jeśli ginie to osoba, która jest Ci bliska nie przeliczasz tego na pieniądze, tak samo jeśli cierpi w wyniku wypadku lub cierpisz Ty sam.
Dlatego co innego zabezpieczenia, a co innego niektóre ponoć udogodnienia.

Z drugiej strony odrobinę bawi, choć nawet może być przerażające ciągłe wyliczanie słyszane w mediach "przez zimę straciliśmy tyle a tyle miliardów (zima u nas rzecz naturalna), lato kosztowało nas tyle a tyle miliardów, zmniejszenie liczby dzieci kosztuje nas tyle a tyle.
To tak jakby należało dążyć do sytuacji laboratoryjnej, idealnego życia w próbowce, gdzie koszt osiąga zawsze wartości minimum.
(Biegnąc za dziewczyną straciłem tyle i tyle kcal, a gdybym szedł stracił bym tylko tyle a tyle. Kupując różę straciłem tyle a tyle zł, a gdybym kupił mlecza stracił bym tylko tyle. Kolacja z ukochaną kosztowała mnie 3 godziny czasu, które mógłbym przeznaczyć na budowę dobrobytu narodów świata, liczonego w cyferkach na wirtualnych kontach. Do tego wiele razy było nam przyjemnie, a dzieci w wyniku tego żadnych. Straszne pasożytnictwo - aż świat od tego runie :P ).

Wiadomo, że wyliczenia są ważne - np. koszty "walki z zimą" dla wyliczania budżetów odpowiednich służb, ale takie ciągłe trąbienie o w tym, to jakiś bezsens.

catintheflat
19-02-2010, 12:32
To o czym napisałeś Catintheflat to jak mawiał pewien pan oczywista oczywistość - że się ogólnie da i się to też robi (choćby w ubezpieczeniach, służbie zdrowia itd.) ale ja pisałem nie o tym wymiarze.
Jeśli ginie to osoba, która jest Ci bliska nie przeliczasz tego na pieniądze, tak samo jeśli cierpi w wyniku wypadku lub cierpisz Ty sam.
Dlatego co innego zabezpieczenia, a co innego niektóre ponoć udogodnienia.




Oczywiście w pełni się z Tobą zgadzam, bo przecież wiadomo że strat "osobistych" nie da się policzyć. Też mnie czasem to drażni, że wszystko obecnie ludzie starają się przeliczać na cyferki a następnie na $ czy €. No i oczywiście zawsze na wszystko brakuje pieniędzy ;]

Ale wracając do tematu. Przecież wiadomo, że jakby producenci produkowali niezniszczalne samochody/aparaty/telefony to by zbankrutowali za parę lat bo nikt by nowych rzeczy nie kupował (oczywiście zawsze jest garstka tych którzy zawsze muszą mieć nowszy model ale oni raczej nie napędzą całej koniunktury). Jakiś czas temu było głośno o tzw Sony Timer czyli o jakimś specjalnie zaprojektowanym "chochliku" który uszkadzał sprzęt zaraz po okresie gwarancji. Jest to raczej kolejna miejska legenda, bo nikt nigdy nie udowodnił, że takie coś istnieje lecz daje to trochę do myślenia o sposobie projektowania urządzeń.
Rozbudowane oprogramowanie inżynierskie pozwala na coraz dokładniejsze wyznaczenie teoretycznego bezawaryjnego czasy pracy danego elementu tak więc np. skrzynia biegów nowo projektowanego VW Transportera jest wyliczona na przejechanie 150 tys km a potem idzie się kochać.

cinspire
19-02-2010, 12:47
Przecież wiadomo, że jakby producenci produkowali niezniszczalne samochody/aparaty/telefony to by zbankrutowali za parę lat bo nikt by nowych rzeczy nie kupował

To absolutna racja.
Ja miałem do czynienia z "Sony-button" - ale miałem w sumie takiego pecha, że wyjątkowo rozwalił się pierwszy raz dopiero po 2 latach, choć ponoć w większości tych modeli ledwie wytrzymywał 3 miesiące.
I nie trzeba tam było Sony Timera, bo zadziałał jakiś geniusz sony projektant. Jak rozebrałem to sam, bo stwierdziłem, że 300 zł to się nie opłaca ponownie płacić, to byłem zdziwiony, że to jakimś cudem tyle przetrwało.

konik21
19-02-2010, 13:09
A może to byłby dobry temat na nowy wątek?
Jak sprawdzić używane body przed zakupem.
Porady praktyczne, programy do testowania sprzętu, itp.

Chyba, że taki wątek już jest ...

No właśnie jest? Jest? Gdzie?
Bo jak nie ma to ja mogę założyć.
Wiem że jest milion postów "przy okazji" ale może coś syntetycznego typu: "Procedura kontrolna dot. zakupu używanego body d ileśtam nr certyfikatu Nikoniarskiego nr 00000001..."

A tak przy okazji myślę że forum jest już tak duże że "przydałabysię" jakaś bardziej zaawansowana wyszukiwarka, choćby taka co to wyszukuje tylko w konkretnym dziale, albo tylko wśród postów zamieszczanych przez szczególnie światłych nikonoznawców?? A może da się to jakoś tylko ja jakiś nierozgarnięty?

MikeS
19-02-2010, 13:35
konik21, ja mam takie samo zdanie. Niby nowsze jest lepsze ale stare było trwalsze i działałoby do dzisiaj gdyby nie postęp i przymusowa wymiana. Jeśli chodzi o używane lustro to już chyba ktoś napisał że reguły nie ma i wszystko zależy w jakich warunkach aparat był eksploatowany. Osobiście zauważyłem że przy stanie licznika powyżej 9-10tys klapnięć cena aparatu dość znacząco potrafi spaść. Poniżej zaś jeszcze potrafi się utrzymać w pobliżu ceny początkowej. Jeśli chcesz spróbować kupić używanego D300 to przedstaw jaką dostałeś/znalazłeś ofertę a może wspólnie coś wymyślimy ;)
Ja osobiście jakbym szukał używki to z gwarancją i nie brałbym od ludzi którzy aparatem zarabiają na chleb.

bcrich77
19-02-2010, 14:01
No właśnie jest? Jest? Gdzie?
Bo jak nie ma to ja mogę założyć.
Wiem że jest milion postów "przy okazji" ale może coś syntetycznego typu: "Procedura kontrolna dot. zakupu używanego body d ileśtam nr certyfikatu Nikoniarskiego nr 00000001..."

A tak przy okazji myślę że forum jest już tak duże że "przydałabysię" jakaś bardziej zaawansowana wyszukiwarka, choćby taka co to wyszukuje tylko w konkretnym dziale, albo tylko wśród postów zamieszczanych przez szczególnie światłych nikonoznawców?? A może da się to jakoś tylko ja jakiś nierozgarnięty?

Dobra uwaga odnośnie konkretnego modelu.
Można by dołączyć do tego na co zwracać uwagę w konkretnym D...
Powielające się usterki itp.