Zobacz pełną wersję : Bezpieczenstwo w czatowni ale przede wszystkim poza
Do napisania tego tematu skłonił mnie wątek o bezpieczeństwie w czatowni.
kocham fotografię street, portrety w mieście (może kiedyś akty?)
nie zarabiam (jeszcze) na zdjęciach więc 15 000 w mojej torbie (liczę za używany sprzęt) to dla mnie bardzo dużo. Nowy taki byłbym w stanie kupić sobie za 5-6 lat...
lubię (chciałbym) włóczyć się po ciemnych zakamarkach w różnych porach, mają swoje uroki a tylko tak można zrobić ciekawy portret. Ale i w jasny dzień można dostać w mordę za posiadanie aparatu, zatem:
Pytam jak Wy to robicie - z praktyki.
- dworce, zaułki, z modeliną lub bez, różne pory.
Płacicie agencji ochroniarskiej i bierzecie sobie 3ch ochroniarzy ze sobą?
Zawsze bierzecie kogoś znajomego ćwiczącego karate z obwodem w bicepsie ~~60cm
nie martwicie się o sprzęt bo zarabiacie na tym więc dajecie chętnie bandziorom i idziecie kupić sobie lepszy/nowy
boicie się, że stracicie sprzęt ale fotografia jest dla Was cenniejsza i mimo to fotografujecie
macie w rodzinie sędziego, prawnika, szyszkę jakąś i nie boicie się bo tato/mama bandziorom zrobią kuku za pomocą mafii
jeszcze inne rozwiązania
Pytam, co ma zrobić zwykły posiadacz cyfrówki który chce robić ciekawe zdjęcia w ciekawych miejscach o ciekawych porach?
Kupić sobie Zenita 12XP z Heliosem 50??
Bo z wątku o czatowni dowiedziałem się że wszelkie "bronie" o kant d. można potłuc i ktoś kto to pisał miał rację. Przestępca na ogół to ktoś obeznany ze sztukami walki, walką wręcz. Więc pałki i inne gazy chyba odpadają. I tak jest ich zazwyczaj kilku.
stac Cie na samochod, stac na benzyne! Stac Cie na aparat stac Cie na ochroniarzy :)
No właśnie nie jest to takie jednoznaczne.
W moim przypadku jeszcze to jest przekichane, że nie będę mógł nigdy mieć prawa jazdy (choroba oczu). Więc zostaję na łasce/niełasce kumpli/rodziny z samochodami a i tak najczęściej cały sprzęt pociągami/PKS (czyt. torbę + statyw).
Lepsza połówka jakoś mało lubi plenery a do zrobienia prawa jazdy się nie kwapi.
Więc co? Jak w praktyce rozwiązujecie problem sprzętu (jego bezpieczeństwa) w trakcie pleneru/streeta/reporterki w ciekawych miejscach o ciekawych porach?
Raczej nikt Ci złotego środka nie poda, to zrozumiałe. W myśl zasady że to okazja czyni złodzieja ja poprostu staram się unikać podejrzanych miejsc, sutyacji. Jak narazie intuicja nie zawodzi.
Przeczytałem problem i pomyślałem, że Ty to byś chciał zjeść jajko i mieć jajko. Chcesz "ostrych" zdjęć musisz za to zapłacić (np. chwilą strachu). Co sobie wyobrażasz, że napiszesz podobny tekst o fotografii wojennej i zapytasz w nim jak robić takie zdjęcia by Ci tyłka nie odstrzelili? Nonsens. Albo fotografuj śluby, albo wychodź z okopu. Czy jest inna prawda?
Ale jest takie magiczne słowo "wiktymologia", ono dużo może pomóc. Myślę, że gdybym się brał za taki temat to z całą pewnością nie z lustrzanką tylko z dobrym lub bardzo dobrym kompaktem i to obowiązkowo mało efektownym na vizus. Z całą pewnością bym nie robił zdjęć z ukrycia i bez rozpoznania ("najpierw jestem, potem "focę" :). A nie "jestem i focę"). Trzeba płacić haracz dając papierosy czy na gorzałę. A Jak Ci skopią dupę, to wpisz to w "cenę sławy" :).
Zachowaj zdrowy rozsądek, bądź pewny siebie ale czujny.
Świat wcale nie czeka na twoją lustrzanke to tylko twoja wyobraźnia potęguje strach.
Zawsze bierzecie kogoś znajomego ćwiczącego karate z obwodem w bicepsie ~~60cm
W wyniku długotrwałego noszenia torb wypchanych ciężkim sprzętem sami dorobiliśmy się takich obwodów. Podejrzane typki w ciemnych zaułkach rozstępują się przed nami z szacunkiem.
Pytam, co ma zrobić zwykły posiadacz cyfrówki który chce robić ciekawe zdjęcia w ciekawych miejscach o ciekawych porach?
Kupić sobie Zenita 12XP z Heliosem 50??
Wypraszam sobie, ja biegam z dwoma aparatami: Zenitem i Nikonem, tyle, że D60 wyciągam raz na jakiś czas, np żeby zmierzyć światło do długich czasów dla Zenita. Jakbym miał wybrać, czy mają mi zakosić D60+18-55, czy 12XP+CZ35, to wolałbym stracić Nikona.
A swoją drogą, to pomaga obserwacja. Jak widzę, że wśród starych garaży stoi grupa chłopaków w dresach, to na pewno nie pójdę tam szukać ciekawych kadrów. Tak samo z opuszczonymi budynkami, najpierw rekonesans na ulicach, czy podejrzane typy się nie kręcą. Czasami dobrze jest się zaprzyjaźnić z bezdomnym albo żulusiem, który "zamieszkuje" dziwne miejsca i puścić go na czaty za 10zł.
Dworce są na ogół pod ścisłą obserwacją z kamer więc pod ich okiem możesz czuć się troszkę bezpieczniejszy. Ewentualnie poprosić SOKistę o eskortę do taksówki.
..., albo innym rozwiązaniem jakie ja stosuję dość często to "bycie w grupie". Zawsze to i bezpieczniej i raźniej :).
bycie w grupie nie sprzyja fotografi - przynajmniej mi..
co do dworców - tak naprawde dworców nie mozna fotografowac - jest to karalne- wiem absurd!
Prorok78
31-12-2009, 15:25
juz nie jest :) bylo - owszem .. ale dawniej.. teraz tylko tablice czasem zostaly...
Sokolik Wędrowny
15-01-2010, 13:19
W moim przypadku jeszcze to jest przekichane, że nie będę mógł nigdy mieć prawa jazdy (choroba oczu). Więc zostaję na łasce/niełasce kumpli/rodziny z samochodami a i tak najczęściej cały sprzęt pociągami/PKS (czyt. torbę + statyw).
To ja dopisuję się do klubu wożących cały sprzęt pociągami/PKS/bus/MPK/cokomudogłowyprzyjdzie... Co prawda, przyczyna jest zdecydowanie mniej poważna niż u Kolegi, ale stan faktyczny jest jaki jest. Z tym, że ja nie uprawiam fotografii miejsko -zaułkowo - slumsowej, zatem takich rozterek, jak autor wątku nie mam. Lubię natomiast włóczyć się po odludziach. Nie napawa mnie to strachem, nie noszę ze sobą żadnej broni, nawet zwykłego kija (choć może po ostatnich przygodach z burakmi zacznę). Problemem jest dla mnie samo dotarcie w moje ulubione bezludzia. Nie w sensie "jak dojechać" (lubię kolej, mam jeszcze rower) ile - jak zapewnić sobie (i swemu sprzętu) bezpieczeństwo w czasie dojazdu. Tak, wiem, 100% gwarancji nie da mi nikt, chodzi jedynie o zminimalizowanie ryzyka. Dodam jeszcze, że John Rambo ze mnie żaden, jedyne na co mogę liczyć w podbramkowej sytuacji to umiejętność negocjacji/szybkie nogi. Te ostatnie z wiekiem robią się coraz mniej szybkie... Co robię:
1. Staram się wyglądać jak zwykły podróżny, żaden fotograficzny plecak, zwykły turystyczny, z lekka przybrudzony, statyw jeśli jest, to przytroczony do plecaka w pokrowcu. Ubiór - dżinsy, wyciągnięty sweter, kurtka bez krzyczącego logo wiodących producentów drogiego sprzętu outdoorowego.
2. To oczywiste, ale warto przypominać: siadam do przedziałów, w których już ktoś siedzi. Unikam ostatniego wagonu w składzie.
3. Kiedyś - owszem - sporo tłukłem się nocnymi "rzeźniami" w ich 2 kl. Dziś szkoda mi zdrowia. Opcja "taniej kuszetki" to raptem 25 zł więcej, a komfort i poczucie bezpieczeństwa wzrasta znacznie.
4. Często jadę w teren wczesnym popołudniem jednego dania, a wracam - późnym przedpołudniem lub również po południu dnia następnego. Unikam w ten sposób późnowieczornych przejazdów na trasie dworzec - dom. Zaś nocleg w terenie to sama przyjemność. Włóczę się, często samotnie, od ponad 20 lat i nigdy, przenigdy nic złego mnie nie spotkało (ze strony ludzi) na terenach - nazwijmy to - słabo zurbanizowanych. Z wyjątkiem jednej historii - raczej zabawnej niż mrożącej krew w żyłach. Tyle, że jak ognia unikam popularnych "namiotowisk".
To chyba tyle... Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś patenty na w miarę bezpieczne włóczenie się ze sprzętem w środkach komunikacji publicznej - z chęcią poczytam. Tylko na broń mnie nie namawiajcie. Znam siebie na tyle, żeby wiedzieć, że zapewne sam bym nią oberwał...
Sowulus12
15-01-2010, 13:24
Zachowaj zdrowy rozsądek, bądź pewny siebie ale czujny.
Świat wcale nie czeka na twoją lustrzanke to tylko twoja wyobraźnia potęguje strach.
Bardzo mądrze powiedziane! Jestem tego samego zdania.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.