PDA

Zobacz pełną wersję : Pare bardzo dobrych rzeczy na piątkowe popołudnie :)



hedgehog
31-07-2009, 12:19
Znalazłem ostatnio paru gości - niektórych (jak Ackerman czy Sink) powinienem pewnie znać, ale nie znałem. Pomyślałem więc, że się podzielę:

http://toddfisher.net/ - Todd Fisher, doskonałe oko, świetny styl
http://www.agencevu.com/photographers/photographer.php?id=1 - Michael Ackerman, polecam mordujący esej o Polsce: http://www.agencevu.com/stories/index.php?id=144&p=1 (dawno nic mnie tak nie rypnęło, cud-miód!)
http://www.gallerysink.com/marksink/ - Mark Sink, człowiek-legenda

Warto spojrzeć, jak sądzę.

Miłego,
W

donkiszot
01-08-2009, 00:21
Spojrzalem, warto.

A ja przegladam (po raz kolejny, po ~2 latach) portfolia fotografow z ArtDepartment (http://www.art-dept.com/). Zupelnie inna broszka, ale mysle, ze rowniez jest na co popratrzec.

hedgehog
03-08-2009, 22:09
O, dziękuję. Przejrzę :)

donkiszot
02-03-2010, 01:31
Wprawdzie do piątku jeszcze trochę, ale wpadły mi na ekran takie dwa portfolio, którymi (jak myślę) warto się podzielić.



Bieke Depoorter (http://www.biekedepoorter.be/)

-- szczególnie cykl Oe menia - with me, chyba najbardziej malarski reportaż dokumentalny jaki w życiu widziałem.

Elinor Carucci (http://www.elinorcarucci.com/)

-- esteci nie będą zachwyceni, za to miłośnicy wytrawnych win, gorzkiej herbaty i mocnych, prawdziwych* zdjęć powinni się rozkoszować. :)



* Podczas przeglądania pomyślałem, że te zdjęcia są tak realne, że aż nieprzyzwoite... prawdziwe, aż do trzewi codzienności.

hedgehog
02-03-2010, 10:45
Prace Elinor znam - majstersztyk. Prace drugiej Pani wygrały jedną z nagród Magnum. Też świetne. Dzięki :)

tomko
02-03-2010, 11:15
http://toddfisher.net/ - Todd Fisher, doskonałe oko, świetny styl

W

Jestem ciekaw, jakie były by przyjęte przez użytkowników forum takie fotografie, gdyby zamieścił je jakiś anonimowy człowiek. :)

hedgehog
02-03-2010, 11:16
Jestem ciekaw, jakie były by przyjęte przez użytkowników forum takie fotografie, gdyby zamieścił je jakiś anonimowy człowiek. :)

Nie mam tego rodzaju rozterek. :) Ale wiem, jaka byłaby reakcja. Ty też.

mariush777
02-03-2010, 11:53
Elinor Carucci (http://www.elinorcarucci.com/)

-- esteci nie będą zachwyceni, za to miłośnicy wytrawnych win, gorzkiej herbaty i mocnych, prawdziwych* zdjęć powinni się rozkoszować. :)[/INDENT]



przecież to jest cholernie niesmaczne ,wręcz odrażające :(
ku...a jak można się zachwycać zdjęciem dziecka z gilem po pachy albo zdjęciem ciała kobiety chyba po cesarce

Zajrzałem na te strony bo myślałem że zobaczę zdjęcia które sprawia mi przyjemność a za to mam mdłości.
To tak jak pornosy ze zwierzętami albo ludżmi załatwiającymi się na siebie.
Ktoś może powie (napisze) ,że się nie znam ,nie mam wyczucia sztuki albo całego tego czegoś .
Tak, nie mam!I dobrze mi z tym.
Skoro zostały tu wklejone linki do miejsc gdzie można zobaczyć zdjęcia to ja ośmielę sie też wkleic jeden i wierzcie mi będą o niebo przyjemniejsze w odbiorze(a technicznie ,hmmm no cóż ,sami wiecie to juz zupełnie inna liga),pozdrowienia dla autorów zdjeć
http://forum.nikon.org.pl/forumdisplay.php?f=3- pewnie większość prac i autorów znacie

hedgehog
02-03-2010, 11:54
przecież to jest cholernie niesmaczne ,wręcz odrażające :( ku...a jak można się zachwycać zdjęciem dziecka z gilem po pachy albo zdjęciem ciała kobiety chyba po cesarce

Słyszałeś o czymś takim, jak fotografia dokumentalna? :)


Ktoś może powie (napisze) ,że się nie znam ,nie mam wyczucia sztuki albo całego tego czegoś .

Tak. Nie znasz się, nie masz wyczucia sztuki albo całego tego czegoś. :)

Pooglądaj sobie glamourki.

sawi
02-03-2010, 13:17
"de gustibus non disputante est"


Słyszałeś o czymś takim, jak fotografia dokumentalna? :)

Tylko nie każdy musi w tego rodzaju fotografii się odnajdować.
Nie każdy też musi odnajdować przyjemność w jej oglądaniu.


Tak. Nie znasz się, nie masz wyczucia sztuki albo całego tego czegoś. :)

I nie możesz wtedy powiedzieć, że się nie zna - po prostu to nie dla niego.


Pooglądaj sobie glamourki.

A będą i tacy, dla których nie będą właśnie te glamourki.

hedgehog
02-03-2010, 13:21
"de gustibus non disputante est"

Bzdura. Nie wiem, kiedy wreszcie ludzie odwykną od używania tej formy ucieczki od dyskusji. Gdyby to była prawda, sztuka nie istniałaby i nie rozmawiałoby się o niej. Nigdy w życiu nie zgodzę się z tym stwierdzeniem.


Tylko nie każdy musi w tego rodzaju fotografii się odnajdować. Nie każdy też musi odnajdować przyjemność w jej oglądaniu.

Po jaki grzyb wylewa swą żółć więc, jeśli mu się nie spodobało? Nie lepiej zapomnieć?


I nie możesz wtedy powiedzieć, że się nie zna - po prostu to nie dla niego.

Przecież to nie moja myśl - ja tylko wyartykuowałem to, co kolega stwierdził sam. Kolejna pułapka dyskusyjna.


A będą i tacy, dla których nie będą właśnie te glamourki.

Całe szczęście. Glamourki nie są złe, sam je robiłem. Tyle, że nudne jak flaki z olejem.

:)

Chętnie posłucham kogoś, kto może o pokazanej fotografii wypowiedzieć się w sposób ją deprecjonujący. Ale z sensem, błagam. Wtedy z przyjemnością porozmawiam. Kiedy słyszę, że "przecież to jest cholernie niesmaczne ,wręcz odrażające", to mnie osłabia.

sawi
02-03-2010, 13:26
Bzdura. Nie wiem, kiedy wreszcie ludzie odwykną od używania tej formy ucieczki od dyskusji.

Dla mnie to nie jest forma ucieczki od dyskusji - a uzasadnienie czyjegoś, innego zdania.

hedgehog
02-03-2010, 13:27
Dla mnie to nie jest forma ucieczki od dyskusji - a uzasadnienie czyjegoś, innego zdania.

To nie jest uzasadnienie, bo poza argumentem stricte obronnym i niczego nie wnoszącym nic nie znaczy. To tak samo jak powiedzieć: "nie lubię zupy ogórkowej bo... nie."

:)

Boryszuk
02-03-2010, 13:32
ide popcorn zrobić, będzie chryja :)

donkiszot
02-03-2010, 13:32
przecież to jest cholernie niesmaczne ,wręcz odrażające :(
ku...a jak można się zachwycać zdjęciem dziecka z gilem po pachy albo zdjęciem ciała kobiety chyba po cesarce[...]
Przecież ostrzegałem, że nie dla estetów.
Ładność, to ostatnia rzecz jaką bym wymienił w opisie tych zdjęć. Są za to prawdziwe, mocne, dosłowne, ludzkie, intymne, realne, poruszające, przerażające(?), opowiadające, ciche -- mimo wszystko...
"Przyjemne zdjęcia" to tylko cześć fotografii, choć bardzo popularna i (zgodnie z nazwą) z reguły przyjemna w odbiorze
...jak komedie romantyczne.

hedgehog
02-03-2010, 13:33
ide popcorn zrobić, będzie chryja :)

Gdzie tam, ja spokojny człek jestem. Tylko mnie mierzi, jak ludziska oczuf używają jedynie do patrzenia, ale połączenia z mózgiem już zasadniczo nie wykonują.

Boryszuk
02-03-2010, 13:36
zawsze jest chryja jak jest dyskusja o gustach. Ja wychodzę z założenia, że opinia jest jak dupa-każdy ma swoją i nawet nie próbuję się angażować w takie polemiki.

hedgehog
02-03-2010, 13:39
Ja wychodzę z założenia, że opinia jest jak dupa-każdy ma swoją i nawet nie próbuję się angażować w takie polemiki.

W sumie to masz rację, ja jednak chciałbym choć raz na tym forum podyskutować o wartości merytorycznej fotografii, o uczuciach, miast siusiać tylko nad pikselami, formatem raw, obiektywem marki X lub o tym, czy coś jest dobrze oświetlone Sabinkami.

I tak w zasadzie to się zastanawiam, czy się kiedyś tego doczekam. Nie sądzę. :)

Boryszuk
02-03-2010, 13:41
Było parę takich tematów. I guess what: nie doszli do żadnych wniosków...

hedgehog
02-03-2010, 13:42
Było parę takich tematów. I guess what: nie doszli do żadnych wniosków...

Pewnie i tak skończyło się na "de gustibus non est disputandum", ha ha ;D

Tak najłatwiej, kiedy już brakuje argumentów. No nic, ja se tam będę oglądał i już.

donkiszot
02-03-2010, 13:44
To może poprowadźmy dyskusję "zgadzającą się", bez zwracania uwagi na kontrargumenty. Pogadajmy o tym co tam jest, a nie co powinno czy nie powinno być. Porozmawiajmy o tym co widać na zdjęciach i co podczas oglądania czuć w brzuchu, o tym dlaczego tak jest, dlaczego tak mamy, o tym dlaczego są to wartościowe zdjęcia -- jakie są ich wartości i na czym polegają.

Czy nie lepiej jest zrozumieć (mimo niechęci do tematu), niż z miejsca zanegować?

hedgehog
02-03-2010, 13:52
To może poprowadźmy dyskusję "zgadzającą się", bez zwracania uwagi na kontrargumenty. Pogadajmy o tym co tam jest, a nie co powinno czy nie powinno być.

Woda na młyn!

Mnie, prawdę mówiąc, najsilniej miażdży ładunek emocjonalny zawarty w serii fotografii Carucci. Pod tym względem działa na mnie chyba najsilniej "Closer". "Crisis" to niesamowite studium związku; trzeba dużej odwagi, żeby tak to sfotografować...

sawi
02-03-2010, 14:02
To tak samo jak powiedzieć: "nie lubię zupy ogórkowej bo... nie."


No widzisz - ja tak mam z pomidorową ... nie wiem do końca czemu, ale nie przepadam, nie uzasadnię, ale jak mam wybór to biorę inną :D

hedgehog
02-03-2010, 14:03
No widzisz - ja tak mam z pomidorową ... nie wiem do końca czemu, ale nie przepadam, nie uzasadnię, ale jak mam wybór to biorę inną :D

Współczuję. Naturalnie, jeśli takie samo podejście - bo to przecież przenośnia była i to znaczna - adaptujesz do fotografii.

donkiszot
02-03-2010, 14:04
Woda na młyn!

Mnie, prawdę mówiąc, najsilniej miażdży ładunek emocjonalny zawarty w serii fotografii Carucci. Pod tym względem działa na mnie chyba najsilniej "Closer". "Crisis" to niesamowite studium związku; trzeba dużej odwagi, żeby tak to sfotografować...

Ba, trzeba odwagi żeby to oglądać, bo stąpamy po cienkiej granicy zwykłego podglądactwa, czy wścibstwa, ale właśnie dzięki temu jest ten ładunek emocjonalny, ciekawość, więź.
Może właśnie to, że zdjęcia są zrobione jak z za fenickiego lustra, a jednocześnie w takiej bliskości z tematem powoduję wrażenie bycia tam i podglądania jednocześnie. Mam podobne odczucia do tych, które towarzyszyły mi podczas oglądania "Być jak John Malkovich".


Zobaczmy ten młyn :)


_________
Edycja:


No widzisz - ja tak mam z pomidorową ... nie wiem do końca czemu, ale nie przepadam, nie uzasadnię, ale jak mam wybór to biorę inną :D
A nie korci Cię się dowiedzieć dlaczego akurat ten smak wolisz omijać?

hedgehog
02-03-2010, 14:06
Ba, trzeba odwagi żeby to oglądać, bo stąpamy po cienkiej granicy zwykłego podglądactwa, czy wścibstwa, ale właśnie dzięki temu jest ten ładunek emocjonalny, ciekawość, więź.
Może właśnie to, że zdjęcia są zrobione jak z za fenickiego lustra, a jednocześnie w takiej bliskości z tematem powoduję wrażenie bycia tam i podglądania jednocześnie.

Dobrze powiedziane. Ten rodzaj voyeuryzmu jednak niesie ze sobą duże wartości; analiza rozpadu związku, czy też choćby historia opowiedziana w "Closer" uczą wiele o tym, jak różnorodnie odbieramy rzeczywistość i jak słabi, tak naprawdę, jesteśmy. A czasem - jak silni.


Zobaczmy ten młyn :)

Zapomnij, zaraz ktoś napisze, że technicznie kiepskie ;)

sawi
02-03-2010, 14:09
Współczuję. Naturalnie, jeśli takie samo podejście - bo to przecież przenośnia była i to znaczna - adaptujesz do fotografii.

Widzisz - u mnie to też była troszkę przenośnia.
Chodzi o to, że nie każdy jest krytykiem - człowiek może wiedzieć, że coś mu w danym obrazie nie leży,
po prostu mu nie pasuje, ale nie potrafi uzasadnienia zebrać do kupy w taki sposób, aby przekazać innych.
Uzasadniona krytyka - może troszkę wbrew pozorom - nie jest wcale taka prosta, to się wyrabia i mi się
wydaje, że wyrabia się nieco później niż gust.

Ja absolutnie nie odnoszę tu się do zdjęć z żadnego z podanych linków.



A nie korci Cię się dowiedzieć dlaczego akurat ten smak wolisz omijać?

Zdaje się uprzedziłem odpowiedzią Twoje pytanie ;)

hedgehog
02-03-2010, 14:11
Widzisz - u mnie to też była troszkę przenośnia. Chodzi o to, że nie każdy jest krytykiem - człowiek może wiedzieć, że coś mu w danym obrazie nie leży, po prostu mu nie pasuje, ale nie potrafi uzasadnienia zebrać do kupy w taki sposób, aby przekazać innych. Uzasadniona krytyka - może troszkę wbrew pozorom - nie jest wcale taka prosta, to się wyrabia i mi się wydaje, że wyrabia się nieco później niż gust.

Cieszę się, że można z Tobą pogadać bez zaliczenia bana.

Uzasadniona krytyka jest bardzo trudna, zgadza się. Dlatego fajnie jest, moim zdaniem, tworzyć wątki, które tejże być może z lekka nauczą. Cała wartość forum takiego jak to opiera się na umiejętności uczenia się z tego, co tutaj znaleźć można... Liczę na to, że niejednej osobie kliknie w głowie. :)

sawi
02-03-2010, 14:18
Cieszę się, że można z Tobą pogadać bez zaliczenia bana.


Dziś na wszystko trzeba sobie zasłużyć - nawet na bana :D
A Ty w moim odczuciu póki co nie próbujesz na to zasłużyć to raz, a dwa, że ja tak na prawdę
jestem bardziej od problemów technicznych, niż tych z użytkownikami ;)




Uzasadniona krytyka jest bardzo trudna, zgadza się.

Ot i o to mi chodziło - można mieć wyrobiony gust, ale niekoniecznie jeszcze umieć krytykować.

donkiszot
02-03-2010, 14:21
Zdaje się uprzedziłem odpowiedzią Twoje pytanie ;)

Poniekąd tak :) Choć nadal dziwię się (a może podziwiam?!) pokorze z jaką przyjmujesz ten stan rzeczy. Osobiście uwielbiam zadawać sobie pytania z pogranicza możliwości odpowiedzi. Bo co to za przyjemność odpowiadać na pytania, które odpowiedź mają, albo co gorsza mają ją na czole napisaną.

sawi
02-03-2010, 14:25
Poniekąd tak :) Choć nadal dziwię się (a może podziwiam?!) pokorę z jaką przyjmujesz ten stan rzeczy.


Zbyt pobieżnie przeczytałeś moją wypowiedź - a może po prostu nie doczytałeś kawałka o przenośni



Osobiście uwielbiam zadawać sobie pytania z pogranicza możliwości odpowiedzi. Bo co to za przyjemność odpowiadać na pytania, które odpowiedź mają, albo co gorsza mają ją na czole napisaną.

A z drugiej strony ja ciągle powtarzam - jak tylko prosty inżynier jestem ;)
Gdybym nie znajdował przyjemności w znajdowaniu odpowiedzi na pytania, w znajdowaniu
rozwiązania problemu, na pewno nie wylądowałbym na politechnice.

donkiszot
02-03-2010, 14:33
[...]A z drugiej strony ja ciągle powtarzam - jak tylko prosty inżynier jestem ;)
Gdybym nie znajdował przyjemności w znajdowaniu odpowiedzi na pytania, w znajdowaniu
rozwiązania problemu, na pewno nie wylądowałbym na politechnice.

Czyli grunt jest -- właśnie dlatego lubię inżynierów.

Czy pobieżnie przeczytałem? Nie wiem, dlatego zapytam. Wdaję mi się, że napisałeś o trudnościach jakie wiążą się z uzasadnieniem zdania, o tym, że opis stanowiska przychodzi później niż samo stanowisko względem czegoś. Tylko napisałeś to na tyle "ot tak", że mogę jedynie dziwić się (ale chyba jednak podziwiać!!) pokorze Twojej postawy. Dobrze zrozumiałem?

sawi
02-03-2010, 14:50
opis stanowiska przychodzi później niż samo stanowisko względem czegoś.


Dokładnie o ten kawałek mi chodziło i o to, że nie można człowiekowi mieć tego za złe.
Ani nie powinno się mieć pretensji, że ośmielił się wyrazić swoje zdanie, nawet bez
umiejętności głębszego uzasadnienia - bo raz, drugi napisze po prostu, że odrażające,
a przy kolejnym razie będzie potrafił dodać, że np. w nim sprzeciw i poczucie tego, że
dany obraz jest nie na miejscu budzi fakt, że właśnie zbytnio ingeruje on w strefę
intymną człowieka.
Natomiast jeśli przestanie wyrażać swoje zdanie - bo nie potrafi uzasadnić, czyli
właściwie skrytykować, to mniejsza szansa, że kiedyś będzie potrafił.



Dobrze zrozumiałem?

A czy ja napisałem ot tak - ja pociągnąłem tylko przenośnie z zupą ogórkową nieco dalej.
Nie pisałem o sobie więc stąd może wrażenie, że to było "ot tak".

donkiszot
02-03-2010, 15:06
Dokładnie o ten kawałek mi chodziło i o to, że nie można człowiekowi mieć tego za złe.
Ani nie powinno się mieć pretensji, że ośmielił się wyrazić swoje zdanie, nawet bez
umiejętności głębszego uzasadnienia - bo raz, drugi napisze po prostu, że odrażające,
a przy kolejnym razie będzie potrafił dodać, że np. w nim sprzeciw i poczucie tego, że
dany obraz jest nie na miejscu budzi fakt, że właśnie zbytnio ingeruje on w strefę
intymną człowieka.[...]
Absolutna zgoda, ale czy jest coś złego w zadawaniu tym, którzy nie potrafią określić "dlaczego" pytań drażniących ich stabilną i "nieomylną" (bo za taką ją z reguły uważają) ocenę? Myślisz, że to opóźni ich proces umiejętnego uzasadniania, czy przyspieszy, czy nie będzie mało wpływu?

Ktoś nie przepada za pomidorową? zgoda, jego sprawa, nic mi do tego. Ponieważ jednak zależy mi na rozmowie i odpowiedziach na pytania (bo kto nie dyskutuje ten nie zna własnych poglądów) chciałbym aby się choć przez chwilę zastanowił z czego to wynika, aby spróbował określić ten stan nieco większą ilością słów niż dwa. Wtedy dopiero będę mógł zrozumieć jego stanowisko (czy nie lubi kwaśnych rzeczy? czy tylko kolor mu przeszkadza? a może wcale nie chodzi o zupę, a o formę jej podania?), a być może i on się czegoś o sobie dowie.



A czy ja napisałem ot tak - ja pociągnąłem tylko przenośnie z zupą ogórkową nieco dalej.
Nie pisałem o sobie więc stąd może wrażenie, że to było "ot tak".
Hm... czyli jednak nieco źle zrozumiałem, bo odebrałem to jakbyś pisał również o sobie (ach ten mój egocentryzm ;)).

hedgehog
02-03-2010, 15:10
Swoją drogą, interesujący wywiad z Carucci: http://network.slideluckpotshow.com/profiles/blogs/interview-with-elinor-carucci

nowart
02-03-2010, 15:15
przecież to jest cholernie niesmaczne ,wręcz odrażające :(

przejrzałem bodaj ze 3 galerie z dwóch linków. ostatnio mój niespełna 4 letni synek dostał mały, tani aparacik - tak podpartywał tatę, podpatrywał i w końcu również zechciał zostać fotografem :D kurcze, zdolnego mam potomka jak w tym wieku wali podobne sety reportażowe na każdym spacerku ! no dumny kurka jestem, przynajmniej z niego coś będzie :D
ale ja tam wole czerwone półsłodkie, herbatę słodzę a truskawki cukrem sypie więc pewnie gupi jezdem :lol:

donkiszot
02-03-2010, 15:27
Jeśli przy dzisiejszym zaawansowaniu technologicznym ktoś jeszcze uważa, że wykonanie poprawnego zdjęcia zależy wyłącznie od osoby obsługującej, to ja się tylko uśmiechnę.
Można kotu na szyję zawiązać aparat z ustawionym interwałem kolejnych ujęć, ale dopóki ktoś ze świadomością fotograficzną nie zrobi selekcji tych zdjęć, to nic z tego nie będzie. Jeżeli Twój syn potrafi dokonać wyboru swoich zdjęć, aby zamknąć je w spójny cykl, a cyk ten będzie opowiadał ciekawą historię, to czapki z głów, jeśli jednak jeszcze tego nie potrafi, to trzeba poczekać te 10-20 lat.

nowart
02-03-2010, 15:49
No niestety, twórczość młodego ograniczona jest przez mało obeznanego tatusia, który większość z tych przypadkowych, nieostrych fotek kasuje pozostawiając jedynie idealnie naświetlone glamurki ;)
Na kilku wystawach fotografii w poznańskim Browarze, gdzie nie wiedząc jakim cudem zaplątały się jakieś obrazy ze świata sztuki ;) szczerze podziwiałem jej "znawców" którzy przed malowidłem z dajmy na to dwoma trójkącikami i jakimś przypadkowym bryzgiem farby kontemplowali chyba przez godzinę tocząc przedziwne wizje. Tacy to muszą mieć barwne życie :D
Wytłumacz mi, nieobytemu w świecie prawdziwej sztuki, jaką historię ma mi opowiadać ta seria
http://toddfisher.net/untitled1.html ?
była to pierwsza na którą rzuciłem okiem, seria 1 i 2, dalej mi się nie chciało :)
No i już nie będę przeszkadzał w dalszej dyskusji bo pewnie forumowym zwyczajem zacznie się tu zaraz wielka awantura, poza tym zbyt wiele trudnych słów tu dla mnie i głowa mnie rozbolała ;) :mrgreen:

hedgehog
02-03-2010, 15:55
poza tym zbyt wiele trudnych słów tu dla mnie i głowa mnie rozbolała ;)

Nie jestem zdziwiony. :)

nowart
02-03-2010, 16:05
Cieszę się, że rozumiesz problemy prostego ludu :)
EOT

hedgehog
02-03-2010, 16:08
Cieszę się, że rozumiesz problemy prostego ludu :) EOT

Wolałbym, żeby to prosty lud zaczął rozumieć problemy, które miewa z odbiorem fotografii, ale w istocie, eot będzie lepszym rozwiązaniem. :)

donkiszot
02-03-2010, 16:18
[...]Na kilku wystawach fotografii w poznańskim Browarze, gdzie nie wiedząc jakim cudem zaplątały się jakieś obrazy ze świata sztuki ;) szczerze podziwiałem jej "znawców" którzy przed malowidłem z dajmy na to dwoma trójkącikami i jakimś przypadkowym bryzgiem farby kontemplowali chyba przez godzinę tocząc przedziwne wizje. Tacy to muszą mieć barwne życie :D
Wytłumacz mi, nieobytemu w świecie prawdziwej sztuki, jaką historię ma mi opowiadać ta seria
http://toddfisher.net/untitled1.html ?
była to pierwsza na którą rzuciłem okiem, seria 1 i 2, dalej mi się nie chciało :)[...]
Rozumiem, że nie chcesz mieć takiego barwnego życia? :-P

Była taka reklama (bodaj skody), na której ludzie podczas wystawy kontemplowali wieszak na ubrania (okazał się nie być częścią wystawy). Można oczywiście się z tego śmiać, ale można też się zastanowić, czy w tej całej masie nie umykają nam ważne sprawy tylko dlatego, że są codzienne. Z resztą, doszukiwanie się na siłę drugiego i trzeciego dna we wszystkim też mnie śmieszy, tylko, że nie o tym tu mowa. Chodzi o to, żeby się zastanowić...

Dlatego też nie wytłumaczę Ci jaką historię ma opowiadać ta seria, bo to by znaczyło, że tylko jedną i nieomylną, a przecież każdy ma inne doświadczenia i inne skojarzenia. Jedyne co mogę zrobić, to napisać, co ja tam widzę.
Fascynacje, zbliżenia, wspomnienia, głupie zabawy i głupie poważne sprawy (co do ch..... robi pocięte drewno w środku miasta?), urocze kocięta i miłosne wyznanie na chodniku (samo to zdjęcie ma w sobie historię na niezłą powieść). Autor nie ułatwia, bo nawet tytułu nam nie dał jako wskazówki. A może wręcz przeciwnie, zależało mu na dowolności w odbiorze? Gdybym miał podsumować ten cykl w jednym zdaniu, to nazwałbym go poklatkową ralacją z wakacji w obcym mieście. Czy mam rację i czy racja w ogóle istnieje? nie mnie to oceniać. Przy czym, nie wiem nic o Tooddzie Fisherze, o kontekście jego zdjęć, o innych jego cyklach (dawno oglądałem to portfolio, przytoczyłeś link z przed pół roku), mówię tylko na podstawię tego co widzę w tym jednym linku.
Ktoś to zrobił. Po co? Mogę przejść obok i nie zauważyć. Mogę przystanąć i z nim porozmawiać (jeśli mam czas i ochotę).

hedgehog
02-03-2010, 16:24
Piękna wypowiedź, mości kolego. :)

Kluczem do tego wszystkiego jest lekkie wzniesienie się ponad pojmowanie fotografii w sensie czysto estetycznym, a podjęcie próby zrozumienia jej wymowy i przekazu z niej płynącego.

Mającym zapędy do czegoś więcej niż tylko "podoba się/nie rozumiem" polecam książki Sontag czy Barthesa... Właściwie cokolwiek, co nie jest kolejnym podręcznikiem o ekspozycji bez tajemnic albo świetle lamp błyskowych i traktuje o fotografii jako medium wizualnym.

A najlepiej po prostu otworzyć oczy. :)

Ratel
02-03-2010, 16:37
@Donkiszot, nie uwazasz, ze przy takim podejsciu jak Twoje, autor zdjec nie ma nic do "gadania"?
Skoro historii moze byc wiele, to znaczy, ze wystarcza Ci losowo pozbierane fotki z sieci, aby sie rozprezyc i tworzyc swoja historie. Nie potrzebna zadna pseudokoncepcja reportazu itp. itd. Kompletnie nie rozumiem, a chcialbym, o co w tym chodzi.

Pytanie do hedgheoga, przeklikalem na szybko "Closer" i rowniez nie widze historii. Zajelo mi to co prawda okolo minuty - moze dlatego. Jezeli moglbys sie podzielic swoimi spostrzezeniami, to bylbym wdzieczny. Chcialbym widziec, to co Wy w tym widzicie i jakos to pojac.

Pozdrawiam



Rozumiem, że nie chcesz mieć takiego barwnego życia? :-P

Była taka reklama (bodaj skody), na której ludzie podczas wystawy kontemplowali wieszak na ubrania (okazał się nie być częścią wystawy). Można oczywiście się z tego śmiać, ale można też się zastanowić, czy w tej całej masie nie umykają nam ważne sprawy tylko dlatego, że są codzienne. Z resztą, doszukiwanie się na siłę drugiego i trzeciego dna we wszystkim też mnie śmieszy, tylko, że nie o tym tu mowa. Chodzi o to, żeby się zastanowić...

Dlatego też nie wytłumaczę Ci jaką historię ma opowiadać ta seria, bo to by znaczyło, że tylko jedną i nieomylną, a przecież każdy ma inne doświadczenia i inne skojarzenia. Jedyne co mogę zrobić, to napisać, co ja tam widzę.
Fascynacje, zbliżenia, wspomnienia, głupie zabawy i głupie poważne sprawy (co do ch..... robi pocięte drewno w środku miasta?), urocze kocięta i miłosne wyznanie na chodniku (samo to zdjęcie ma w sobie historię na niezłą powieść). Autor nie ułatwia, bo nawet tytułu nam nie dał jako wskazówki. A może wręcz przeciwnie, zależało mu na dowolności w odbiorze? Gdybym miał podsumować ten cykl w jednym zdaniu, to nazwałbym go poklatkową ralacją z wakacji w obcym mieście. Czy mam rację i czy racja w ogóle istnieje? nie mnie to oceniać. Przy czym, nie wiem nic o Tooddzie Fisherze, o kontekście jego zdjęć, o innych jego cyklach (dawno oglądałem to portfolio, przytoczyłeś link z przed pół roku), mówię tylko na podstawię tego co widzę w tym jednym linku.
Ktoś to zrobił. Po co? Mogę przejść obok i nie zauważyć. Mogę przystanąć i z nim porozmawiać (jeśli mam czas i ochotę).

hedgehog
02-03-2010, 16:41
Pytanie do hedgheoga, przeklikalem na szybko "Closer" i rowniez nie widze historii. Zajelo mi to co prawda okolo minuty - moze dlatego. Jezeli moglbys sie podzielic swoimi spostrzezeniami, to bylbym wdzieczny. Chcialbym widziec, to co Wy w tym widzicie i jakos to pojac.

Sam tytuł tego zbioru prac narzuca skojarzenie z bliskością - i o tym właśnie całość jest. O relacjach rodzinnych, o dzieleniu się spokojem, smutkiem, cierpieniem i codziennością. Bez udziwnień, w sposób naturalny, ale i subiektywny; z wyczuciem chwili. To po prostu codzienność przefiltrowana przez to, co dzieje się z jedną rodziną... Tylko tyle i aż tyle.

Ratel
02-03-2010, 16:59
Dzieki, ze napisales o swoich odczuciach.
Ja niestety nie widze w tym zadnej historii (w doslownym tego slowa znaczeniu), o ktorej wczesniej pisales. Ot, zwykle fotki strzelone w ciagu dnia z tym, ze zawezone do jednej rodziny.

<po 10 minutach>

Jeszcze raz spojrzalem na te galeria w kontekscie tego co napisales. Ja tego nie czuje i wiem co mi w tym nie pasuje. Chodzi o ten udawany autentyzm. Niby pstrykniete jakby przypadkiem, a jednak nie. Ja nie widze tych uczuc, o ktorych piszesz. Kilka zdjec moze rzeczywiscie jest jakby "wzietych z zycia", ale reszta wydaje mi sie pozowana. Wiesz....chodzi o ta swiadomosc fotografowanych osob - one wiedza, ze jest fotograf. Nie jest to szczere.



Sam tytuł tego zbioru prac narzuca skojarzenie z bliskością - i o tym właśnie całość jest. O relacjach rodzinnych, o dzieleniu się spokojem, smutkiem, cierpieniem i codziennością. Bez udziwnień, w sposób naturalny, ale i subiektywny; z wyczuciem chwili. To po prostu codzienność przefiltrowana przez to, co dzieje się z jedną rodziną... Tylko tyle i aż tyle.

hedgehog
02-03-2010, 17:03
Jeszcze raz spojrzalem na te galeria w kontekscie tego co napisales. Ja tego nie czuje i wiem co mi w tym nie pasuje. Chodzi o ten udawany autentyzm. Niby pstrykniete jakby przypadkiem, a jednak nie. Wiesz....chodzi o ta swiadomosc fotografowanych osob - one wiedza, ze jest fotograf. Nie jest to szczere.

Prawdę mówiąc, dla mnie całość tego jest bardzo szczera, wręcz do bólu. Widać bardzo otwartą i silną więź między fotografem a osobami na zdjęciach... (oczywiście na tych, na których nie ma samej Carucci :)

Kwestia odmiennego spojrzenia pewnie. Nie wiem. Wiem natomiast, że cykl wzbudza we mnie bardzo dużo uczuć.

Dzięki, że zechciałeś poświęcić pięć minut. Lub dziesięć ;) Właśnie o to mi chodzi - nie boisz się popatrzeć i spróbować zrozumieć i chwała Ci za to. Wielu nie może spiąć się nawet na ten prosty wysiłek. Takich dyskusji na tym forum brakuje.

Ratel
02-03-2010, 17:13
Dzieki za mile slowa:)
Pisze wlasnie dlatego, bo byc moze cos mnie omija, o czym nie mam pojecia i moze warto byloby otworzyc kolejny "kanal" percepcji. Akurat w tym przypadku przekonalem sie, ze nie trace. Wiem czego szukalem (uczuc, bliskosci) i wiem, ze widze te uczucia w innych pracach, dlatego jestem pewien, ze nie trace;) Warto bylo sprobowac - moze nastepnym razem cos odkryje:)

Mysle, ze jest tak samo jak z muzyka - jedni beda plakac na Rachmaninowie, czy Lisie Gerrard, a inni w ogole w muzyce nie odnajda uczuc. Tak to juz jest.



Prawdę mówiąc, dla mnie całość tego jest bardzo szczera, wręcz do bólu. Widać bardzo otwartą i silną więź między fotografem a osobami na zdjęciach... (oczywiście na tych, na których nie ma samej Carucci :)

Kwestia odmiennego spojrzenia pewnie. Nie wiem. Wiem natomiast, że cykl wzbudza we mnie bardzo dużo uczuć.

Dzięki, że zechciałeś poświęcić pięć minut. Lub dziesięć ;) Właśnie o to mi chodzi - nie boisz się popatrzeć i spróbować zrozumieć i chwała Ci za to. Wielu nie może spiąć się nawet na ten prosty wysiłek. Takich dyskusji na tym forum brakuje.

donkiszot
02-03-2010, 17:14
@Donkiszot, nie uwazasz, ze przy takim podejsciu jak Twoje, autor zdjec nie ma nic do "gadania"?
Skoro historii moze byc wiele, to znaczy, ze wystarcza Ci losowo pozbierane fotki z sieci, aby sie rozprezyc i tworzyc swoja historie. Nie potrzebna zadna pseudokoncepcja reportazu itp. itd. Kompletnie nie rozumiem, a chcialbym, o co w tym chodzi.

W pewnym sensie nie ma nic do gadanie, bo mój odbiór jest tylko mój i nikt nie ma na niego wpływu. Poza tym dużo zależy od autora, od dosłowności i jednoznaczności jego wypowiedzi. Czy chce być zrozumiany tylko i wyłącznie tak (wtedy ja mogę się po prostu pomylić), czy daje od siebie tylko punkt wyjścia do rozważań. Z filmami większość jest obyta, dlatego znów porównam. Są filmy jednoznaczne, a są takie, po obejrzeniu których nie wiemy kompletnie co się stało i możemy tylko gdybać.



Pytanie do hedgheoga, przeklikalem na szybko "Closer" i rowniez nie widze historii. Zajelo mi to co prawda okolo minuty - moze dlatego. Jezeli moglbys sie podzielic swoimi spostrzezeniami, to bylbym wdzieczny. Chcialbym widziec, to co Wy w tym widzicie i jakos to pojac.

Pozdrawiam

Pozwolę sobie również odpowiedzieć. Kontekst oglądania zdjęć jest bardzo ważny, to gdzie jesteś (praca, domy, galeria), co przed chwilą robiłeś, w jakim jesteś nastroju itd. musi wpływać na poziom zaangażowania w oglądanie i co za tym idzie w odbiór. Wróć do tych zdjęć kiedyś w samotny piątkowy wieczór, po 3 godzinnym siedzeniu w cichym mieszkaniu, bez rozmów, bez nachalnej muzyki, bez przeglądania stron internetowych. I zmuś się do zatrzymania nad każdym zdjęciem przynajmniej 20 sekund. Potem spróbuj określić cykl pięcioma skojarzeniami, którego go według Ciebie opisują.



[...]Nie jest to szczere.

Bo nie może być szczere (tak idealnie), togo się nie da zrobić. Sam fakt pojawienia się aparatu już wpływa na okoliczności. Poza tym, to bardzo poważny zarzut dla autora, jeśli Cię nie przekonał właśnie w tym punkcie, to może (ja przynajmniej tak bym zrobił) uznać, to za małą porażkę. W każdym razie, już i tak spędziłeś nad tymi zdjęciami więcej (czas myślenia o nich) niż ten, którego chcemy tu zganić. Wszystko co teraz wymyślisz po tym fakcie będzie jakąś rozmową z autorem, a w takiej rozmowie nie zawsze trzeba się zgadzać.

hedgehog
02-03-2010, 17:14
Mysle, ze jest tak samo jak z muzyka - jedni beda plakac na Rachmaninowie, czy Lisie Gerrard, a inni w ogole w muzyce nie odnajda uczuc. Tak to juz jest.

To jest dokładnie tak. Ale warto próbować.

Kiedy jeszcze zajmowałem się pisaniem o muzyce zawodowo, trafiałem na masę fanów mówiących "słucham tylko zespołu X". Nie zainteresowanych w ogóle tym, co dzieje się poza twórczością tegoż. O ile nie mogę powiedzieć, że to źle, o tyle było mi nie raz smutno - bo zdawałem sobie sprawę z tego, ile takowi fani tracą.

Otwartość, otwartość i jeszcze raz otwartość.

swider
02-03-2010, 17:26
No, no... dyskusja się rozwija w całkiem dobrym kierunku. Trzymajcie nerwy na wodzy, a może powstanie (w sumie już coś się klaruje) wątek godny uwagi. Ja na razie się nie udzielam... bacznie obserwuję.

hedgehog
02-03-2010, 17:27
Może ktoś jeszcze się wypowie? Z chęcią podyskutuję.

Nemeth
02-03-2010, 19:27
Może ktoś jeszcze się wypowie? Z chęcią podyskutuję.

Zauważyłem pewną prawidłowość dotyczącą działów zdjęciowych - im większe są tam gnioty tym bardziej zażarta i bardziej jałowa dysputa. Posty się mnożą a treści nie przybywa.

Ten temat różni się tym tylko, że jest w Cafe.


Todd Fisher, doskonałe oko, świetny stylZdjęcia są w większości T . R . A . G . I . C . Z . N . E.
To, że podnosi się ich rangę do miana jakiejś "sztuki" wywołuje we mnie zdumienie i smutek. Nie trzeba znać się na fotografii, nie trzeba mieć wyczucia smaku, nie trzeba mieć gustu. Wystarczy popstrykać trochę fotek i mieć sprawny marketing.
Mówienie, że ludzie ci mają jakiś "styl" to nieporozumienie. To kompletny brak stylu. Kicz. Tandeta. Dno i metr mułu. Foto gnioty.

Styl to miał Elliott czy Cartier-Bresson.

Jedynie galeria Mark Sink'a wyróżnia się moim zdaniem czymś naprawdę wartym obejrzenia i polecenia.

donkiszot
02-03-2010, 20:38
Jeśli dobrze zrozumiałem to zdjęcia Ci się nie spodobały, ale czy możesz powiedzieć coś więcej o ich treści, o ich odbiorze, o Twoim stosunku do ich przekazu, a nie tylko o tym, że są tragiczne (cokolwiek to znaczy)? Czy uważasz, że są to bezwartościowe zdjęcia i nie przedstawiają nic, absolutnie nic godnego utrwalenia, podzielenia się tym, zastanowienia?

Sarah Moon, zaliczysz ją do Elliotta i Cartier-Bressona, czy jej prace to też kicz i strata czasu?

superkomornik
02-03-2010, 21:16
Mam bardzo podobne odczucia co do tych zdjęć co Nemeth.

Przejrzałem kilka linków podanych na początku, jednak dość pobieżnie - nie wytrzymałbym zbyt długo gapiąć się na tą twórczość.

Mam wrażenie, że wystarczy zrobić kilka belejakich zdjęć, dorobić do tego ideologię (albo nie - niech to oglądający dorabiają jakieś historie, będzie ciekawiej) i juz mamy prawdziwą fotografię.

Może aby zrozumieć sens tych fotografii trzeba myśleć wyłącznie abstrakcyjnie. Ale to chyba tak na siłę. Ja nie rozumiem.

Nemeth
02-03-2010, 21:17
Jeśli dobrze zrozumiałem to zdjęcia Ci się nie spodobały,

Zgadza się.


ale czy możesz powiedzieć coś więcej o ich treści, o ich odbiorze, o Twoim stosunku do ich przekazu, a nie tylko o tym, że są tragiczne (cokolwiek to znaczy)?

Treść? Przekaz? Żartujesz sobie, prawda?


Czy uważasz, że są to bezwartościowe zdjęcia i nie przedstawiają nic, absolutnie nic godnego utrwalenia, podzielenia się tym, zastanowienia?

Dla mnie to jest mniej więcej ten sam poziom co gro zdjęć na fotka.pl czy digart czy na innych tego typu platformach, które omijam szerokim łukiem. Różnica pomiędzy nimi tkwi w magicznym słowie pt. "marketing".


Sarah Moon, zaliczysz ją do Elliotta i Cartier-Bressona, czy jej prace to też kicz i strata czasu?

Nie studiowałem jej prac zatem się nie wypowiem.

superkomornik
02-03-2010, 21:21
http://forum.nikon.org.pl/showthread.php?t=134594

Tutaj też autor twierdzi, że jego zdjęcie ma przekaz. A żeby nie było, że robię zament...w niektórych linkach znajdują się bardzo podobne zdjęcia. Ale tak, tamte to historia, wysoka fotografia, itd.
Dla mnie to jednak mocno naciągane.

Dorian
02-03-2010, 22:02
Panowie, ja tutaj liczę na linki do fajnych zdjęć, myślę - będzie co wieczorem pooglądać, a tutaj jak zwykle dyskusje o wyższości jednego 'artyzmu' nad drugim. Wrzućcie lepiej jakieś linki do ciekawych portfolio, tak dla rozluźnienia. ;) Mogą być akty. :mrgreen:

donkiszot
02-03-2010, 22:39
Treść? Przekaz? Żartujesz sobie, prawda?
Jeśli czytałeś cały wątek, to wiesz, że nie żartuję.


Dla mnie to jest mniej więcej ten sam poziom co gro zdjęć na fotka.pl czy digart czy na innych tego typu platformach, które omijam szerokim łukiem. Różnica pomiędzy nimi tkwi w magicznym słowie pt. "marketing".
Z tego co wiem na temat marketingu, to raczej jest on na bardzo kiepskim poziomie jeśli mowa o przytoczonych tu fotografiach. Może poza ArtDepartment. O wszystkich twórcach dowiedziałem się przez przypadek i z reguły pocztą pantoflową. Żadnych reklam w TV, prasie, Internecie. Nie wiem także nic o sponsoringu z nimi związanym, nic co by się z marketingiem wiązało. Nawet żadnego artykułu na ich temat nie czytałem. Ot, podrzucił mi ktoś (zafascynowany) portfolio do przejrzenia, zobaczyłem podzieliłem się dalej.


Nie studiowałem jej prac zatem się nie wypowiem.
Chciałoby się powiedzieć: "polecam", ale sądzę, że także nie trafią do Ciebie, więc pozostawię w cudzysłowie.



http://forum.nikon.org.pl/showthread.php?t=134594

Tutaj też autor twierdzi, że jego zdjęcie ma przekaz. A żeby nie było, że robię zament...w niektórych linkach znajdują się bardzo podobne zdjęcia. Ale tak, tamte to historia, wysoka fotografia, itd.
Dla mnie to jednak mocno naciągane.

Jest pewna różnica (aczkolwiek wypowiedzi autora nie czytałem). Polega ona na tym, że sam przytoczony przez Ciebie autor nie wie jaką wartość ma jego zdjęcie, a co za tym idzie nie wie w jakim zestawieniu, kontekście, temacie, cyklu przedstawić swoją myśl. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że tej myśli po prostu nie było.
Zdjęcie szmatki i miotły. Do tego kompozycja moim zdaniem niezbyt ciekawa. W cyklu na temat sprzątania, opisie życia danej kultury, dokumentacji środków czystości, opowieści o rozwoju cywilizacyjnym itp. to zdjęcie mogłoby się znaleźć i miałoby zupełnie inny wydźwięk. Samo ma dosyć skromną treść (przynajmniej dziś, bo po latach każde zdjęcie zyskuje na swojej dokumentalnej wartości).

superkomornik
02-03-2010, 22:44
Zdjęcie szmatki i miotły. Do tego kompozycja moim zdaniem niezbyt ciekawa. W cyklu na temat sprzątania, opisie życia danej kultury, dokumentacji środków czystości, opowieści o rozwoju cywilizacyjnym itp. to zdjęcie mogłoby się znaleźć i miałoby zupełnie inny wydźwięk. Samo ma dosyć skromną treść (przynajmniej dziś, bo po latach każde zdjęcie zyskuje na swojej dokumentalnej wartości).

Tak samo jak wiele zdjęć z podanych linków pojedynczo nie miało by żadnej mocy, a w serii opowiadają jakąś historię (choć ja i tak jej nie widzę), gra ze skojarzeniami, itd. :)

donkiszot
02-03-2010, 22:54
Tak samo jak wiele zdjęć z podanych linków pojedynczo nie miało by żadnej mocy, a w serii opowiadają jakąś historię (choć ja i tak jej nie widzę), gra ze skojarzeniami, itd. :)

Tak, właśnie tak. Tak samo jak słowo wyrwane z powieści nic nie znaczy, ba, czasem rozdział wyrwiesz i nic z tego nie będzie.



Ale kolega wyżej chciał jakieś akty. Proszę bardzo: Todd Hido (http://www.toddhido.com/)* -- w dziale z portretami jest kilka aktowych, reszta to architektura i wnętrza.

*Pewny nie jestem, ale chyba na tym forum poznałem tegoż fotografa.

superkomornik
02-03-2010, 22:56
kosz.

Ratel
03-03-2010, 00:20
@Donkiszot, ok, w takim razie rozumiem, ze generalnie bardziej sie skupiasz na przekazie, czy moze bardziej na cesze dokumentalnej danych zdjec, w oderwaniu od ich estetyki - pisze akurat o tym secie z drewnem na ulicy, rozbitym samochodem itp. Dla mnie akurat zdjecia powinny byc estetyczne (wiekszosc portretow) i jakos bardziej przemyslane jezeli chodzi o kompozycje. Czyli prezentuje raczej tradycyjne podejscie do odbioru fotografii. Poza tym moze do tego dochodzic przekaz, ale wydaje mi sie, ze estetyka jest punktem wyjscia. Calkowicie pomijam cechy dokumentalne zdjec - moze wlasnie w tym tkwi rozbieznosci pomiedzy Twoim podejsciem, a "tradycyjnym"?
Moze dlatego nigdy nie doszukiwalbym sie jakiegos drugiego dna zwiazanego z tym setem. Moze dlatego, ze nie ma nawet kierunku wskazanego przez autora. W tym przypadku takze uwazam, ze jest to dorabianie ideologii do danych zdjec.
Zawsze sie dziwilem, o czy dyskutuja przykladowi ludzie widzacy, jak tu ktos napisal, namalowane dwa trojkaty. Wydawalo mi sie, ze rozmawiaja o tym samym, a okazuje sie, ze o swoich wyobrazeniach na ten temat. Moze to nic odkrywczego, ale wczesniej nie zdawalem sobie z tego sprawy, bo nigdy nie dyskutowalem na taki temat;) Przypomina mi to dzieciece zabawy w patrzenie na chmury i mowienie co sie widzi. To w zasadzie to samo. Hmmm.....sam juz nie wiem co o tym myslec. Z jednej strony fajna zabawa, a zdrugiej sztuka sprowadzona jest do wyobrazen ogladajacych, a nie do niej samej - oswietlenia, kompozycji itp, a dopiero pozniej interpretacji. Fajnie mi sie pisze, ale nie bede juz zanudzac, a poza ty sam juz nie wiem do czego zmierzam i gdzie zajde;)

Co do drugiego akapitu, to zgadza sie, kontekst jest wazny i czasem calkowicie zmienia postrzeganie. Postaram sie do nich wrocic na spokojnie - tak jak piszesz, aczkolwiek wiem, ze bedzie mi ciezko to przelknac;)

Odnosnie ostatniego akapitu, to zgadza sie, tez uwazam to za powazny zarzut dla autora. Wydaje mi sie, ze takie zdjecia nie powinny byc tworzone z wzrokiem skirowanym ku obiektywowi. Wtedy pryska czas tej intymnosci, ktore maja zadanie przedstawic. Chyba wlasnie o to mi chodzilo.


W pewnym sensie nie ma nic do gadanie, bo mój odbiór jest tylko mój i nikt nie ma na niego wpływu. Poza tym dużo zależy od autora, od dosłowności i jednoznaczności jego wypowiedzi. Czy chce być zrozumiany tylko i wyłącznie tak (wtedy ja mogę się po prostu pomylić), czy daje od siebie tylko punkt wyjścia do rozważań. Z filmami większość jest obyta, dlatego znów porównam. Są filmy jednoznaczne, a są takie, po obejrzeniu których nie wiemy kompletnie co się stało i możemy tylko gdybać.


Pozwolę sobie również odpowiedzieć. Kontekst oglądania zdjęć jest bardzo ważny, to gdzie jesteś (praca, domy, galeria), co przed chwilą robiłeś, w jakim jesteś nastroju itd. musi wpływać na poziom zaangażowania w oglądanie i co za tym idzie w odbiór. Wróć do tych zdjęć kiedyś w samotny piątkowy wieczór, po 3 godzinnym siedzeniu w cichym mieszkaniu, bez rozmów, bez nachalnej muzyki, bez przeglądania stron internetowych. I zmuś się do zatrzymania nad każdym zdjęciem przynajmniej 20 sekund. Potem spróbuj określić cykl pięcioma skojarzeniami, którego go według Ciebie opisują.


Bo nie może być szczere (tak idealnie), togo się nie da zrobić. Sam fakt pojawienia się aparatu już wpływa na okoliczności. Poza tym, to bardzo poważny zarzut dla autora, jeśli Cię nie przekonał właśnie w tym punkcie, to może (ja przynajmniej tak bym zrobił) uznać, to za małą porażkę. W każdym razie, już i tak spędziłeś nad tymi zdjęciami więcej (czas myślenia o nich) niż ten, którego chcemy tu zganić. Wszystko co teraz wymyślisz po tym fakcie będzie jakąś rozmową z autorem, a w takiej rozmowie nie zawsze trzeba się zgadzać.

Nemeth
03-03-2010, 00:23
Cóż ... jaka publika tacy "klasycy" ...

Ja wychowałem się na albumach mistrzów malarstwa więc pewnie dlatego mam spaczone poczucie estetyki i te "dzieła" wzbudzają we mnie jedynie zniesmaczenie.

Ratel
03-03-2010, 00:24
Przepraszam za OT, ale tak z ciekawosci, o jakiej muzyce pisales? Jakies konretne gatunki, czy "o wszystkim". Pytam poniewaz dla mnie muzyka jest strasznie wazna, a rzadko kiedy mozna z kims o nie porozmawiac:) Chwilowo wlasnie stoje w miejscu i jakos zaczynam sie dusic - jestem nasycony tym co znam.


To jest dokładnie tak. Ale warto próbować.

Kiedy jeszcze zajmowałem się pisaniem o muzyce zawodowo, trafiałem na masę fanów mówiących "słucham tylko zespołu X". Nie zainteresowanych w ogóle tym, co dzieje się poza twórczością tegoż. O ile nie mogę powiedzieć, że to źle, o tyle było mi nie raz smutno - bo zdawałem sobie sprawę z tego, ile takowi fani tracą.

Otwartość, otwartość i jeszcze raz otwartość.

donkiszot
03-03-2010, 01:11
@Donkiszot, ok, w takim razie rozumiem, ze generalnie bardziej sie skupiasz na przekazie, czy moze bardziej na cesze dokumentalnej danych zdjec, w oderwaniu od ich estetyki
Mam wrażenie (oby mylne), że bierzesz mnie za jakąś wyrocznie, do której nie chciałbym nawet pretendować. To nie tak, że skupiam się na tym czy na tamtym, ogólnie chodzi mi o to, że nie ma jednej fotografii. Jest czas na wszystko, na zachwyt estetyką, kompozycją, na analizę treści i odczuć, a co najlepsze to wszystko się nie wyklucza. Zazębianie, przenikanie, miksowanie. Poza tym nie mówię tu o moich prywatnych preferencjach (na co lubię sobie popatrzeć w wolnych chwilach), ale o tym na co warto czasem również zerknąć. Dzięki temu mogę zrozumieć zarówno wspomnianego Cartier-Bressona jak i Sarah Moon (nie wiem czy to można odmieniać).

Co to jest tradycyjne podejście do fotografii? Trzeba się najpierw zastanowić jakie funkcje fotografia w ogóle może pełnić i które z nich można połączyć, a które się wykluczają. Estetyka, to tylko jedna z cech fotografii.


[...]Zawsze sie dziwilem, o czy dyskutuja przykladowi ludzie widzacy, jak tu ktos napisal, namalowane dwa trojkaty. Wydawalo mi sie, ze rozmawiaja o tym samym, a okazuje sie, ze o swoich wyobrazeniach na ten temat.
Można na wiele tematu dyskutować przy takich trójkątach. Z czego to wynikło, do czego prowadzi, co przedstawia, jak zostało wykonane, jakie ma odwołania do prac wcześniej powstałych. Można też dyskutować o zasadności dyskusji na ten temat :D Fajne jest to, że można i że może to doprowadzić do czegoś nowego. Skwitowanie "o, czerwone trójkąty" daleko nikogo nie zaprowadzi.


Moze to nic odkrywczego, ale wczesniej nie zdawalem sobie z tego sprawy, bo nigdy nie dyskutowalem na taki temat;) Przypomina mi to dzieciece zabawy w patrzenie na chmury i mowienie co sie widzi. To w zasadzie to samo.
Ale to bardzo ciekawa zabawa, tym bardziej gdy wiesz, że to co powstało nie jest wynikiem przypadku.


[...]oswietlenia, kompozycji itp, a dopiero pozniej interpretacji.
Tylko, że to są jedynie środki (wyrazu), a nie cele.



Co do drugiego akapitu, to zgadza sie, kontekst jest wazny i czasem calkowicie zmienia postrzeganie. Postaram sie do nich wrocic na spokojnie - tak jak piszesz, aczkolwiek wiem, ze bedzie mi ciezko to przelknac;)
Nie ma co się przekonywać na siłę. Wystarczy akceptacja i chęci zrozumienia. Nie każdy musi jeść truskawki, ale fajnie, żeby wszyscy mogli je spokojnie spożywać. Warto też żeby Ci, którzy nigdy nie spróbowali nie mówili o ich walorach smakowych.


Odnosnie ostatniego akapitu, to zgadza sie, tez uwazam to za powazny zarzut dla autora. Wydaje mi sie, ze takie zdjecia nie powinny byc tworzone z wzrokiem skirowanym ku obiektywowi. Wtedy pryska czas tej intymnosci, ktore maja zadanie przedstawic. Chyba wlasnie o to mi chodzilo.
Tylko, że to jest Twój zarzut. Moim zdaniem wzrok w stronę obiektywu świadczyć może o zgodzie na te zdjęcia ze strony osób fotografowanych, oraz o więzi pomiędzy fotografem, a modelem, a także pomiędzy modelem a odbiorcą.


Fajnie mi sie pisze, ale nie bede juz zanudzac, a poza ty sam juz nie wiem do czego zmierzam i gdzie zajde;)
Pisz, pisz, nie zanudzasz. Z mojej strony szczere gratulacje otwartości i spokoju wypowiedzi :)




Cóż ... jaka publika tacy "klasycy" ...
Możesz rozwinąć, bo nie bardzo wiem do czego się to odnosi.


Ja wychowałem się na albumach mistrzów malarstwa więc pewnie dlatego mam spaczone poczucie estetyki i te "dzieła" wzbudzają we mnie jedynie zniesmaczenie.

Malewicz i Pollock -- jak rozumiem -- także?

hedgehog
03-03-2010, 10:56
Usiadłem z rana do komputera i proszę, ile czytania... :)

Powiem w ten sposób: moim zdaniem problem rozbija się o to, że większość fotografujących czy też oglądających jest przyzwyczajona do innego codziennego poziomu percepcji - odbierają fotografię patrząc przez pryzmat tego, czym zalewa się ich z lewa i z prawa - a więc przez pryzmat klasycznego podejścia lub, po prostu, najbardziej powszechnego. Tak samo jest w przypadku kinematografii i literatury; łatwiej trafić na fana gniotków w rodzaju "Piły" niż filmów Larry'ego Clarka czy Harmony'ego Korine. Normalna rzecz. Przywołać można raz jeszcze fanów muzyki, o których pisałem wcześniej.

Z jednej strony smutne, z drugiej zupełnie prawidłowe, bo to najzwyczajniejsza w świecie psychologia tłumów. Poza tym, sięgnięcie po coś innego często oznacza wysiłek, a już zupełnie z innej strony nie ma przecież przykazania żadnego, które mówi, że tą "dziwaczną" stylistykę muszą rozumieć i kochać wszyscy.

Wszystko więc w porządku, dopóki ktoś spojrzy i powie, że to nie dla niego - za co dziękuję tym, którzy zechcieli :)

Nemeth
03-03-2010, 12:56
(...)
Możesz rozwinąć, bo nie bardzo wiem do czego się to odnosi.

Odnosi się to do tego o czym hedgehog pisze niżej, choć z założenia zapewne mówił to w innym kontekście. Ludzie odbierają fotografię patrząc przez pryzmat tego, czym zalewa się ich z lewa i prawa. A że z lewa i prawa zasypywani jesteśmy górą pseudoartystycznych, antytechnicznych mega gniotów do których dorabia się jakąś wydumaną ideologię to nic dziwnego, że ludzie dają się nabierać, że prace z pierwszego linku wypromowane przez zblazowanych i przeintelektualizowanych speców, odbierane są jako posiadające jakąś wartość.

A jak publika nie doedukowana, nie mająca pojęcia o kompozycji, estetyce (bo niby gdzie, kiedy i w oparciu o co miałaby się ona wykształcić), czy historii to potrafi się zachwycać tym co dla niej zrozumiałe i jest na zbliżonym do niej poziomie. Bo takie "zdjęcia" typu "srający pies na chodniku" albo "zwis gluta z nosa w promieniach latarani" to potrafii zrobić każdy.

Tego rodzaju przejawy aktywności określam mianem śmieci. Śmieci nie mających zbyt wiele wspólnego z tym czym jest fotografia - przynamniej w moim rozumieniu.


Malewicz i Pollock -- jak rozumiem -- także?

Wolę trochę inne kierunki. Granice mojego zrozumienia dla tak pojmowanej "sztuki" kończą się gdzieś w okolicach kubizmu.


(...)

Powiem w ten sposób: moim zdaniem problem rozbija się o to, że większość fotografujących czy też oglądających jest przyzwyczajona do innego codziennego poziomu percepcji - odbierają fotografię patrząc przez pryzmat tego, czym zalewa się ich z lewa i z prawa - a więc przez pryzmat klasycznego podejścia lub, po prostu, najbardziej powszechnego. Tak samo jest w przypadku kinematografii i literatury; łatwiej trafić na fana gniotków w rodzaju "Piły" niż filmów Larry'ego Clarka czy Harmony'ego Korine. Normalna rzecz. Przywołać można raz jeszcze fanów muzyki, o których pisałem wcześniej.

Z jednej strony smutne, z drugiej zupełnie prawidłowe, bo to najzwyczajniejsza w świecie psychologia tłumów. Poza tym, sięgnięcie po coś innego często oznacza wysiłek, a już zupełnie z innej strony nie ma przecież przykazania żadnego, które mówi, że tą "dziwaczną" stylistykę muszą rozumieć i kochać wszyscy.

(...)

hedgehog
03-03-2010, 13:01
Tego rodzaju przejawy aktywności określam mianem śmieci. Śmieci nie mających zbyt wiele wspólnego z tym czym jest fotografia - przynamniej w moim rozumieniu.

Ostatnia część zdania jest kluczowa - w "Twoim rozumieniu". I doskonale, o to właśnie chodzi. Przynajmniej wykształciłeś jakieś zrozumienie tematu.


Wolę trochę inne kierunki. Granice mojego zrozumienia dla tak pojmowanej "sztuki" kończą się gdzieś w okolicach kubizmu.

Ditto! Jezuniu, więcej takich myślących nam trzeba.

donkiszot
03-03-2010, 15:12
Pozwolę sobie nieco pozmieniać kolejność Twojej wypowiedzi. Zresztą, hedgehog (http://forum.nikon.org.pl/member.php?u=13210) już zwrócił na to uwagę.


[...]Tego rodzaju przejawy aktywności określam mianem śmieci. Śmieci nie mających zbyt wiele wspólnego z tym czym jest fotografia - przynamniej w moim rozumieniu.[...]
oraz

[...]Wolę trochę inne kierunki. Granice mojego zrozumienia dla tak pojmowanej "sztuki" kończą się gdzieś w okolicach kubizmu.
Otóż to, Twoje rozumienie i Twoje preferencje.

Natomiast moim zdaniem niepotrzebnie wcześniej piszesz:

[...]A że z lewa i prawa zasypywani jesteśmy górą pseudoartystycznych, antytechnicznych mega gniotów do których dorabia się jakąś wydumaną ideologię to nic dziwnego, że ludzie dają się nabierać, że prace z pierwszego linku wypromowane przez zblazowanych i przeintelektualizowanych speców, odbierane są jako posiadające jakąś wartość.[...]
Nie możesz stwierdzić, że te czy inne prace nie mają wartości, a jedynie to, że Ty tych wartości nie dostrzegasz. Domyślam się także, że nie masz dowodów na "wydumaną ideologię" i "nabieranie ludzi". Może Ty czujesz się nabrany, bo spodziewałeś się czegoś innego, ale...

I dalej piszesz:

[...]A jak publika nie doedukowana, nie mająca pojęcia o kompozycji, estetyce (bo niby gdzie, kiedy i w oparciu o co miałaby się ona wykształcić), czy historii to potrafi się zachwycać tym co dla niej zrozumiałe i jest na zbliżonym do niej poziomie. Bo takie "zdjęcia" typu "srający pies na chodniku" albo "zwis gluta z nosa w promieniach latarani" to potrafii zrobić każdy.[...]
Poniekąd piszesz tu o mnie i zakładasz, że niedoedukowanie, brak pojęcia o kompozycji i estetyce pozawala mi dostrzegać wartość w tych czy innych zdjęciach, w których Ty wartości nie widzisz. Moim zdaniem, to nazbyt frywolne założenie.
Ja sobie pozwolę na inne. Załóżmy, że osoba przez Ciebie ceniona i uznana, o której edukacji w zakresie estetyki wiesz na tyle dużo, aby się z nią zgadzać, co powiesz gdy taka osoba, podobnie do mnie, zauważy takie, czy inne zalety omawianej fotografii? Tylko proszę, nie odpowiadaj, że nikt ze znanych Ci osób się tym nie zachwyci, spróbuj sobie taką sytuację wyobrazić, rozpatrzeć ją hipotetycznie.


Reasumując, skoro doszliśmy do punktu "moje spostrzeganie", spróbuj się zastanowić dlaczego inni spostrzegają inaczej (dostrzegają coś czego Ty nie zauważasz, jak np. wartość w -- przez Ciebie nazwanych -- gniotach), a podczas tego zastanowienia odrzuć choć przez chwilę odpowiedz, że są niedoedukowani i dlatego nie wiedzą o czym mówią.

Nemeth
03-03-2010, 22:37
(...)
Otóż to, Twoje rozumienie i Twoje preferencje.

Ależ oczywiście. A czyje? Nie jestem żadnym pysznym krytykiem sztuki, który widział wszystko i wszystko wie a co za tym idzie ma we własnym przekonaniu prawo mówić maluczkim co jest dobre a co złe ;)


Domyślam się także, że nie masz dowodów na "wydumaną ideologię" i "nabieranie ludzi". Może Ty czujesz się nabrany, bo spodziewałeś się czegoś innego, ale...

Ale jakich dowodów oczekujesz? Przecież niektóre rzeczy zwyczajnie widać. Albo treść jest albo jej nie ma. Jeśli widzę zdjęcia śmieci na ulicy i słyszę szeptanie marketingu, że powinienem uznać to za sztukę niosącą głęboką treść bo jest to nowatorski sposób przedstawiania otaczającej nas rzeczywistości godny mistrza i geniusza to nie potrafię tego nie wykpić.


Poniekąd piszesz tu o mnie i zakładasz, że niedoedukowanie, brak pojęcia o kompozycji i estetyce pozawala mi dostrzegać wartość w tych czy innych zdjęciach, w których Ty wartości nie widzisz. Moim zdaniem, to nazbyt frywolne założenie.

Te twierdzenia wynikają z obserwacji tego co się dzieje. Obecnie każdy może być fotografem (czego i ja jestem żywotnym dowodem). Setki tysięcy ludzi każdego dnia zamieszcza w sieci płody swojej twórczości. W tej masie średnia jakości jest na żenująco niskim poziomie bo o ile na zakup aparatu stać naprawdę dużą grupę ludzi to czasu na zdobywanie wiedzy ma znacznie mniejsza grupa. A nawet jeśli mają czas to czy mają na to chęci? Oglądają w sieci setki, tysiące zdjęć. Widzą, że inni też robią takie zdjęcia. Nawet "uznani artyści" którzy mają wystawy, wygrywają konkursy... Zatem ich zdjęcia prezentują "światowy poziom". Ludzie chcą oglądać głównie to co znają, bo co znają to lubią. W prasie widać pseudosesje robione byle jak, byle czym, byle gdzie. Dorabia się do tego ideologie. Tworzy się "styl". Komu chce się zgłębiać piękno zdjęć Avedona jeśli obecnie standardy (!!!) wyznaczają "tfurcy" pokroju Terrego Richardsona?


Ja sobie pozwolę na inne. Załóżmy, że osoba przez Ciebie ceniona i uznana, o której edukacji w zakresie estetyki wiesz na tyle dużo, aby się z nią zgadzać, co powiesz gdy taka osoba, podobnie do mnie, zauważy takie, czy inne zalety omawianej fotografii? Tylko proszę, nie odpowiadaj, że nikt ze znanych Ci osób się tym nie zachwyci, spróbuj sobie taką sytuację wyobrazić, rozpatrzeć ją hipotetycznie.

Nie muszę znać poziomu edukacji na temat estetyki rozmówcy by się z nim zgadzać. Prawdę powiedziawszy zabiłeś mi ćwieka bo autentycznie nikt komu pokazywałem nie uznał tych zdjęć za "coś" warte. Po prostu prezentują one pewien poziom estetyki na który ja ani moi znajomi nie schodzimy. Ale choć rozumiem, że komuś to może się podobać to nie rozumiem dlaczego.


Reasumując, skoro doszliśmy do punktu "moje spostrzeganie", spróbuj się zastanowić dlaczego inni spostrzegają inaczej (dostrzegają coś czego Ty nie zauważasz, jak np. wartość w -- przez Ciebie nazwanych -- gniotach), a podczas tego zastanowienia odrzuć choć przez chwilę odpowiedz, że są niedoedukowani i dlatego nie wiedzą o czym mówią.

Może nie tyle są niedoedukowani ile po prostu nie mają pewnego zmysłu czy też smaku. Można przeczytać setki książek o sztuce a i tak zawiesić sobie nad kominkiem "jelenia na rykowisku". To jest jednak temat w którym raczej nie sposób dojść do porozumienia. To tak jak z kobietami - jeden woli rude a drugi grube.

Mnie jednak nie chodzi o to by odsądzać od czci i wiary tego komu przypadną do gustu te koszmarki tylko uderza mnie skala tego zjawiska. Powszechna ignorancja sprawia, że tego rodzaju prace wstępują na salony bo potencjalni odbiorcy nie mają za bardzo punktu odniesienia.

Pozatym ... jest jeszcze jedna sprawa. Mam poważne wątpliwości czy autorzy takich "dzieł" w rodzaju "patrz jak fajnie pluję w świetle flesza" potrafią zrobić coś ponad to. Czy jest to ich świadomy wybór i tylko kreują się na prymitywistów fotografii czy to zwyczajny, pospolity brak talentu, wiedzy, umiejętności?

donkiszot
04-03-2010, 00:28
Poruszyłeś tyle kwestii, że nie wiem czy się nie pogubię, ale spróbuję nie.


[...]Ale jakich dowodów oczekujesz? Przecież niektóre rzeczy zwyczajnie widać. Albo treść jest albo jej nie ma. Jeśli widzę zdjęcia śmieci na ulicy i słyszę szeptanie marketingu, że powinienem uznać to za sztukę niosącą głęboką treść bo jest to nowatorski sposób przedstawiania otaczającej nas rzeczywistości godny mistrza i geniusza to nie potrafię tego nie wykpić.[...]
O ten szept marketingu mi chodzi. Może ja głuchy jestem, ale nic takiego nie słyszę. Inną sprawą jest, że sytuacja, którą opisujesz, rzeczywiście bywa śmieszna, jeśli ma miejsce. Natomiast pytanie podstawowe brzmi, jak się to ma do autora i jego pracy?
Widząc zdjęcia śmieci na ulicy nie słucham co mi gdzieś ktoś na ich temat podpowiada, tylko staram się dotrzeć do własnego brzucha i zapytać siebie czym to jest dla mnie, o czym to świadczy, na jaki temat mogę przy tym obrazku porozmawiać z autorem?


Te twierdzenia wynikają z obserwacji tego co się dzieje. Obecnie każdy może być fotografem (czego i ja jestem żywotnym dowodem). Setki tysięcy ludzi każdego dnia zamieszcza w sieci płody swojej twórczości. W tej masie średnia jakości jest na żenująco niskim poziomie bo o ile na zakup aparatu stać naprawdę dużą grupę ludzi to czasu na zdobywanie wiedzy ma znacznie mniejsza grupa. A nawet jeśli mają czas to czy mają na to chęci? Oglądają w sieci setki, tysiące zdjęć. Widzą, że inni też robią takie zdjęcia. Nawet "uznani artyści" którzy mają wystawy, wygrywają konkursy... Zatem ich zdjęcia prezentują "światowy poziom". Ludzie chcą oglądać głównie to co znają, bo co znają to lubią. W prasie widać pseudosesje robione byle jak, byle czym, byle gdzie. Dorabia się do tego ideologie. Tworzy się "styl". Komu chce się zgłębiać piękno zdjęć Avedona jeśli obecnie standardy (!!!) wyznaczają "tfurcy" pokroju Terrego Richardsona?
Tylko, czy to masowe zjawisko (poniekąd bardzo na krawędzi absurdu, smaku, prawdy), które oczywiście dostrzegam i rozumiem jego zagrożenia, czy to zjawisko można uogólnić do autorów świadomych swoich poczynań?
Kolejne pytanie, czy można lekceważyć efekty pracy kogokolwiek tylko dlatego, że jest nas za dużo na świecie?
I dalej, czy każdy moment, w którym nie widzimy odpowiedniej kompozycji czy innych cech "poprawnego" obrazu jest momentem spotkania z gniotem? czy może być to również moment, w którym to my jesteśmy daleko za autorem?

Wracając do głównego tematu wątku, czy to, że nam się coś nie spodoba, od razu pozwala nam stawiać ocenę? Czy gniot jest gniotem, czy tylko go przypomina z zewnątrz?
Łatwo nisko ocenić coś co nam się nie podoba, a trudniej nisko ocenić siebie gdy czegoś nie rozumiemy -- może czasem warto?

I przewrotnie zapytam: komu chce się zgłębiać piękno zdjęć Richardsona, bo Avedona ma już w małym palcu i po dziurki w nosie?



Nie muszę znać poziomu edukacji na temat estetyki rozmówcy by się z nim zgadzać.[...]
Chodziło mi o zgodę z jego estetyką, a nie z nim.


[...]Ale choć rozumiem, że komuś to może się podobać to nie rozumiem dlaczego.
I znów pojawia się sedno. Chciałbyś zrozumieć? Próbujesz?



Może nie tyle są niedoedukowani ile po prostu nie mają pewnego zmysłu czy też smaku. Można przeczytać setki książek o sztuce a i tak zawiesić sobie nad kominkiem "jelenia na rykowisku". To jest jednak temat w którym raczej nie sposób dojść do porozumienia. To tak jak z kobietami - jeden woli rude a drugi grube.
Znów, poniekąd, mówisz o mnie choć książek o sztuce wiele nie przeczytałem i "jelenia na rykowisku" nie mam nad kominkiem.
Doskonale rozumiem, że jeden woli rude, a drugi grube, sęk w tym, żeby pooglądać wszystkie i samemu wybrać co się lubi, a nie opierać się jedynie na wiedzy "tylko grube w jednej trzeciej są godne uwagi". Poza tym przydałoby się zerkać na rude również po wybraniu grubiej, bo może się do rudych dorosło? A może wyrosło już z nich?



Mnie jednak nie chodzi o to by odsądzać od czci i wiary tego komu przypadną do gustu te koszmarki tylko uderza mnie skala tego zjawiska. Powszechna ignorancja sprawia, że tego rodzaju prace wstępują na salony bo potencjalni odbiorcy nie mają za bardzo punktu odniesienia.
Jak to nie mają? Może nie chcą mieć? Jakiż problem przyjrzeć się historii sztuki, przejrzeć prace z przeszłości, zerknąć na świat? Zaryzykuję stwierdzenie, że obecnie mamy największy punkt odniesienia w historii tworzenia.



Pozatym ... jest jeszcze jedna sprawa. Mam poważne wątpliwości czy autorzy takich "dzieł" w rodzaju "patrz jak fajnie pluję w świetle flesza" potrafią zrobić coś ponad to. Czy jest to ich świadomy wybór i tylko kreują się na prymitywistów fotografii czy to zwyczajny, pospolity brak talentu, wiedzy, umiejętności?
Nawet jeśli uznałbym ten argument za stosowny, to kogo to obchodzi w obliczu efektu końcowego?
Czy gdyby Picasso nie namalował kilku "ładnych" obrazeczków za młodu, to jego późniejsze prace straciłyby na wartości? Dlaczego ktokolwiek ma zdawać egzamin z obsługi swojego narzędzia?
Moim zdaniem autor powinien zdać egzamin z efektu końcowego (czy to jakościowego, czy treściowego, czy każdej innej wartości) i nic wcześniej mnie nie obchodzi.
Jeśli zachwyci mnie przypadkowe zdjęcie zrobione przez szympansa, to znaczy, że warto aby szympansy robiły zdjęcia. Jeśli przypadkowo podrzucone przez szympansa patyki upadną tworząc perpetuum mobile, to mamy z niego nie skorzystać, tylko dlatego, że powstało nieświadomie, że inżynierowie tyle lat zmarnowali na naukę, że niezbyt estetyczne mu to wyszło?



Tak sobie gadamy o teorii... może przerzucimy się na praktykę. Co to jest zła kompozycja? i w których powyższych pracach jej niema? Dlaczego są to złe zdjęcia? Może ja czegoś nie wiem, nie rozumiem i niepotrzebnie marnuję na nie czas?

donkiszot
04-03-2010, 01:45
Myśląc jeszcze o temacie przyszło mi do głowy pytanie:

dlaczego estetykę zdjęcia mam przedkładać nad jego ładunek emocjonalny?


I utrzymując się we wcześniejszym porównaniu do kobiet:

piękna czy kochająca? poukładana czy potrafiąca doprowadzić do skrajnych emocji? dobrze ubrana czy wyzywająca?



Wiem, że chciałoby się wszystko naraz, ale to życie jest przecież i co krok trzeba wybierać.




PS
Mam nadzieję, że bojówka feministek nie zbudzi mnie o 5 rano ;)

pawel
04-03-2010, 02:10
prezentują one pewien poziom estetyki na który ja ani moi znajomi nie schodzimy. Ale choć rozumiem, że komuś to może się podobać to nie rozumiem dlaczego.
Nemeth, z jednej strony perfekcyjnie Cię rozumiem, ale w omawianej twórczości jak widać prawdopodobnie wcale nie chodzi o to, żeby dzieło samo w sobie miało jakąś cenną wartość artystyczną, w sensie wizualną, klasyczną, tylko że w całości, w pewnym cyklu ma prawdopodobnie przekazywać jakiś potok myśli, czy wrażeń.
Do tego sama fotografia może być nie ważna, ale może tylko to co na niej jest, albo to jak beznadziejnie jest zrobiona może mieć jakieś znaczenie. Jakość zdjęć może też jest środkiem wyrazu i być może jest tu kluczowe, żeby była to niska jakość :D

Być może chodzi o przekaz myśli "dziś rano źle się czułem, później pies zrobił kupę na moją wycieraczkę. Ach, jakie życie jest podłe!"
A być może przekaz brzmi: "haha zrobiłem małpą 5 zdjęć z zamkniętymi oczami i przetasowałem, a ludzie się zastanawiają o co chodzi"

Mnie w żadnym stopniu nie interesuje rozgryzanie takich łamigłówek, niech bawią się w to krytycy (czyli niby kto konkretnie? Dyrektor galerii? Prezes firmy sponsorującej? Redaktor czasopisma fotograficznego? Koledzy?), lub ci, którzy naprawdę nie mają zdania i sami nie wiedzą co im się podoba.

PS:
Nie mogę też się powstrzymać żeby nie dodać, że taka sztuka jest i musi być kontrowersyjna.
Dlaczego? Dlatego, że nie wymaga ona żadnej umiejętności poza umiejętnością jej zrozumienia, co daje oczywiście wyjątkowe pole do popisu twórcom, którzy w tej konwencji tworzą rzeczy niezrozumiałe nawet dla krytyków (tzw. sztuka współczesna?).
Wówczas każdy może być artystą lub krytykiem, nie ma sprawy - wszystko jest możliwe.
Jeden sprzedaje kałużę za 25 tys dolarów, inny skacze z 10 piętra aby zabić się na chodniku w środku specjalnie przygotowanej ramy, trzeci fotografuje polaroidem ból przemijania i tak dalej.

PS2: donkiszot - za przyrównywanie do dzieł sztuki nawet feministki nie powinny się obrazić. Chociaż czekaj.. Feministki to te babki, które nie lubią facetów, bo oni zawsze traktują je przedmiotowo? Taaak, to pewnie już do Ciebie jadą.

donkiszot
04-03-2010, 02:52
[...]Dlaczego? Dlatego, że nie wymaga ona żadnej umiejętności poza umiejętnością jej zrozumienia[...]
Jesteś tego pewien? czy to tylko skojarzenie z dosyć podobnie wyglądającymi przypadkowymi zdjęciami (przypadkowo wybranymi, w przypadkowej kolejności)?

Moim zdaniem zrobić zdjęcie w warunkach iście bojowych, do tego z lampą błyskową na wprost to nie lada sztuka. Slalom gigant pomiędzy cieniem w złym miejscu, a wystającą filiżanką z lewego ucha.

W jednym się z tobą zgadzam. Aby oddać konkretne emocje, zdjęcie musi wyglądać właśnie tak, a nie inaczej -- czasem oznacza to, że musi wyglądać jak zepsute.



PS2: donkiszot - za przyrównywanie do dzieł sztuki nawet feministki nie powinny się obrazić. Chociaż czekaj.. Feministki to te babki, które nie lubią facetów, bo oni zawsze traktują je przedmiotowo? Taaak, to pewnie już do Ciebie jadą.

Ze wszech miar staram się nie używać słowa "sztuka" i bardzo nie chciałbym aby dyskusja poszła w jej kierunku.

A co do feministek, na wszelki wypadek przesunąłem szafę pod drzwi wejściowe :D

"Barykaduj! Barykaduj!

Ale tandeta..."

pawel
04-03-2010, 03:39
Jesteś tego pewien? czy to tylko skojarzenie z dosyć podobnie wyglądającymi przypadkowymi zdjęciami (przypadkowo wybranymi, w przypadkowej kolejności)?

Pewności nigdy nie ma, a opieram się tylko na tym, że na danych zdjęciach niema kompletnie nic co mogło by sugerować inną możliwość niż przypadek i brak umiejętności. Jeśli ktoś dokładnie je przemyślał i wykonał starannie zgodnie z zamysłem co do najdrobniejszego detalu - to faktycznie jest bardzo dobry w tym co robi, ale niestety robi to tylko dla własnej satysfakcji i być może grupki zapaleńców.



Moim zdaniem zrobić zdjęcie w warunkach iście bojowych, do tego z lampą błyskową na wprost to nie lada sztuka. Slalom gigant pomiędzy cieniem w złym miejscu, a wystającą filiżanką z lewego ucha.
To prawda, ale też nie spotkałem się z tym, żeby ktoś o doświadczeniu i umiejętnościach pozwalających na swobodną realizację każdej wizji czerpał przyjemność akurat z robienia symulacji hały. :)
Myślę, że twórca, skoro jest taki świadomy i doświadczony, to zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie doceniony, przynajmniej nie jako fotograf, skoro decyduje się na wykonanie doskonałej symulacji kiepskiej fotografii. W takim wypadku określenie "badziew" przecież jest najwyższą nobilitacją dla autora, skoro tyle ślęczał aby jego fotografia przypominała kiepską :)

donkiszot
04-03-2010, 15:11
Aczkolwiek pisałem już o tym, że moim zdaniem wymaganie od autora zdania egzaminu z umiejętności obsługi swojego narzędzie mija się z logiką, mimo tego podam przykład, że środki wyrazu dobiera się adekwatnie do celu.
Eugenio Recuenco (http://www.eugeniorecuenco.com/), któremu trudno odmówić umiejętności posługiwania się aparatem, światłem i czym tam jeszcze, zrobił kiedyś cykl w takim stylu (klik (http://www.eugeniorecuenco.com/imagenes/seccion_images/998.jpg)), czy takim (klik (http://www.eugeniorecuenco.com/imagenes/seccion_images/363.jpg)), albo takim (klik (http://www.eugeniorecuenco.com/imagenes/seccion_images/657.jpg)) i jeszcze w takim (klik (http://www.eugeniorecuenco.com/imagenes/seccion_images/526.jpg)). Dlaczego ten młody Hiszpan zadał sobie tyle trudu, aby zepsuć własne zdjęcia, skoro ma do dyspozycji potężne studio i sztab ludzi?



My tu gadu, gadu... Wczoraj zerknąłem na początek dyskusji i oczom nie uwierzyłem. Znowu rozmowa poszła w stronę technikaliów, a miało być o odczuciach i wrażeniach. :|

Potrafi się ktoś wypowiedzieć na temat tego co czuje oglądając* któryś konkretny cykl?
Możemy się zabawić jak w przedszkolu: "co widzicie na obrazku?", "jak sądzisz Marysiu, dlaczego chłopiec ma brudny nosek?", "Kuba teraz ładnie wszystkim opowie..."

* Oglądając, nie -- przeglądając z prędkością 20 zdjęć na sekundę, oglądając tak, jak należy oglądać coś czemu inny ktoś poświęcił czas i pewnie też część siebie.

hedgehog
04-03-2010, 16:33
Eugenio Recuenco (http://www.eugeniorecuenco.com/), któremu trudno odmówić umiejętności posługiwania się aparatem, światłem i czym tam jeszcze, zrobił kiedyś cykl w takim stylu (klik (http://www.eugeniorecuenco.com/imagenes/seccion_images/998.jpg))

Świetne. Świeże, operujące stylistyką kiczu - ale nie nachalne - podniecające i kręcące, a przy tym piękne. Bardzo fajna sprawa.

Ale to, oczywiście, mój punkt widzenia.

W zasadzie nie wiem, co jeszcze napisać. Wszystko sprowadza się do wrażliwości - przy czym zaznaczam, że nie ma czegoś takiego jak wrażliwość gorsza i lepsza, a jedynie mniejsza i większa, a i to przy uwzględnieniu ośrodka i punktu ogniskowania. Wszakże każdy widzi trochę inaczej.

Mnie dyskusja tutejsza i tak podobała się bardzo bo, prawdę mówiąc, byłem już pewien, że na tym forum siedzi jedynie ekipa zainteresowana cyferkami i techniką sensorów. Cieszę się, że jest inaczej.

Dajecie radę, chłopaki i dziewczyny. Pogadajmy jeszcze.

Mam w ogóle propozycję - może zrobimy podforum traktujące o estetyce fotografii, jej merytorycznym przekazie i po prostu - uczuciach? Można by zamieszczać linki do prac inicjujących dyskusję i gadać ciekawie.

Nemeth
04-03-2010, 18:18
Myśląc jeszcze o temacie przyszło mi do głowy pytanie:

dlaczego estetykę zdjęcia mam przedkładać nad jego ładunek emocjonalny?

(...)

Nie musisz. Nikt Cię do tego nie zmusza.
Ja natomiast inaczej nie potrafię. Nie potrafię patrzeć na zdjęcie przez pryzmat jego estetyki. Dla mnie fotografia jest krewną malarstwa. I właśnie dlatego taką wagę przykładam do estetyki.
Spójrz na prace Jamesa Nachtwey'a. Jest na nich olbrzymi ładunek emocjonalny. Ale on ma technikę. Ma wiedzę. Ma wyczucie.
Albo prace przywoływanego już przeze mnie Cartier-Bressona - czy on epatował publikę zdjęciami kubłów na śmieci wieczorową porą?

Nie dorabiajmy ideologii do zwykłych pstryków... Przejrzyj galerie internetowe - pękają one w szwach od podobnych "prac". Pies z kulawą nogą się nimi nie interesuje mimo ze ładunek emocjonalny mają porażający ;)

Canokin
04-03-2010, 18:21
(...)Nie dorabiajmy ideologii do zwykłych pstryków...(...)

Dokładnie... mam właśnie takie odczucia, że dzisiejsza sztuka to jedynie znalezienie ideologii do jakiegokolwiek działania. Nie twierdzę, że jedynie słusznym kierunkiem jest taka dosłowność jak w obrazach np.Matejki, ale jednak chyba wymagam od "artysty" czegoś więcej niż tylko umiejętności dorobienia sobie filozofii do tego co robi.

hedgehog
04-03-2010, 18:24
Nie dorabiajmy ideologii do zwykłych pstryków... Przejrzyj galerie internetowe - pękają one w szwach od podobnych "prac". Pies z kulawą nogą się nimi nie interesuje mimo ze ładunek emocjonalny mają porażający ;)

Nemeth, nie możesz tak mówić - to znaczy możesz, wolnym człekiem jesteś :) - ale ja się nie zgadzam.

To, że te pstryki są zwykłe, wcale nie znaczy, że nie mogą nieść ze sobą niczego. Prawdę mówiąc, ich ładunek jest dla mnie większy niż większości oglądanych fotografii li tylko pięknie, estetycznie wyglądających (wybierz, portret, krajobraz, co zechcesz).

Co powiesz o Nan Goldin, na przykład? Widziałeś kiedyś w całości jej "Ballad of sexual dependency"? Porażające wrażenie robi, zapewniam - sprawdź. A "Tulsa" Larry'ego Clarka, która jest niczym innym jak zestawem takich pstryków i pewnie byłaby nawet robiona kolorem i z mju, gdyby wtedy te wynalazki były tanio dostępne? :) Ryje beret, że aż (nie)miło. A Ackerman, przywoływany przeze mnie już wiele razy, czy też D'Agata?

Wrażliwość twórcy może ujawniać się na wiele sposobów. Ja przyznam, że z wiekiem i doświadczeniem w fotografii coraz mniej przykładam uwagi do zagadnień technicznych, a coraz więcej do tego, co niesie ze sobą wiadomość, którą chcę przekazać. Realizm niekoniecznie musi być ukazany z pikselową precyzją.

Mówienie "pstryki" może odnosić się w identyczny sposób do tego, co widuję w galeriach wielu speców od krajobrazu czy mody. W porażającej większości tychże, prawdę mówiąc.


Dokładnie... mam właśnie takie odczucia, że dzisiejsza sztuka to jedynie znalezienie ideologii do jakiegokolwiek działania. Nie twierdzę, że jedynie słusznym kierunkiem jest taka dosłowność jak w obrazach np.Matejki, ale jednak chyba wymagam od "artysty" czegoś więcej niż tylko umiejętności dorobienia sobie filozofii do tego co robi.

A co, jeżeli filozofia przyszła pierwsza a za nią szło obrazowanie tej filozofii?

Dlaczego filozofia pięknych, wymuskanych kadrów ma być lepsza i bardziej wartościowa od filozofii ukazanej w sposób "snapszotowy"?

Serio pytam. :)

Nemeth
04-03-2010, 18:33
(...)

Wrażliwość twórcy może ujawniać się na wiele sposobów. Ja przyznam, że z wiekiem i doświadczeniem w fotografii coraz mniej przykładam uwagi do zagadnień technicznych, a coraz więcej do tego, co niesie ze sobą wiadomość, którą chcę przekazać. Realizm niekoniecznie musi być ukazany z pikselową precyzją.
(...).

Kto mówi o realizmie? Lubię prace nieostre, poruszone, jakieś techniczne herezje, lomografie, celowe naświetlenia i nacieki na kliszach, kadrowanie wbrew regułom i rozsądkowi. Ale niech to będzie pokazane plastycznie, estetycznie, świadomie. I niech nie sprawia wrażenia, że jedynym wysiłkiem twórczym było wciśniecie spustu migawki. Bo tyle to potrafi i szympans.

Canokin
04-03-2010, 18:37
A co, jeżeli filozofia przyszła pierwsza a za nią szło obrazowanie tej filozofii?

Dlaczego filozofia pięknych, wymuskanych kadrów ma być lepsza i bardziej wartościowa od filozofii ukazanej w sposób "snapszotowy"?

Serio pytam. :)

Nie nie... zupełnie nie chodzi mi o to, że zdjęcia piękne technicznie są jedynie wartościowe, ale bardziej o to, że ktoś musi tłumaczyć tą dorobioną filozofię. Owszem, czasem trzeba wytłumaczyć, aby zrozumieć co autor miał na myśli, lekko się wczuć w klimat, czy też poznać specyfikę powstania dzieła. No ale już takie założenie jakie ostatnio przeważa, czyli "zaskoczyć widza" czy też zadziwić, zaszokować, wyzwolić jakiekolwiek emocje to już nie dla mnie. Sztuka to jednak chyba powinna być wyższa forma przeżywania, a nie jak ja to odbieram obecnie, zniżanie się do podstępów medialnych. Coś na kształt trików z reklam :)

EDIT:
A tak jeszcze przyszło mi na myśl, że niedługo pytanie stawiane przez artystów będzie "A dlaczego sztuka ma być brzydka? Dlaczego nie pokazać tego w sposób ładny?" w kontrze do dzisiejszego "Dlaczego tylko piękne wypracowane kadry mają być sztuką?" ;)

donkiszot
05-03-2010, 15:14
Nie musisz. Nikt Cię do tego nie zmusza.
Fakt, dlatego tak nie robię. :)


Ja natomiast inaczej nie potrafię. Nie potrafię patrzeć na zdjęcie przez pryzmat jego estetyki. Dla mnie fotografia jest krewną malarstwa. I właśnie dlatego taką wagę przykładam do estetyki.
Jeśli tak jest, to prace Bieke Depoorter, czy Sary Moon powinny Ci się podobać. Czy aż tak daleko jest Ackermanowi do grafik Goy'i (temat nieco inny, ale demon ten sam)?


Spójrz na prace Jamesa Nachtwey'a. Jest na nich olbrzymi ładunek emocjonalny. Ale on ma technikę. Ma wiedzę. Ma wyczucie.
Albo prace przywoływanego już przeze mnie Cartier-Bressona - czy on epatował publikę zdjęciami kubłów na śmieci wieczorową porą?
Znów przytaczasz reportażystów i przyrównujesz do dokumentu. Tego się nie da porównać, bo to inny sport, inne środki wyrazu, inna treść, inny temat, i w efekcie inna wartość.

Swoją drogą, dlaczego dokument sprawia tyle kłopotów w odbiorze? Czy tylko dlatego, że jest codzienny?



Nie dorabiajmy ideologii do zwykłych pstryków... Przejrzyj galerie internetowe - pękają one w szwach od podobnych "prac". Pies z kulawą nogą się nimi nie interesuje mimo ze ładunek emocjonalny mają porażający ;)
Jeśli myślimy o tych samych galeriach, to już pisałem/pytałem, czy tylko dlatego, że jest nas zbyt dużo możemy pozwolić sobie na lekceważenie kogokolwiek?
Poza tym, tak, nie dorabiajmy, ale co jeśli ona po prostu tam jest i rzuca się w oczy (przynajmniej mi) tak dalece, że nie sposób nie zauważyć?




Dokładnie... mam właśnie takie odczucia, że dzisiejsza sztuka to jedynie znalezienie ideologii do jakiegokolwiek działania. Nie twierdzę, że jedynie słusznym kierunkiem jest taka dosłowność jak w obrazach np.Matejki, ale jednak chyba wymagam od "artysty" czegoś więcej niż tylko umiejętności dorobienia sobie filozofii do tego co robi.
Proponuję nie oddalajmy się do zagadnienia sztuki współczesnej, bo ani ładu ani składu nie dojdziemy. Zostańmy przy zdjęciach i ich przekazie.

A dlaczego twórcy nie mogą wymagać od odbiorców nieco większego zaangażowania (wiedzy na temat historii oraz kontekstu) niż rzucenie okiem?




[...]Wrażliwość twórcy może ujawniać się na wiele sposobów. Ja przyznam, że z wiekiem i doświadczeniem w fotografii coraz mniej przykładam uwagi do zagadnień technicznych, a coraz więcej do tego, co niesie ze sobą wiadomość, którą chcę przekazać. Realizm niekoniecznie musi być ukazany z pikselową precyzją.
Hehe, też tak mam :)

A skoro jako odbiorca się nudzę, to co dopiero ma powiedzieć koleś, który doszedł do ściany swojej twórczości? Szukać, trzeba szukać nowych wrażeń. Szukać trzeba niezależnie po której stronie barykady się stoi. :)



Kto mówi o realizmie? Lubię prace nieostre, poruszone, jakieś techniczne herezje, lomografie, celowe naświetlenia i nacieki na kliszach, kadrowanie wbrew regułom i rozsądkowi. Ale niech to będzie pokazane plastycznie, estetycznie, świadomie. I niech nie sprawia wrażenia, że jedynym wysiłkiem twórczym było wciśniecie spustu migawki. Bo tyle to potrafi i szympans.
Co do szympansa, to (jak już wspominałem wcześniej) czy selekcje też przeprowadzi?
Co do reszty, pytanie: jak zrobić zdjęcie, aby wyglądało tak codziennie i zwyczajnie jak fotka z albumu rodzinnego przeciętnego pstrykacza (a taka forma ma swoje zalety przekazu, mówi do widza jego językiem, trudniej zarzucić jej kłamstwo i manipulację), a jednocześnie było wymuskane światłem i lukrem?




[...]Sztuka to jednak chyba powinna być wyższa forma przeżywania[...]
Właśnie o to przeżywanie się rozchodzi. Trudno je osiągnąć, jeśli się nie spróbuje (zerknąć, zrozumieć, pomyśleć).


EDIT:
A tak jeszcze przyszło mi na myśl, że niedługo pytanie stawiane przez artystów będzie "A dlaczego sztuka ma być brzydka? Dlaczego nie pokazać tego w sposób ładny?" w kontrze do dzisiejszego "Dlaczego tylko piękne wypracowane kadry mają być sztuką?" ;)
Pewnie tak będzie, bo z reguły chodzi o relację z otaczającym nas światem i odpowiedź na braki w nim. Historyczna sinusoida, nic nowego.

hedgehog
05-03-2010, 16:27
Kto mówi o realizmie? Lubię prace nieostre, poruszone, jakieś techniczne herezje, lomografie, celowe naświetlenia i nacieki na kliszach, kadrowanie wbrew regułom i rozsądkowi. Ale niech to będzie pokazane plastycznie, estetycznie, świadomie. I niech nie sprawia wrażenia, że jedynym wysiłkiem twórczym było wciśniecie spustu migawki. Bo tyle to potrafi i szympans.

Raz jeszcze pozwolę się sobie nie zgodzić. Szympans może tak samo wciskać migawkę wielkoformatowej kamery i moczyć płyty w kolodionie. Widywałem takie szympansy.

Dla mnie fotografia to przeżywanie. A potem dopiero obrazowanie. Nie odwrotnie. :) Wszystkie pokazane tu prace żyją, są prawdziwe, są szczere. Tego wymagam od fotografii. W taki sam sposób lubię perfekcyjne techniczne prace Mistrzów jak i połamane, niedbałe fotografie z tego wątku. Dla mnie liczy się ich przekaz. Impresje na temat codzienności mnie kręcą.

Ta fotografia jest świadoma. Tylko nie obraca się na płaszczyźnie Twojej świadomości. To wszystko. Co do estetyki - kwestia gustu. Jeden lubi muzykę klasyczną, inny słucha punku.

:)

donkiszot
20-03-2010, 15:45
Wątek umarł, a ja właśnie dorwałem się do pewnej książki z bajeczkami. Ponieważ jedna z nich znakomicie opisuje powyższą dyskusję pomyślałem, że się podzielę.


Królewski gołąb

Nasruddin został pierwszym ministrem króla.
Pewnego razu, kiedy przechadzał się po pałacu, zobaczył po raz pierwszy w życiu królewskiego sokoła.

Do tej pory Nasruddin nigdy nie widział takiego g o ł ę b i a.
Wziął więc nożyce i poprzycinał
pazury,
skrzydła,
i dziób sokoła.

— Teraz wyglądasz na ptaka jak należy — powiedział. — Twój opiekun wcale się o ciebie nie troszczył.



I jeszcze taka (tę muszę sobie jeszcze raz przemyśleć)


Jak małpa uratowała rybę

— Co ty, do licha, wyrabiasz? — zapytałem małpę, widząc, że wyciąga rybę z wody i układa ją na gałęziach drzewa.
— Ratuję ją od utonięcia — odpowiedziała mi.


Na zakończenie link: Made In Photo (http://www.madeinphoto.fr/). Można przejrzeć spore wycinki z portfolio (u)znanych fotografów.
Gdyby komuś przyszła ochota na rozmowę o zdjęciach, to ja nadal jestem chętny.

Rycerz
25-12-2010, 23:46
ludzie! fantastyczna dyskusja o fotografiii!
ach, jak bym chciał więcej takich rozmów o fotografii na naszym forum...


na poziomie, kulturalna, żaden post nie skasowany, nikt nikogo nie obraził ;) tak trzymać!!

donkiszot
28-12-2010, 20:30
Skoro już odkopałeś tę "wczorajszą" dyskusję, to podzielę się kolejną, "bardzo dobrą rzeczą na wtorkowe popołudnie":


Caleb Charland (http://www.calebcharland.com/)

Jeżeli ktoś jest na bieżąco z inspiracjami szerokiego kadru (http://www.szerokikadr.pl/inspiracje/), to pewnie widział.


Fotografia zupełnie innego gatunku niż te dotychczas prezentowane w tym wątku, ale myślę, że równie ciekawa i równie nieco pod prąd.
Polecam zacząć przeglądanie portfolio od Demonstrations. Przynajmniej mnie pomogło lepiej zrozumieć "co się dzieje" na tych fotografiach -- wtedy wróciłem do początku i w pełni delektowałem się analizą kolejnych klatek.

Jest w tym wszystkim coś co bardzo lubię, czego mi często brakuje w dzisiejszej fotografii, a co było obecne w początkach fotografii -- zabawa narzędziem jakim jest rejestrowanie światła.

donkiszot
13-01-2011, 04:17
A to dam coś nieostrego ;)

Maria Datsykova (http://mariadatsykova.com/)

GeparD
15-01-2011, 06:40
Caleb Charland (http://www.calebcharland.com/)



taki maly OT: i wlasnie dzieki takim stronom mam po dziurki w nosie flasha. Fajne zdjecia, ale po minucie odechcialo mi sie czekania na kolejne ...%

donkiszot
16-03-2011, 07:52
To znowu ja, z naiwnością godną dziecka, licząc na rozmowę o fotografii, zaproponuje dwa kolejne portfolio:

Irina Werning (http://irinawerning.com/) — pewnie parę osób już widziało cykl BACK TO THE FUTURE, zachęcam zapoznać się z resztą prac.


Erica Shires (http://www.ericashires.com/) — być może za sprawą małej ilości godzin snu, być może przy pomocy chłodnej barwy porannego światła w akompaniamencie Kaczmarek by Możdżer, nie mniej jestem absolutnie zauroczony i poruszony dogłębnie.

Rycerz
16-03-2011, 08:51
Erica Shires (http://www.ericashires.com/) — jestem absolutnie zauroczony i poruszony dogłębnie.

i mówisz, że chodzi ci wyłącznie o fotografię ? ;-) ;-)

donkiszot
16-03-2011, 23:57
Nigdy nie chodzi wyłącznie o cokolwiek, po prostu się nie da. Z poglądami niejakiego Zygmunta F. również polemizować nie zamierzam. ;)

ryszkut
19-03-2011, 01:39
i mówisz, że chodzi ci wyłącznie o fotografię ? ;-) ;-)

szczególnie ten film w intro.
(wiem wiem, nie można przeklinać na forum, ale kurczę inaczej się nie da)
Kur**, sztuka.

banda nadętych imbecyli, którzy robią coś na siłę inaczej, tylko po to żeby było inaczej.
montaż tak kuleje, jakby go robili w mówi mejkerze.

donkiszot
19-03-2011, 02:29
Nie mam na ten temat żadnych danych, ale obawiam się, że wspomnianą "bandą nadętych imbecyli" jest tylko i wyłącznie autorka. Odnoszę również wrażenie, że nie robiła tego ani na siłę, ani specjalnie inaczej, ale całkiem prawdopodobne, że w mejkerze czy nawet w szejkerze.


PS.
Spacja się wkradła w moim poście o nr. #91, powinno być: "niemniej".

saw
20-03-2011, 23:15
Świetna dyskusja - poświęciłem wieczór, żeby przejrzeć cały wątek i nie żałuję - mimo początkowych mieszanych uczuć.

Po takiej dawce sposobów postrzegania fotografii wróciłem to tych jakże kontrowersyjnych galerii TODD'a FISHER'a i Elinor Carucci. Nadal wielu fotografii czy setów nie rozumiem i nie wiem "co poeta miał na myśli", ale czuję, że próby ich interpretacji rozszerzają horyzonty myślowe i estetyczne. Tak - jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że dobra fotografia ma być prawidłowo skomponowana, naświetlona itp... Na większości wortali foto prym wiodą tematy związane ze sprzętem i poradami typu "jak fotografować zimą/latem", "jak stworzyć niesamowite ujęcia krajobrazów" itp itd. Dlatego dla wielu (w tym i mnie) szokiem i zniesmaczeniem okazują się prace ww artystów. Czy to nie dlatego, że (parafrazując zdanie z niedawno obejrzanego "Czarnego czwartku") nasze busole estetyczne są ustawione tylko w jednym kierunku i każdy inny wydaje się błędnym?

Nie przypuszczałem, że oglądanie fotografii może kosztować tyle wysiłku... Tak sobie myślę, że może to kwestia otwarcia się na całkiem inne doznania, jakie niesie ze sobą fotografia? Kwestia przełamania pewnych barier, które nie pozwalają nam dostrzegać piękna w tych na pozór zwykłych, przypadkowych, wulgarnych pracach? Nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. W każdym razie ten wątek to świetna podróż przez różne poglądy, gusta i spojrzenia na ten temat. Niezwykle rozwijająca podróż!!!

Ej - nie pozwólmy, żeby ten wątek zamarł, co?

korsarz
21-03-2011, 17:28
@saw, wpadnę do Krakowa wieczorem i pójdziemy pić (jogurt oczywiście bezalkoholowy), bo dobrze gadasz a temu kto dobrze gada podobno trza jogurt dać. ;)

Szczególnie zgodzę się z tym, że oglądanie i próba interpretacji poszerza horyzonty. Oczywiście nie zawsze i nie za wszelką cenę.

donkiszot
22-03-2011, 01:31
[…]Nie przypuszczałem, że oglądanie fotografii może kosztować tyle wysiłku... […]
Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie, niepotrzebnie siląc się na analizę techniczną zdjęcia nie dostrzegamy tego co wprost skacze do oczu aby być zobaczone. Odczucia podczas konfrontacji z jakimkolwiek wytworem ludzkiej komunikacji są zawsze obecne, i są z nami mimochodem, tylko że łatwo je zagłuszyć głupotami. ;)

Innymi słowy, zamiast analizować co jest źle lub dobrze (cokolwiek to znaczy) lepiej przyjąć to za stan rzeczy i posłuchać siebie, jaki niesie to ze sobą komunikat.



Ej - nie pozwólmy, żeby ten wątek zamarł, co?

Teraz zależy to również od Ciebie. :D

jm
22-03-2011, 01:40
Kupiłam sobie "FOTOGRAFIĘ PRASOWĄ".
Tekst plus zdjęcia powinny dać zajęcie na kilka wieczorów;)

Gdyby jakieś wieczory zostały wolne, to lubię wracać do klasyki http://fotoblogia.pl/2009/07/03/henri-cartier-bresson-just-plain-love”-video

saw
26-03-2011, 01:36
z;2329956]@saw, wpadnę do Krakowa wieczorem i pójdziemy pić (jogurt oczywiście bezalkoholowy), bo dobrze gadasz a temu kto dobrze gada podobno trza jogurt dać. ;)
.

Wpadaj wpadaj - miejscówek do picia jogurtu i samych jogurtów w Krk nie brakuje :-). A i jakieś miejsce do spania po wypiciu jogurtów też się znajdzie ;-).


Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie, niepotrzebnie siląc się na analizę techniczną zdjęcia nie dostrzegamy tego co wprost skacze do oczu aby być zobaczone. Odczucia podczas konfrontacji z jakimkolwiek wytworem ludzkiej komunikacji są zawsze obecne, i są z nami mimochodem, tylko że łatwo je zagłuszyć głupotami.

Właśnie mi nie chodziło tutaj o kwestię techniczną zdjęć omawianych fotografów. Chodziło mi raczej o trudność w dostrzeżeniu tego co Tobie skacze do oczu. Mi skacze dopiero gdy włożę w to trochę wysiłku - otworzę się na zdjęcie. Patrząc na takie Eran's blaming eyes paradoksalnie nie potrafię dostrzec na pierwszy rzut oka tych blaming eyes - ale gdy zobaczę cały set Crysis nagle dociera do mnie ten przekaz - tak nagle i brutalnie, że wysiłkiem staje się jego przyjęcie do siebie... Nie wiem, czy nie popłynąłem za daleko, ale tak to mniej więcej u mnie zadziałało w tym przypadku. W każdym razie mam nadzieję, że trochę rozumiesz mój tok myślenia :-)

donkiszot
26-03-2011, 02:36
Rozumiem, że pomieszały Ci się cytaty, ;) ale nie o tym.

Czy rozumiem Twój tok myślenia? wydaje mi się, że tak. Pocieszające (tak myślę) jest to, że wszystko zależy od chęci. Fakt, czasem szukamy za daleko, ale lepiej za daleko niż wcale; najlepiej zaś, ot, po prostu. Myślę, że podstawą jest tu chęć zrozumienia, a to, że jest to akurat fotografia, niewiele tu zmienia. Wychodząc z kina, kończąc słuchać nową płytę, można sobie odpowiedzieć na pytanie: czy mi się podobało (i najczęściej taki mamy odruch, bez specjalnej analizy wiemy, czy ogół wrażeń był pozytywny, czy negatywny), a można też spróbować porozmawiać z własnymi emocjami. Niekoniecznie trzeba je nazywać (bo i słów braknie), ale warto je rozgrzebać i przemyśleć.
Równie ważna rzecz, to otwartość. Idąc na komedię, chcemy się śmiać, jeśli nie będzie śmiesznie, będziemy rozczarowani, ale czy to znaczy, że film był kiepski? Może poszliśmy z niepotrzebnymi oczekiwaniami?

A wracając do fotografii, warto oglądać całe cykle — jedno zdjęcie mówi za mało. Kontekst, historia, zestawienie, kolejność, sąsiedztwo, oprawa — to wszystko wpływa na odbiór i z reguły jest skrzętnie przemyślane przez autora.




PS
Chyba i ja poświęcę wieczór i przeczytam wszystko od początku, bo trochę czasu minęło i nie mam pojęcia, czy się nie powtarzam. :) A i zacne zdjęcia warto jeszcze raz zobaczyć.