agraba
01-07-2009, 21:02
i spożywałem dary boże na ławeczce przed moim domem. Miałem czteropak chleba naszego powszedniego i kanapki, które żona moja w trudzie i znoju zrobiła dla mnie (razowiec z wędliną i kiszonym). I wtem niedaleko moich nóg usiadł sobie wróbelek. Siedział sobie i patrzył w stronę moich kanapek. Zacząłem mu dawać kawałki chleba. Takie drobne kruszyny, żeby zmieściły się do jego małego dzióbka. Zjadał je, ale cały czas spoglądał na lewo na stół. Dałem mu kawałek wędlinki. Zjadł, ale dalej patrzył na stół. I wtedy mnie olśniło. Umoczyłem kawałek chleba w piwie i mu dałem. Złapał i odleciał natychmiast. Trochę się bałem czy mu to nie zaszkodzi, bo chleb pęcznieje i może zabić takiego małego ptaszka, ale się nic takiego nie stało. Teraz za każdym razem gdy po ciężkim dniu siadam sobie pod domem na ławeczce i jestem sam, on przylatuje i naciąga mnie na kawałek chleba z piwem. Ot taki mały piwny partyzant:
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://www.fotosik.pl)
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://www.fotosik.pl)