PDA

Zobacz pełną wersję : Mega pechowy ślub!



wuqa
29-06-2009, 09:34
Witam.
Co może pójść nie tak na ślubie i weselu? WSZYSTKO i to nie tylko fotografowi!
Posłuchajcie;)
Czytając forum, doszedłem do wniosku, że ja również muszę kupić jakiś "zapas". Na razie stać mnie tylko na D50, ale lepsze D50, niż zostać na ślubie bez aparatu;) W ub. sobotę byłem na ślubie. Solidnie się przygotowałem, karty sformatowane, baterie naładowane, akumulatorki do lampy prosto z ładowarki - no i zapasowe body - nic mnie nie może zaskoczyć:) No niestety - myliłem się!
Na ślubie po ok. 60 zdjęciach, w D700 wyskoczył jakiś błąd karty - ot tak z niczego! Komunikat: karta może być uszkodzona! Ogromny stres! A jak karta padła na amen? A młodzi tak ogromnie się przygotowali, i ojciec pani młodej ją wprowadzał, i dzieciaczki ... no i widać było, że to najważniejsze chwile w ich życiu. A karta sprawdzona w boju - wcześniej ok. 3000 zdjęć na ślubach, a tu PECH! Trudno, włożyłem inną i focę dalej, z nadzieją, że jednak w kompie się odzyska - bo inaczej chyba mnie zlinczują!
Potem, zaraz po ceremonii rozpętała się TAKA burza, że myślałem, że dach w kościele zerwie! Oczywiście nici z życzeń, sypania ryżu itp :(. Mało tego! Skutkiem burzy była złamana wielka brzoza, która "barykadowała" główną drogę do domu weselnego. Ja jakoś przemknąłem, ale młodzi widząc strażaków i policję zawrócili i nadłozyli ok 30 min drogi. Do domu weselnego dojechałem pierwszy. Brama wjazdowa zamknięta. Nie ma prądu, nie można otworzyć! Jakoś ręcznie z właścicielem przepchaliśmy na tyle, że osobówka mogła się wślizgnąć na parking. Na szczęście właściel knajpy, widząc że pogoda oszalała i przez gwałtowne burze często wyłączają prąd, zaopatrzył się w nowiutki agregator prądotwórczy hondy. Prądu starczyło dla orkiestry i na jedną żarówkę na sali:) Nie na długo! Po ok. pół godziny, nowiutki agregat PADŁ. Właściciel klął na czym świat stoi! 7000 zł i pół godziny pracy! Właścicielowi, w "rzucaniu mięsem" dzielnie wtórowała orkiestra, której... padł przenośny mikrofon! Zdążyłem tylko wyłapać między wierszami, że grają od pięciu lat i nigdy im się to nie zdarzyło! To prawdziwy PECH, bo ci grajkowie tak pracują, że często przechadzają się po sali i zabawiają gości, niestety z mikrofonem na kablu byli niejako uwiązani do sceny;). Na szczęście właściciel knajpy, skołował drugi agregat, jakiegoś strasznie głośnego staruszka, który dzielnie podawał prąd, aż do 23.00, kiedy to pojawiło się ŚWIATŁO i wszystko dalej poszło gładko.
Rano odzyskałem zdjęcia. Z pomocą przyszedł SanDiskowy RescuePRO. Pechowa karta to PRETEC x233 8GB. Po sformatowaniu działa - ale chyba już jej nie zaufam:)
A jakie są Wasze horrory fotograficzne?

domelmel
29-06-2009, 09:38
o rany , nieszczescia jednak chyba nie chodza parami ale calymi tabunami....

robin102
29-06-2009, 10:17
Wracając do domu o 2 w nocy z karczmy położonej w wielkim polu kukurydzy z wieloma ścieżkami i dróżkami zabłądziłem i tak sobie jeździłem i jeździłem :)

ekonet
29-06-2009, 10:28
Robin - i tak powstały te słynne kręgi? :)

Tomek Konopka
29-06-2009, 10:28
też kiedyś byłem na weselu, była burza jak pojechaliśmy na salę przywitał nas brak prądu który włączono dopiero o 20,00 , a agregat też padł po pierwszym tańcu koszmar

Niedzwiedz
29-06-2009, 11:03
hehe Robin tez kiedyś zabłądziłem w jakimś lesie a GPS nie znajdował sygnału to były ciężkie dwie godziny :)

sevenoo
29-06-2009, 11:17
o 3 rano zimą przybranym jaguarem wjechalem ( bo tak mi pokazywal GPS) w srodek lasu jakies 5km ...
gdy droga sie skonczyla na scianie drzew odwrocilem glowe , okazalo sie ze w srodku lasu jest cmentarz... :D poczulem sie troche kiepsko...
5km na wstecznym bo nie szlo zawrocic :D nokia maps do smietnika , odpalony garmin i jakos wyjechalem :D dzieki Bogu ze nigdzie sie tym dżagiem nie zakopalem:)

mswilk
29-06-2009, 11:17
Kiedyś miałem "dość wymagającą parę" - tzn. żadnych skośnych kadrów, profili, cieni od lampy (to raczej oczywiste), zdjęć osobno - tylko razem, wszystko oficjalnie per Pan i Pani, co już wprowadziło lekkiego stresa, ale to da się przeżyć.
W drodze z kościoła do domu weselnego, jechałem w orszaku, żeby nie zgubić trasy, gdy podczas podróży złapałem kapcia......
Młodzi z gośćmi odjechali w siną dal, a ja w tempie serwisu F1 robiłem przekładkę...
O tym, że się cały uświniłem to nie wspomnę, później szukałem domu weselnego (GPS uratował mi d....)
Jakoś z tego wyszedłem obronną ręką, ale lekko nie było.

Lucid
29-06-2009, 12:04
Zawsze jak ide do koscioła to mam w aparacie karte z plenerem , robie ją do konca i wrzucam czysta. Czysta biore zawsze z torby i wkadam do kieszeni. Na któryms slubie zrobiłem tak samo, zrobiłem cały slub i akurat tak wyszło ze na sypanie ryzem miałem zmienic karte. Młodzi juz sie zblizaja, wyjąłem karte, siegam po druga, patrze a tam puste pudełko....Fuck...Zanim pobiegłem do samochodu i z powrotem ryż był ale na ziemi...Dziwnym trafem przed tym samym weselem kupiłem ładowarke z akumulkatorami, naładowałem je, wsadziłem do lampy i zrobiłem pare próbnych zdjec przed błogosławieństwem. Wszystko spoko tylko ze jak miało przyjsc co do czego zrobiłem zdjecie patrze a tu mi sie lampa nie ładuje. Oczywiscie znów wyscig do samochodu po aku. Jak wróciłem byłem cały mokry i jeszcze patrzyli sie jak na głupka...:)

ZgReDoL
29-06-2009, 12:31
Ja nie mam przygod z fotografowaniem slubnym, ale 15 lat grałem po weselach, i takie jedno z nich utkwiło mi w pamieci.
Wiec, jesli mozna:
1. wprowadzamy młodego do mlodej, a tej sie bukiet slubny nie podoba, wiec mlody obrot na piecie i jazda po nowy
2. slub obslugiwało dwoch kamerzystow, wiec sie podzielili, jeden blogoslawienstwo, drugi czeka w kosciele. Niestety ten drugi pomylil koscioła i dojechał w polowie ceremonii.
3. mlodzi wracaja na wesele od fotografa, kamerzysta stoi zwarty i gotowy, goscie w kołeczku, młodzi w dzrwiach sali, a tu kamerzysta mdleje, przewraca sie, niszczy kamere, gosc dochodzi do siebie ale brak sprzetu wiec wyjazd do domu. Ten drugi nie namierzalny, (nie bylo wtedy jeszcze komórek)!!! Ale jeden z gosci ma sasiada z kamera, (to tez wtedy rzadkosc), wiec jazda po niego. Tak, przywaza, ale chlopca z 15 lat, bo ojciec w sobotniej "niemocy"!!!
Dobra, bierzemy chlopaka do siebie i mowimy co i jak, i kiedy filmowac.
4. polnoc wybija, wiec oczepiny. Zdazylismy zdjac mlodej welon, a tu brak pradu, wiec ciemnosci egipskie, zdjecie muszki przy swiecach, a my tez za bardzo nie mamy mozliwosci dalszego grania.
Dodam ze pietro wyzej drugie wesele, i tez siedzieli przez prawie 2 godziny o swiecach i spiewach biesiadnych.
Nie znam dalszych losow malzonkow, ale mam nadzieje ze wyczerpali swoj pech w 100%.

prz3mo
29-06-2009, 12:33
No więc tak... w kościele sobie foce, w którymś momencie koniec karty, bo omyłkowo włożyłem mniejszą. W kieszeni była kolejna, więc szybko zmieniłem na nową i dalej foce, ale patrze na licznik i widzę, że zostało dosłownie kilka wolnych klatek. Zapomniałem w domu sformatować, a że kilka klatek już na nią nabiłem to nie mogłem po prostu sformatować. No więc pojedynczo zaznaczałem i kasowałem zdjęcia jak głupek (a było tego duuuuuuuuuuużo), uważając przy tym by nie skasować tych już nowych zrobionych przed chwilą... Eeehhh...

Kiedyś miałem też jeszcze jedną wpadkę, ale już jestem na to uczulony i zawsze o tym pamiętam :-D
Otóż po wyjściu z kościoła zapomniałem zmienić ISO na niższe, a że był to D80 i nie widziałem ISO w wizjerze to nap wyjście młodych i sypanie... w ostrym słońcu na wysokim ISO, po czym spojrzałem w wizjer z przerażeniem :mrgreen:
Na szczęście, że były to nefy to dało się lekko podratować zdjęcia, niestety szum pozostał.

Tomek Konopka
29-06-2009, 12:43
Lucid powiem Ci tak że z tymi kartami i aku do lampy to polecam przypiać sobie do paska futerał po kompakcie gdzie zawsze mam w zapasie 5 aku do lampy i kilka kart, uniknie się stresu, biegania do auta, a i kieszeni się nie rozepcha.

ekonet
29-06-2009, 12:48
o 3 rano zimą przybranym jaguarem
Co to jest "przybrany jaguar"? Słyszałem o przybranym dziecku, ale żeby zwierzątko... ;)

Tomek Konopka
29-06-2009, 12:54
przybrany jaguar, to inaczej wystrojony do ślubu kokardki kwiaty i takie tam;) tak się mówi.

sbs2005
29-06-2009, 12:54
i ekonet znowu w akcji heheheh - zdaje mi sie nadawca mial na mysli - wypozyczone lub pozyczone auto ;)

admin
29-06-2009, 12:56
Na jednym z slubow poza Lodzia zaczynam robic zdjecia, gdy nagle slysze parszywy dzwiek padajacej migawki w D2x-ie. O tyle bylo to dziwne ze aparat wrocil do mnie z serwisu z czyszczenia i ogolnej kontroli... Jestem zalamany, dalej jednak robie zdjecia i wszystko naswietla sie prawidlowo. Zrobilem caly slub (nie mialem zapasu), wszystko bylo ok, choc serce mi walilo na maksa, z w oczekiwaniu na totalny pad. Oszczedzalem wiec klepniecia jak w pracy z blona analoga ;) Dwa dni pozniej serwis, gdzie dowiedzialem sie ze mam wlaczony m-up :) Obciach na maksa :) Na jednym z wesel brak pradu od pierwszego tanca do oczepin :) Jeden pomylony kosciol, ze dwa trzy razy pilne poszukiwania sali weselnej poprzez wylaczone telefony pary mlodej. Jeden przyjazd na sale weselna w innym miescie (na szczescie blisko i beemka pokazala co potrafi). Jedna kontrola policyjna w drodze za mlodymi do kosciola :) Kilka razy zapelniona karta pamieci z niepewnym zrzutem na databank (wyladowal sie 2x szybciej niz powinien a ja nie zabralem ladowarki). Pady kart pare razy (zawsze mam zapas). Jedno nadepniecie na suknie panny mlodej w marszu przed oltarz (delikatne, prawie niezauwazalne - welon zostal na miejscu) :) Co do wesel to takie male wtopy sa nawet fajne. W tym tygodniu mloda para startowala z pierwszym tancem ze cztery razy. Muza z pendriv'a, wywalala sie po 15, 40 sekundach. Tanczyli zamiast 3 minut dobre 10 :)

Jest fajnie w tej robocie :)

fIlek
29-06-2009, 13:01
To ja coś też z kotletowych czasów pamiętam - Płock, świetna para, piękna panna młoda. Podjeżdżamy do kościoła, młoda daje pierwszy krok w kierunku zakrystii i urywa obcas. Młodzi idą podpisywać papiery, a ja do samochodu po młotek, gwoździe i poxipol :D W trakcie ślubu w momencie przysięgi pstryk i nie ma światła (matka młodego pracuje w Rejonie Energetycznym ;) ). W kościele ciemnica, bo na dworze się porządnie zachmurzyło. Jedziemy z przysięgą na dwóch lampkach kamerzysty, młodzi jadą na przenośnym audio pielgrzymkowym. Kończy się ta część, pstryk i jest światło. Po drodze do lokalu ulewa, wjeżdżam autem w ogromną kałużę i khykhykhy silnik nie żyje. Przypominam sobie o zaworze bezwładnościowym, który odcina dopływ paliwa w przypadku uderzenia. Wychodzę na zewnątrz i trafiam na istne oberwanie chmury, odblokowuję zawór stojąc kompletnie mokry w wodzie do łydek. Docieram w końcu na salę. Młodzi widząc co się dzieje, powtarzają "na życzenie gości" pierwszy taniec. But młodej wytrzymuje do końca imprezy bez problemu, ja wracam do domu już bez przygód. Co ciekawe - para młoda przyjęła wszystko z uśmiechem i to prawdopodobnie sprawiło, że były to najlepsze zdjęcia jakie w życiu zrobiłem :D

jacek.gold
29-06-2009, 13:33
A ja raz zajechałem pod kościół lekko ostatni bo jakieś korki po drodze były i biegiem za młodymi i tu wszystko ok ;) Wychodzimy po ślubie przed kościół więc kilka zdjęć z ryżem zbioróweczka no i pora jechać do lokalu czyli do samochodu
Więc wsiadam i kręcę i kręcę i kręcę a w międzyczasie orszak odjeżdża. Na szczęście jeden zestaw gości obserwował moje zmagania i koniec końców stwierdzili żebym wsiadał do nich no to ja statywy walizkę i torby upchnąłem w jakiejś corsie czy fieście i dotarłem na wesele towarzysząc na tylnym siedzeniu dziecku owych gości
Na drugi dzień pojechałem zakręciłem i odpaliło

mariush
29-06-2009, 13:42
Ja aż tak dramatycznych chwil grozy jeszcze nie przechodziłem (nie licząc uczestnictwa w 4-samochodowym karambolu w kondukcie weselnym - ale wtedy byłem gościem), natomiast w piątek przeżyłem ostry stres kiedy aparat zawiesił mi się pod koniec karty 4GB, na której robiłem cały ślub w kościele + pól przygotowań. Na szczęście karta przeżyła. Od ub. tygodnia - tylko 2GB używam, 4GB zostawiam sobie jako rezerwową :-)

RomanZWrocławia
29-06-2009, 13:45
Podpowiadam scalenie wątków

http://forum.nikon.org.pl/showthread.php?t=42775

a za rok wydanie książki która stanie się bestsellerem. zrzekam się swojej części wpływów ze sprzedaży na rzecz działalności Naszego Forum

PS. Kondukt weselny :) ..... z postu piętro wyżej. jak się dobrze zastanowić to dla wielu faktycznie kondukt, nie orszak

POZDRAWIAM

bukowy dziad
29-06-2009, 14:03
robilem raz nocny plener w pazdzierniku na starym miescie. ze 2 godziny walki - bo to czas d70/d50 i fotografowanie nocą nie bylo takie hop siup jak teraz:D...juz po tym co widzialem na ekranie mialem pewnosc, ze zdiecia beda cudne...panna mloda tydzien lezala w domu przeziebiona, ale z usmiechem mowila, ze bylo warto...tyle, ze jak sie okazalo chyba karta tego mrozu nie zniosla i wszystkie zdiecia z tego pleneru przepadly (zaden sposob na odzyskanie danych nie podzialal)...

kosciol w piasecznie. juz nie mowie o tym, ze swiatlo bylo wyzwaniem przekraczajacym moje owczesne umiejetnosci (duze okna za oltarzem oswietlajace mlodych do polowy silnym dziennym , a reszta kosciola w mocnych zarowych oswietlajacych mlodych do drugiej polowy - roznica temperatur byla widoczna golym okiem i przebiegala dokladnie w polowie profilu mlodych..smieszniejsze bylo to, ze w pewnym momencie lampa ustawiona na -2,7 zaczela mi blyskac pelna mocą. ot tak sama z siebie - minela komunia i wrocila do normy. te foty z komunii nie do uratowania. kamerzyscie w innym momencie sam z siebie wylaczyl sie mikrofon - pare minut i wrocil do normy...moze jakies zyly energetyczne, czy cos?:) jak wracalem z tego slubu to z piaseczna do polowy warszawy dojechalem bez swiatel, w samej stolicy skrecilem na skrzyzowaniu w torowisko tramwajowe a nie w ulice, po czym zamiast na lublin pojechalem na bialystok gadajac z kamerzysta, ze cos strasznie szybko zabudowali odcinek warszawa-zakręt (musieliby to zrobic w jeden wieczor:D:D) - po 10 km nastapil orient wiec dramatu nie bylo:D

w ostatnia sobote bylem na weselu jako gosc - mlody cala impreze pił wodęm by trzymac fason (wodę, nie wódę). jak forumowa mądrość z cafe glosi woda nie jest zdrowa dla ludzi, a juz na pewno nie pod weselne jedzenie w takiej duchocie - mlody wyszedl sobie porzygac w polowie oczepin, w trakcie losowania tekstów, kto bedzie trzymal wladze w domu:D

arturjb
29-06-2009, 14:06
a ja ubiegłej soboty rozwaliłem samochod, wracajac z wesela... zarobiłem... kur...
PS. Ma ktoś może części do golfa IV?

prz3mo
29-06-2009, 14:10
PS. Ma ktoś może części do golfa IV?

Zapytaj Niedźwiedzia :-D On też użera się z tą padaką o nazwie golf IV :mrgreen:
Sorki, nie mogłem się powstrzymać ;)

jacek.gold
29-06-2009, 14:24
aaaaaaaa i jeszcze coś
Kiedyś dawno temu miałem pstryknąć kilka zdjęć na imprezie imieninowej a że był tam znajomy stary wyga posiadacz jakiegoś kijewa i minolt to daje mu mojego pentaxa p30 niech założy film (bo to zaraz po zakupie było). No i założył sam widziałem a ja całą imprezę obfociłem a składałem się do kadrów jak fachura ;) Co z tego jak stary wyjadacz źle założył koniec filmu i ząbki nie pociągły go wcale :) film założony a zdjęć niet :)

Lucid
29-06-2009, 19:22
Kiedys kolega kamerzysta nagrał powitanie z chlebem bez mikrofonu... Pózniej cała rodzinke za dom weselny i dogrywanie na dyktafon hehe:)

Valdek_Tychy
29-06-2009, 21:16
Jakieś 4 lata temu jadę swoim samochodem za meśkiem z młodymi.Kierowca taksiarz jechał jak typowy taksiarz,gaz-hamulec,gaz-hamulec a, że było dość ciasno jechałem blisko - za blisko ;) w którymś momencie nie wyczułem intencji taksiarza i będąc przekonany,że będzie.... gaz rafiłem na .... hamulec i wpakowałem się swoją renią w dupsko meśka :D

wywar
29-06-2009, 21:21
Mi padła karta po całym dniu focenia - Error i kaplica, a zdjęć nie dało się odzyskać. Na szczęście to nie był ślubniak i dało się foty powtórzyć, ale cały dzień w plecy. Moja rada mniejsze pojemności kart, a większa ich ilość. Teraz używam 2 lub 4GB - wolę częściej tasować kartami niż stracić cały materiał z karty. A z tym ślubem z 1 posta to naprawdę hardcore. Jeszcze brakowało ,żeby młody w ciemnościach nakrył swoją świeżą żonę jak go zdradza z jego własnym bratem :D Ojciec jego matkę z teściowa, do tego na koniec bójka między rodzinami i pożar na sali :D

nadgob
29-06-2009, 21:35
Kiedyś, dawno temu jak zaczynałem ten wątek http://forum.nikon.org.pl/showthread.php?t=42775 to myślałem że ta sytuacja mnie czegoś nauczyła, i guzik po tej akcji to chyba z 5 razy jeszcze mnie pot oblewał dokładnie z tego samego powodu :)

baku127
29-06-2009, 22:32
Robiłem fotki na weselu mojej kuzynki.Kilka fotek z zaślubin,później jakieś 2 godziny focenia na imprezie....
Ogladam zdjecia,kurcze coś mi tu nie pasuje,jakies dziwne kolorki,jakieś przerbarwienia.Hmmm pewnie mam cosik ustawione tylko co.A i jeszcze szwagier mówi "Masz coś nie tak ustawione" myslę sobie zrobię ustawienia fabryczne...I robię FORMAT SYSTEM.. włączam pezeglądanie fotek i kur... nic nie ma Na szczęscie był fotograf.
Jak się okazało jeden z forumowiczów Szloser dzięki.

robin102
29-06-2009, 23:46
0
Jest fajnie w tej robocie :)
Nooooo :)
A trafił któryś z Was na nie to wesele co trzeba. Wieś mała baloniki u bramy robota przy przygotowaniach rozpoczęta, a słowo do słowa, że te właściwe wesele to na końcu wsi :mrgreen: dopiero jest.

mateo912
30-06-2009, 00:21
Robin w tym wątku zacytowanym przez kogoś było tak:D


Cytuje:

no dobra myślę że Was przebije, zrobiłem nie ten ślub co trzeba zamiast na 18 zrobiłem ten o 17, a zorientowałem się dopiero na weselu 20 km od kościoła, dodam tylko że byłem bez auta, żeby nie wyjść na kompletnego głupa wspomnę tylko że zastępowałem kolegę i wtopa była wynikiem małego nie porozumienia w mailu ;)

:D:D

Zibi1970
30-06-2009, 00:29
No coś w tym stylu.
2 tygodnie temu w sobotę podjeżdżam pod skraj bloku pani młodej, której nie widziałem bo wszystko było internetowo załatwiane. Blok dość długi więc z 6-7 klatek wejściowych, wysokie krzaki i małe drzewka wokół. Wysiadam z auta i widzę że w oddali para młoda wraz ze świtą właśnie odjeżdża. Wkurzony że pomyliłem godziny spotkania wskakuję do auta i gnam za nimi 15 min. Podjeżdżam pod kościół i pędzę do młodych z przeprosinami za spóźnienie. Tak przepraszam przepraszam i widzę po ich minie że czegoś nie rozumieją. Po minucie moich przeprosin mówią mi że ich fotograf jest na miejscu, którego zresztą za chwilę zobaczyłem. Zgłupiałem totalnie. Na szczęście podeszła chyba matka pani młodej i wyjaśniła że w tym bloku dwie pary biorą ślub w odstępie godziny. Po spokojnym powrocie pod blok zauważyłem dwie skraje klatki w balonach. :-)

wuqa
30-06-2009, 08:10
A z tym ślubem z 1 posta to naprawdę hardcore. Jeszcze brakowało ,żeby młody w ciemnościach nakrył swoją świeżą żonę jak go zdradza z jego własnym bratem :D Ojciec jego matkę z teściowa, do tego na koniec bójka między rodzinami i pożar na sali :D

Zabawne jest to, że Młodzi tak naprawdę nie wiedzieli, że są jakiekolwiek problemy;) No może jedynie zwalone drzewo na drodze było jakimś problemem. Chociaż na dobrą sprawę mogli pić szampana i nie zwracać uwagi którędy kierowca limuzyny ich wiezie. Podejrzewam nawet, że na początku mogli się nie zorientować, że prądu nie ma. Orkiestra grała, jakaś żarówka na sali tanecznej świeciła, na stołach świece - fajny nastrój. Ani ja, ani orkiestra, ani właściciel knajpy nie skarżyliśmy się młodym ;) I wg. mnie tak powinno być, że niech się wkoło pali i wali, to Młodzi tego dnia powinni być SZCZĘŚLIWI ;)

sokrates
30-06-2009, 08:22
wpadek nie miałem bo i ślubniaków z reguły nie popełniam, ale nie o tym chciałem. Rozumiem wpadki z kartami, że prądu braknie, że sprzęt nawali, że się coś zapomni ale żeby pomylić kościoły/wesela to już świadczy o totalnie nieprofesjonalnym podejściu fotografa do tematu z rodzaju "ajakośtobedzie...." Gdybym mi się zdarzyło przyjechać nie do tego kościoła co trzeba, to grubo bym się zastanowił, czy się nadaję do tego zawodu?

Zibi1970
30-06-2009, 08:50
chyba zbyt surowo podchodzisz do tego. W każdym zawodzie zdarzają się większe lub mniejsze wpadki.
Jeśli ktoś nałogowo by popełniał te same błędy wtedy faktycznie można mieć wątpliwości ale opisywane tu historie są zazwyczaj pojedynczymi epizodami w karierze.

mkl
30-06-2009, 08:59
Mam kartę PECTEC 4GB (nie pamiętam tylko jaka prędkość, chyba 133x). Sprawuje się dobrze. Generalnie jadę na Kingston'ach. Z tych żadna mnie nie zawiodła ani razu.
Za to przyznam się do czegoś, co popełniłem kiedyś... Połaszczyłem się na niską cenę i kupiłem 4 karty marki MPOWER... pojemność 2GB. Średnio 2 zdjęcia na 500 uszkodzone. Czasami zdarzało się mniej, czasami więcej. Nigdy więcej kart nieznanej marki.

w4syl
30-06-2009, 11:09
To i ja się podzielę z Wami ... może nie wpadką, ale też zrobiło mi się "ciepło".
Byłem gościem na weselu 06.06 tego roku. Ślub na Ochocie w Wawie, wesele gdzieś pod Pruszkowem. Głównemu fotografowi padł sprzęt i poprosił, żebym ratował sytuację, a w międzyczasie pojechał pożyczyć coś od znajomego. Jako, że nie wiedziałem, gdzie jest sala, bo miałem jechać za wszystkimi, czekałem na poboczu na cały orszak, wiedząc, że mają jechać w daną stronę. Wyjechałem sobie trochę do przodu, żeby nie blokować innych i tak czekam ... czekam ... czekam ... A się okazało, że Młodzi postanowili, że pojadą sobie inną drogą :-) Dobrze, że jeden z wujków też czekał w tym kierunku i podjechał mnie zabrać. Potem niestety odskoczył na trasie i zostałem sam (mam dość leciwego mercedesika) bez mapy i żadnej nawigacji. Nie wiem, jak ja to zrobiłem, ale trafiłem w końcu na miejsce, po tym, jak dosłownie raz w domu zerknąłem na Zumi, gdzie jest lokal. Wpadłem na parking, zdążyłem zabrać torbę i słyszę jak Młodzi podjeżdżają. No w ostatniej chwili zdążyłem dopaść do nich. Na szczęście uratowałem im pamiątkę z tego dnia. Ale nerwów było co niemiara.

McSimus
30-06-2009, 20:12
Dwa razy pad lampy na błogosławieństwie - normalka, walnięty któryś aku mimo, że w trakcie ładowania wszystko w normie. Na szczęście kilka zdjęć wyszło. I tylko chyba kamerzysta zajarzył, że coś nie tak.
Pogoń za autem Pana Młodego przez pół Gdyni w szczycie komunikacyjnym zakończone kompletnym pogubieniem się kamerzysty, fotografa, rodziców i siostry Młodego. A osiedle Młodej numerację bloków posiada co najmniej dziwną - w innym miejscu bloki parzyste - całkowicie w innym pozostałe. Telefony oczywiście powyłączane ;)
No i debeściak na koniec.
Piątek, dochodzi 16, w domku ładują się aku na sobotnią imprezę, wracam spokojnie spacerkiem z rodzinką z zakupów. Dzwoni telefon - Młody. Gdzie ja jestem. No to mówię, że wracam z zakupów i jak przyjdę do domu to oddzwonię. A on na to, że oni od pół godziny czekają na mnie z błogosławieństwem. Ja na to żeby nie robił sobie ze mnie jaj bo przecież ślub jutro. A on najzupełniej poważnie, że nie, że właśnie dzisiaj! Ślub w Gdańsku o 17! To był pierwszy raz w moim życiu i mam nadzieję że ostatni gdy z Wejherowa do Gdańska jechałem 40 minut. Zdążyłem na kazanie. Najśmieszniejsze, że Pani Młoda nic nie zauważyła, wydawało się jej, że tak miało być :)

robin102
30-06-2009, 21:04
To jeszcze coś dorzucę z ostatnich doświadczeń. W sumie nie pechowo było, ale cholernie ciężko jakbym miał szczęście do pecha ;)
Ja jeden fotografujący na całej imprezie i tu uwaga 5 (pięciu) kamerzystów !. 2 zawodowców + 3 amatorów także z wypasionym sprzętem robiących zamieszanie za 10 osób.
Prawdziwa walka o każdy sensowny kadr. Przeglądam blisko 800 rawów, echhhhh

photolo2
30-06-2009, 23:18
o 3 rano zimą przybranym jaguarem wjechalem ( bo tak mi pokazywal GPS) w srodek lasu jakies 5km ...
gdy droga sie skonczyla na scianie drzew odwrocilem glowe , okazalo sie ze w srodku lasu jest cmentarz... :D poczulem sie troche kiepsko...
5km na wstecznym bo nie szlo zawrocic :D nokia maps do smietnika , odpalony garmin i jakos wyjechalem :D dzieki Bogu ze nigdzie sie tym dżagiem nie zakopalem:)


Daj namiary na ten cmentarz... lubię takie miejsca... cmentarz 5km w głąb lasu... super, wojenny czy po jakiejś osadzie? Pozdrawiam, photolo.

McSimus
01-07-2009, 13:13
Robin, biorąc pod uwagę region to musiał być ślub w rodzinie krezusa albo celnika co na jedno wychodzi ;)
ps: przepraszam za żart celników :)

m_cudny
01-07-2009, 17:46
E, to mi tylko lampka się zbiesiła w czasie ślubu.... zaczęła działać po powrocie do domu, działa do tej pory ( było to 2,5 roku temu) do tej pory nie wiem, co jej odbiło. A z ostatniej soboty - raczej nie ślubnie, ale ciekawie. Byłem na urlopie, ze znajomymi w Piotrkowie poszliśmy na kebeba. Przysiadłem na parapecie od zewnątrz lokalu (w środku gorąco jak w saunie) i po zjedzeniu posliśmy na kawkę, a sprzęt w torbie został na parapecie na ulicy....:???:
po pół godziny zorientowałem się, jaka była moja ulga, gdy zobaczyłem, że jeszcze tam stoi, jak pędem wróciłem po torbę... Normalnie kamień z serca. Nigdy więcej.... :mrgreen:

nikoniara
03-07-2009, 15:25
no niestety złośliwość rzeczy martwych :P na ostatnim nie zorientowałam się a na przysiędze zostało mi 20 zdjęć do końca karty !zaczęłam kasować z przygotowań na szybciaka i biegiem do plecaka po drugiej stronie kościoła , szybka zmiana szkła i biegiem do ołtarza :D stres trochę był , dodatkowo padał deszcz i nici z sypania ryżem i kwiotkami, wyjścia nie mają :)

Tok'Ra
03-07-2009, 16:44
To ja byłem na takim nieco "pechowym" weselu... Ślub, kościół ...ok, jedziemy pod dom weselny. A tu problem z wejściem. Czekamy...
Przyjechali młodzi, i ... zonk. Mamy w niezapowiedzianym stylu do dyspozycji tylko połowę sali weselnej, bo.... pani właścicielka domu wczasowego i organizatorka opłaconego przecież wesela złapała w locie kontrakt "pod Niemca". Ustawiła więc weselne stoły w małej części sali, skromnie bardzo, a balową salę główną zajęli dosyć głośni turyści niemieccy, którzy zasiedlili dom wczasowy. "Interes jest interesem, dopóki nie pojawi się lepszy" - jak mawiają Ferengi;-)

Ale... Bardzo się zdziwiłem, gdy pani gospodyni poprosiła mnie w pewnym momencie do swojego kantorku, zażądała z cyfraka... wyjęcia filmu i naświetlenia kliszy;-) i zakazała robienia dalszych zdjęć z przyczyn wielu, że niby goście niemieccy sobie nie życzą, itd...

Potem się okazało, że załoga tej pani robiła na czarno, i nie w smak jej była dokumentacja, że w tym dniu kogoś zatrudnia na czarno:twisted:.
Skutek uboczny był też taki, że obsada kelnerska zajmowała się w zasadzie tylko Niemcami. Było to wesele... samoobsługowe;-). Panna młoda na początku łykała łzy złości, ale potem była już tylko zabawa.

Ryszard Gałgan
03-07-2009, 20:02
dawno dawno temu (czyli w 1992 r.) za górami za lasami (czyli w Tychach) robię wspaniałe wesele znajomym w sali będącej stołówką dużej firmy - w tle (informacyjnym) szleją pożary w Kuźni Raciborskiej. Około 17oo na salę wpada mocno wystraszony człowiek z koszykiem kluczyków do samochodów i okrzykiem "Panowie kto umie jeździć autem niech ratuje bazę - PALIMY SIĘ" ale o co chodzi? Chodziło o to że przylegający do bazy transportowej las też zaczął się palić - dodam że wyjazd z niej był właśnie obok stołówki czyli sali weselnej, a na dodatek tuż obok była wewnętrzna stacja benzynowa (od nas 100m). To co działo się przez następną godzinę nawet nie próbuje opisać - chłopy w liczbie z 30 plus pani młoda w welonie i sukni, pan młody i kapela w pełnym składzie uruchamiała ciężarówki, cysterny, chłodnie, TIRy a nawet autobus....... który wyjeżdżając już palił się z tyłu, podobnie jak kilka innych aut z plandekami. Ogień przeskoczył wierzchołkami drzew na las za parkingiem gdzie były prywatne domy, oraz zaatakował stację paliw - gasimy agregatami gaśniczymi. Po chwili stojący na dachu i polewający go człowiek upadł - zawał! Do akcji wreszcie włączyli się strażacy, pogotowie, policja. Wracamy na salę uf... popalone białe koszule, podarte garnitury, sala pełna dymu smród spalenizny takiej zabawy jak ta która nastąpiła po zakończeniu akcji ratowniczej nie było już nigdy.
acha, na poprawiny nie chciała nas wpuścić policja bo dzielnie zabezpieczała pogorzelisko :-)
Zawałowiec przeżył - zasłąbł z emocji i temperatury.

rg

sbs2005
06-07-2009, 09:26
kolego Ryszardzie no to mieliscie niezla przeprawe, ale opowiadanie jak z horroru - nie chcialbym nigdy miec takiego weselicha jako PM ;)

grzegorzant
06-07-2009, 20:23
Z mojej strony banalnie: notorycznie zostawiam torbę (nieraz ciężką) w kościołach. Poza tym wszystko ok :)
pozdrawiam

luxius
19-07-2009, 20:50
dawno dawno temu (czyli w 1992 r.) za górami za lasami (czyli w Tychach) robię wspaniałe wesele znajomym w sali będącej stołówką dużej firmy - w tle (informacyjnym) szleją pożary w Kuźni Raciborskiej. Około 17oo na salę wpada mocno wystraszony człowiek z koszykiem kluczyków do samochodów i okrzykiem "Panowie kto umie jeździć autem niech ratuje bazę - PALIMY SIĘ" ale o co chodzi? Chodziło o to że przylegający do bazy transportowej las też zaczął się palić - dodam że wyjazd z niej był właśnie obok stołówki czyli sali weselnej, a na dodatek tuż obok była wewnętrzna stacja benzynowa (od nas 100m). To co działo się przez następną godzinę nawet nie próbuje opisać - chłopy w liczbie z 30 plus pani młoda w welonie i sukni, pan młody i kapela w pełnym składzie uruchamiała ciężarówki, cysterny, chłodnie, TIRy a nawet autobus....... który wyjeżdżając już palił się z tyłu, podobnie jak kilka innych aut z plandekami. Ogień przeskoczył wierzchołkami drzew na las za parkingiem gdzie były prywatne domy, oraz zaatakował stację paliw - gasimy agregatami gaśniczymi. Po chwili stojący na dachu i polewający go człowiek upadł - zawał! Do akcji wreszcie włączyli się strażacy, pogotowie, policja. Wracamy na salę uf... popalone białe koszule, podarte garnitury, sala pełna dymu smród spalenizny takiej zabawy jak ta która nastąpiła po zakończeniu akcji ratowniczej nie było już nigdy.
acha, na poprawiny nie chciała nas wpuścić policja bo dzielnie zabezpieczała pogorzelisko :-)
Zawałowiec przeżył - zasłąbł z emocji i temperatury.

rg


rozumiem, ze Ty to wszystko udokumentowałeś?:)

ekonet
19-07-2009, 20:57
Z mojej strony banalnie: notorycznie zostawiam torbę (nieraz ciężką) w kościołach. Poza tym wszystko ok :)
pozdrawiam
Jest na to prosty sposób - wkładaj kluczyk od auta do torby. :)
Ja tak robię - i jeśli np. mam coś zabrać z domu, a mogę o tym zapomnieć, to kładę na tym kluczyk od auta. Sprawdzone. :)

luxius
19-07-2009, 21:21
no to bylo z 18 lat temu...
wyposazony w minolte7000af i lampe vivitar "zumturystor" przystapiłem do ołtarza..
lampę dokrecało sie do stopki aparatu plastikową śruba dociskającą
niestety ja o tym zapomniałem
przy błogosławienstwie przechyliłem aparat jakos pionowo i sru, lampa wyleciała z sanek
oczywiscie starałem sie, zeby nie upadła, ale nie było to takie proste, gdyz łapiac ją wybiłem ją jeszcze dwa razy w gorę -przed siebie, bo nie mogłem jej złapac z nerwów, przy okazji wykonując skoki jak żaba
druga próba uchwycenia skierowała lampe prosto na księdza, który złapał ja niczym kowboj rewolwer i podał mi bez słowa,
przy całej tej akcji nie przerwal czytania i odprawiania mszy, ani nawet oko mu nie mrugło:)

ja powróciłem do fotografowania

***
na wesele zuzywałem w tamtych latach od 10 do 30 filmów w zaleznosci od budzetu samego wesela
trafiło sie takie własnie wypaśne
miało byc duzo zdjęc, problem był taki , ze na niedziele wieczorem miały byc dostarczone
aparat i tak wtedy b.drogi miałem tylko jeden
celowałem wiec z naswietłaniem tak, zeby przypadkiem film nie skonczył sie np w momencie zakładania obraczek, bo zanim zwine i założe nowy to będzie po wszystkim, wiec jesli zostawało np jeszcze 10 klatek, to go zwijałem i zakładałem nowy,
taki film chowałem do górnej kieszeni w torbie i czasem nawet doświetlałem jeszcze potem reszte klatek, dlatego aparat był ustawiony tak, ze nie zwijał koncowki filmu do kasetki
w dolnej kieszeni torby, miałem 20 nowych rolek juz powyciaganych z pudełek, zeby nie tracic czasu przy zmianie
i co? wyciagnałem nastepna rolke a te z aparatu wrzuciłem prosto do kieszeni z nienaswietlonymi filmami
gdy sie zorientowałem, oblał mnie zimny pot
wczesniejsze filmy miałem w dobrej kieszeni, szukajac tego jednego wszystkie wyjałem i polozyłem na ławce, tym samym mieszając je dokumentnie
ale nic nie mogłem zrobic, nie mogłem poswiecic zdjec z błogosławienstwa i grupowego zdjecia pod domem, które były na tym filmie
musiałem wywołac 20 rolek filmu z czego 80% było czystych, mozecie nie wierzyc, ale te naświetlone rolki wywołały sie ostatnie
zdjecia miały byc szybko, był tylko jeden punkt czynny w niedziele, nie było czasu na poszukiwania
reszte wesela zrobiłem na goldach 400 kupionych na stacji benzynowej za koszmarne pieniadze
tak, że budżet mi nie wyszedł tak, jak chciałem:)

***
na slubie tez w minolcie (8000i) zepsoł mi sie tez transport filmu, awaria sprzegła ciernego objawiałe sie tym, ze aparat bez uprzedzenia zwijał film np po 15 albo 20 klatce, to było tez wesele na którym duzo fimów w ten sposob zuzyłem:)


ech prehistoria:)

12zero4
20-07-2009, 10:38
Fociłem jakiś czas temu ślub pana młodego lat ok sześćdziesiąt parę na oko i pani :) młodej lat około czterdzieści. Oczywiście nie był to pierwszy ślub w życiu obojga. Każde z nich miało dzieci, pan Mlody to już nawet i wnuki miał. Państwo ok chcieli zdjęcia ale koniecznie chcieli też kamerzystę i film. Pani Młoda będąc bardzo energiczną i konkretną osobą stwierdziła, że ja napewno też umiem nagrywać filmy jeśli umiem fotografować i jak chcę to nawet mi pożyczą kamerę. No w każdym razie postawiła mnie przed faktem dokonanym, a szukać nie chcieli nikogo, bo czasu już nie było. No ok, nasz klient nasz pan....albo pani:). Wówczas nie współpracowałem jeszcze z żadnym kamerzystą więc niewiele myśląc odkopałem swoją amatorską kamerę sony, poprosiłem kumpla, żeby nagrywał wszystko i poszliśmy tak na ślub. Pomyślałem tylko żeby byle nagrał a ja potem jakoś to poskładam na kompie. No i jak zobaczyłem nagrany materiał to się załamałem. Kumpel trzymał kamerę często jedną ręką więc obraz trząsł się jak galareta, a do tego za krótko zatrzymywał się nad jedną sceną.
Mało tego. Na weselu bardzo fajnie bawiła się córka pana młodego, kobieta niewiele młodsza od pani młodej. Wszędzie jej było pełno, bardzo widowiskowo tańczyła więc siłą rzeczy kolega często ją nagrywał.
No i kurna po weselu pani młoda podchodzi do mnie i prosi, żeby tej tam co tyle tańczyła jak najmniej było na filmie i na zdjęciach tłumacząc się przy tym co i jak i dlaczego i że tamta to taka siaka i owaka. Ze zdjęciami nie ma problemu, ale film-masakra. Wyszło na to, że jakbym chciał wyciąć sceny "bez stabilizacji obrazu" i córkę młodego to całkiem niewiele z tego zostanie.
Podsumuję to tak-Młodzi zdjęcia i film dostali i po obejrzeniu w domu mówili że są zadowoleni. Ufff. Ja z filmu nie byłem zadowolony.
Człowiek jak zwykle uczy się na błędach. Od tego czasu współpracuję z jednym bardzo dobrym filmowcem i zawsze kieruję pary które pytają o filmowanie do niego.
Ale to jeszcze nie koniec humoru z tego ślubu. Pani młoda nie zabrała dowodu osobistego do USC. Więc jechali czym prędzej ale na swoją godzinę nie zdążyli więc zamieszali lekko w godzinach innych ślubów.
No i jeszcze jedna ciekawostka dotycząca kamerzysty na ślubie. Ślub fociłem 2 tygodnie temu. Przyjeżdżam do młodych na błogosławieństwo do domu, robię swoje, a tu zamieszanie jakieś, wpada nagle kamerzysta z młodym którego spotkał na dole i z gotowym scenariuszem imprezy i rozstawia wszystkich. już czekałem tylko kiedy i mi gdzieś każe stanąć i się nie ruszać :). Pierwszy raz takiego gościa spotkałem w pracy. Młodzi i cała rodzina też chyba byli zaskoczeni, bo robili co każe. Wyglądało to mniej więcej tak cytuję:
"Uwaga, akcja-pan młody wchodzi do pokoju........ a teraz podchodzi do Młodej...........Proszę dac młodej kwiaty..........Proszę młodą pocałować itd"
Dla wyjaśnienia dodam, że nie skończyło się na błogosławieństwie, bo gość Młodych ćwiczył też tak i przed kościołem, i w kościele i po. Najlepszy był numer, jak podszedł do nich w momencie kiedy już było po ślubie i mieli iść do wyjścia, żeby młoda jeszcze raz powtórzyła przysięgę bo mu się dźwięk źle nagrał. Młodzi go olali no bo jak, goście stoją i czekają a oni będą coś dogrywać :). No ale gość nie odpuścił, bo tydzień po ślubie pojechał z młodymi do kościoła żeby to dograć.
Jak już się dorwałem do klawiatury to jeszcze taka mała ciekawostka z jednego ze ślubów. Zdarzyło mi się raz fotografować ślub Młodych i zaraz po ślubie ta sama para miała drugą uroczystość. Chrzciny swojego dziecka.
I coś z ostatnich dni i nowość - młodzi jako swój pierwszy taniec odstawili układ a la You Can Dance oczywiście na miarę możliwości sukni ślubnej Młodej.
A podsumowując już moje przydługie wywody to ja na szczęście wpadek fotograficznych na żadnym ślubie jeszcze nie miałem i bardzo staram się ich wystrzegać, ale boję się że są przede mną.

arturjb
21-07-2009, 22:49
no to bylo z 18 lat temu...
[...]
na wesele zuzywałem w tamtych latach od 10 do 30 filmów


Zrobiłem kilka wesel na filmie, ale nigdy nie naświetliłem więcej jak 5 rolek. Kiedyś miałem take 'zlecenie' by na jednej rolce zrobić przgotowania, błogosławieństwo i ślub. bez wesela i pleneru. I wiecie co? udało mi się. Nie było jednak mowy na jakąkolwiek kreatywność. Wszystkie klatki były policzone i zaplanowane

bartzakrzewski
25-08-2009, 01:22
wiele tu tragedii koledzy opowiadają,
historia raczej dla twardszych ale prawdziwa - nie wiem czy ktoś słyszał o przypadku (na szczęście mnie tam nie było) gdzie na weselu był wiatrak i nie wiem czy podrzucanie czy od tak ale panią młodą wkręciło i skręciła kark, na to jej ociec dostał zawału, a pan młody nie wytrzymał i poszedł się powiesić,
nie wiem czy historia była gdzieś w tv, gazetach, ale w moich okolicach bardzo głośno o tym było

wracając do naszych wpadek,
wesele z ostatniego weekendu jak nigdy nie włożyłem baterii do gripa i całość na 1 baterii, dopiero zauważyłem jak było jakieś 45% i godz 19-20ta :], ale bynajmniej po tem każda klatka była baaardzo przemyślana;
często w kościele z racji szukania kadrów potykam się (na szczęście narazie bez upadku) o jakieś schódki które nie wiadomo skąd mi wyrastają :)
w lipcu na weselu koleżanki gdzie robiłem zdjęcia w ramach prezentu (nigdy więcej bo prawie wcale się nie wybawiłem) po 2 godz zabawy mieliśmy przeboje z prądem, wyglądało jakby korki wysiadały i każdy pretensje do grajków że za mocny sprzęt mają (jako że impreza na sali gimnastycznej na wiosce kontakt z właścicielem utrudniony), po godzinnej zabawie włącz wyłącz okazało się że nasz rejon energetyki testuje coś właśnie w sobotę i tylko na tej wiosce, a o godz 23ciej gitarzysta z orkiestry dostał atak epilepsji na oczach pani młodej podczas fajkowej przerwy, niestety karetka musiała go zabrać, ale orkiestra starała się jak mogła, ale niesmak na twarzach gości można było zauważyć

ADAS
25-08-2009, 02:19
Mi znajomy mucharz opowiadał, że jakiś miesiąc temu gotował wesele na 350 osób.
W sobotę jeden brat był młodym, drugi świadkiem w niedzielę miała być podmianka i kolejne wesele na 350 osób. W poniedziałek juz razem poprawiny na 200.
Niestety, jak to mi kucharz opowiadał - przyszedł w niedzielę do pracy a tam syf i wszystkie klenerki siedzą. Więc on zagania do roboty, a one spokojnie siadaj wesela nie będzie.
I faktycznie wesele się posypało bo starszy (ten co mial w niedzielę być młodym) bzyknął starszą, która nie miała być jego żoną i jak to w życiu bywa przyszła żona go nakryła. Jak mówiły kelnerki weselę się posypało.

A ja z wpadek to tylko taka:
Umówiłem sie z młodymi, jadę za pierwszym autokarem, który miał zabrać gości na salę, więc jadę. Ale on jakoś tak dziwnie jechał, myślę zna inna drogę. A tu zonk skręca i staje pod domem lece pytam a on, że gości malo i pojechali tylko w drugim. No wtedy to wycisnąłem z vektry 7 poty i na szczeście jkieś miejscowe burki zrobiły bramę, targując się dłuuuuuuugo o 4 flaszki.
A tak na koniec to nie klejcie gum (w nikonach) przed imprezami. Szczęście że zapas był.

12zero4
25-08-2009, 15:57
A tak na koniec to nie klejcie gum (w nikonach) przed imprezami. Szczęście że zapas był.

Dlaczego????

elanek
26-08-2009, 10:13
Zdarzyło mi się raz fotografować ślub Młodych i zaraz po ślubie ta sama para miała drugą uroczystość. Chrzciny swojego dziecka.

2 tygodnie temu tak miałem. Para z Londynu - Polacy, nie mieli czasu wcześniej i zrobili dwie imprezy. Chrzest zaraz po przysiędze. Megasympatycznie.



historia raczej dla twardszych ale prawdziwa - nie wiem czy ktoś słyszał o przypadku (na szczęście mnie tam nie było) gdzie na weselu był wiatrak i nie wiem czy podrzucanie czy od tak ale panią młodą wkręciło i skręciła kark, na to jej ociec dostał zawału, a pan młody nie wytrzymał i poszedł się powiesić,
nie wiem czy historia była gdzieś w tv, gazetach, ale w moich okolicach bardzo głośno o tym było


Było było. Ja już parę razy ludzi powstrzymywałem przed mocnym podrzucaniem - jakiś wiatrak, podejrzany żyrandol, z którego wystają jakieś kable, niski sufit...



a o godz 23ciej gitarzysta z orkiestry dostał atak epilepsji na oczach pani młodej podczas fajkowej przerwy, niestety karetka musiała go zabrać, ale orkiestra starała się jak mogła, ale niesmak na twarzach gości można było zauważyć

W zaznajomionej rodzinnej kapeli ojciec (śpiewak) zszedł na zawał na początku wesela. Nieciekawie.



I faktycznie wesele się posypało bo starszy (ten co mial w niedzielę być młodym) bzyknął starszą, która nie miała być jego żoną i jak to w życiu bywa przyszła żona go nakryła.

A to pech... Wprawdzie wszystko w rodzinie, a przyszła panna młoda okazała się wybitnie nietolerancyjna :)

hackermuz
27-08-2009, 21:00
Na szczęście w tym sezonie jedna wpadka, młodzi wychodzą z kościoła wszystko fajnie, jestem przed kościołem płatki róży lecą, myślę sobie będzie na A4 potem w samochodzie patrze a w tym momencie miałem iso 1600 2.8 1/60 ostre słońce efekt wiadomy...myślałem, że się potne...od tej pory przed wyjściem z kościoła 2 razy sprawdzam ustawienia ;)
z nie moich ślubów no to raz wokalistka kapeli o 23 poległa pod stołem ;)

wuqa
27-08-2009, 21:37
A co powiecie o MEGA-DURNYCH zabawach weselnych? Ja ostatnio widziałem, coś takiego. Kilku "odważnych" panów, kij od szczotki, i Ci panowie po kolei kręcą się nad tym kijkiem... przez ok 10 sekund, a później pędem mają biec na drugi koniec sali złożyć życzenia parze młodej. Oczywiście większość pada po paru krokach, ale jeden taki twardy biegnie co sił prosto do pary młodej - przynajmniej tak mu się wydawało, że biegnie prosto - tymczasem zasuwał na ukos, z całym impetem na betonowy słup w rogu sali. Cudem łba nie rozbił, bo jakiś przytomniejszy duży gość w ostatniej sekundzie, przed samym słupem, zamortyzował go na klacie. Po prostu mu życie uratował. Wydaje mi się, że czasem orkiestry organizują te zabawy bez wyobraźni, a o nieszczęście łatwo - chociażby ta panna z wiatrakiem...

conik
27-08-2009, 21:45
No to i ja napisze pare slow....generalnie slub odbyl sie w czerwcu...zdjecia oddane...klienci zadowoleni. Dzis odbieram telefon....czy moge zrobic album, fotoksiazke. Mowie oczywiscie ok, bedzie kosztowala tyle a tyle za sztuke. Jak to? to jeszcze mamy placic za album? Przeciez mowiles ze album w cenie zdjec, i tu nastepuje wciskanie ze jestem garbaty na przemian przez goscia i jego zone z przekazywaniem sobie sluchawki. W zyciu nie mowilem ze zafunduje komukolwiek zestaw drukowanych albumow a jedynie moge je zlozyc (bo to akurat pryszcz) i przekazac do drukarni w celu wydrukowania. Zenada skonczylo sie na pyskowce ze strony bylych znajomych, nie bede cytowal bo hadko bylo sluchac. Albumy zrobie i wydrukuje ale reki wiecej nie podam, mowi sie trudno...nie moj poziom, nie bede sobie psul opinii. Moral taki ze nic na gebe a tym bardziej ludziom ktorych uwaza sie za znajomych:(

Radek Radziszewski
27-08-2009, 23:29
A mi na jakiejś wsi której nie ma na mapie skończyło się o 2 w nocy paliwo...

dareknik
28-08-2009, 08:21
Dużo osób (prawie wszyscy chcą być fotografami ślubnymi) zazdrości fotografom ślubnym kasy za wesela, że niby dużo zarabiają. A to robota trudna, ciężka i jeszcze na paliwo nie wystarczy.

soko
30-08-2009, 19:29
no to ja ponad 2 lata temu w czerwcu, D50, jakis czas predzej kupiona SB 600, oryginalny aku i kupiony zaraz po kupnie aparatu na necie zamiennik aku do body. 2 karty po 2 giba ... sasiedzi z podwórka proszą mnie o zdjęcia na ślubie no to ok.

Ciemny kościół, ale zdjęcia wychodzą całkiem całkiem, pstrykam pstrykam, po kościele, ja zadowolony że jakoś dałem sobie rade, wychodzimy przed kościół, goście składają życzenia, a mi nagle aku pada (zaczynałem pracę na zamienniku) w trakcie zapisu zdjęć na karcie. Włączam odtwarzanie zdjęć - a tu folder nie zawiera żadnych zdjęć. Zmieniłem aku na oryginał, ale na karcie nic. Jeszcze ją głupi sformatowałem odruchowo. Na szczęście wpadłem na to żeby na niej nic więcej nie zapisywać zmieniłem kartę i pstrykam dalej. Na weselu powiedziałem bratu pana mlodego co się stało, on na to że trudno się mówi. Wesele zrobiłem i było ok, ale z wizją braku zdjęć z kościoła.
Wróciłem do domu ok 4 rano, załamany szukając wszystkich możliwych programów do odzyskiwania danych. Pierwszy odzyskał zdjęcia tak, że od pasa w góre był mój wyjazd do Sopotu, a od pasa w dół wesele bądź odwrotnie... zasnąłem załamany.

Obudziłem się około 8 i dalej jazda z odzyskiwaniem.... trzeci program odzyskał wszystkie zdjęcia...

dareknik dobrze pisze - kasa za wesela wabi, tym bardziej jeśli ktoś już ma wyrobioną markę... jednak odpowiedzialność kolosalna.