Jacenty Z.
10-06-2009, 11:41
Wprawdzie nie zamierzam konkurować ze Sławkiem-hesją, jeśli chodzi o tworzenie poradnika fotografii lotniczej. Wszak jednak mamy uczyć się na swoich i cudzych błędach... Zaś również osoby nowe w tym hobby czytając to może się dowartościują: mam za sobą 3 lata w fotografii cyfrowej - a jednak czasem popełniam byki takie, że tylko siąść i się wstydzić ;-) Zamieszczam więc to jako przestrogę - może komuś się przyda i pozwoli uniknąć powtarzania moich błędów.
Siedem grzechów głównych, które popełniłem w czasie ostatnich pokazów:
1. Zły (wkurzony) fotograf = złe (kiepskie) zdjęcia.
Pokazy lotnicze zaczynają się już podczas przygotowań dzień wcześniej. Ja tymczasem w piątek zbyt późno położyłem się spać, w sobotę za późno wstałem, spałem jak na mnie za długo, więc do Góraszki przybyłem rozbity i z bólem głowy.
Do tego doszedł zły dobór pierwszego miejsca do fotografowania. Chciałem uniknąć tłoku i zgiełku na terenie Pikniku. Lecz rzeka ludzi i samochodów przelewająca się nieustannie i trąbiąca tuż za moimi plecami, a to marudzące dzieci, a to ktoś peta odpali tuż obok, a to babska wymiana plotek tuż za moimi uszami - na pewno nie pomagały. No i powiedzcie sami - czy w takich warunkach można się skoncentrować? ;-)
2. Rezygnowanie z dobrych planów nie popłaca.
Mój plan był taki, że do zdjęć w ruchu zasadniczo miałem używać sprawdzonego 70-300, z nie najszybszym, ale działającym AF, zaś ogniskową 400-500 mm w manualu tępić swoje frustracje, tam gdzie trzysetka była za krótka. Niestety, na początek ustawiłem się tak, że 300-400 mm to było absolutnie minimum. I już tylko to szkło, niestety, nosiłem podpięte do końca pokazów.
Efekt: Nawet przy odrobinie wprawy z manualnym ostrzeniem przez nie za dokładne ustawianie ostrości (backfocus w ręcznym wykonaniu) zepsułem około 40% ze zdjęć w ogóle, z tego blisko 80% zdjęć w powietrzu :-(
3. To nie jest dobry czas na na jeden wielki eksperyment.
W pewnym momencie zauważyłem, że moje ustawienia w trybie A (priorytet przysłony) nie działają, bo raz mam za długie czasy naświetlania, raz za krótkie, za ciemno, za chwilę za jasno. Nie rozwiązał problemu tryb M (manualny). Pomyślałem więc, że problem rozwiąże ustawienie aparatu w trybie S (priorytet czasu).
Zrobiłem to pierwszy raz na taką skalę, prawie bez wcześniejszego testowania tej opcji. I to był błąd... (patrz pkt 4).
4. Nie przeceniaj (ani nie lekceważ) dostępnej ilości światła.
Ustawiłem więc ISO400, czas naświetlania na 1/640...1/1000 s, korektę -2/3 EV (pod kątem ciemnego lasu w tle, przekłamującego pomiar) i tryb S, który miał mi dobierać do czasu odpowiednie wartości przysłony...
Dobierał... przysłony od f/16 (maksymalnie optymistyczny wariant) do f/32 (totalna porażka) - w efekcie czego dowiedziałem się, ile mam mikropyłków na mojej matrycy, ile pyłków na przedniej soczewce, a także pewnie jak wyglądają na zdjęciu te parszywe pyłki topoli, których w niektórych miejscach wszędzie pełno było w powietrzu. Tymczasem wystarczyłoby ISO200, może nawet ISO100 czasem...
5. Gapiostwo może dotknąć każdego.
Co było powodem moich problemów z pomiarem światła? Gdy kierowałem obiektyw niżej, na teren trawnika lub las, oczywiście widziałem inny pomiar światła niż kierując go w niebo. Ale to jeszcze nie wszystko...
Na początku zwracałem ogromną uwagę co do kierunku padania światła i ustawiałem się tak, żeby mieć je z tyłu w tylno-bocznej ćwiartce. Ale później "przysnąłem" - żeby dopiero po godzinie psioczenia ocknąć się, że przecież fotografuję już praktycznie pod słońce!
Gdy się przemieściłem, od razu zrobiłem zdjęcie z dobrym pomiarem światła i kontrastem, najlepsze z wielu zdjęć pewnego samolotu... na tle z przeuroczym rządkiem toalet typu toi-toi! :-(
6. Dobra pogoda = zła pogoda do fotografii?
Wiele osób twierdzi, że zbyt dobra słoneczna pogoda nie nadaje się do pracy z aparatem - chyba się do nich zaliczam.
Po pierwsze ogromne kontrasty - pomiędzy nieszczęśliwie zbyt białymi samolotami a gęstym zielonym lasem, na tle którego miały być fotografowane.
Po drugie duża liczba odblasków i przepaleń jasnych obszarów - zaś średnica mojej przedniej soczewki (86 mm) i braki finansowe nie pozwalały mi na zastosowanie polarka.
W końcu też płaska i wolna od drzew płyta lotniska - czy to beton, czy trawa - w taką pogodę powoduje ogromne nagrzewanie się i falowanie powietrza, co już przy 300 mm daje "efekt pustynny" i stawia pod znakiem zapytania optyczną sprawność każdego obiektywu...
Więc może nie byłby to głupi pomysł: specjalnie dla garstki zapaleńców próby przed pokazami o godzinie 5:30 nad ranem? :-) Chyba zaczynam już tęsknić za zimą...
7. Nieprzygotowanie i brak informacji szkodzi.
Miałem sobie kupić duży kapelusz - by nie używać ohydnych olejków z filtrem UV i znowu nie wrócić ze do domu z indiańskim karkiem i twarzą. Wziąć coś mocno przeciwdeszczowego (aby nie zmoczyć sprzętu, co tam ja...) Żadne z tych niedopatrzeń szczęśliwie nie zemściło się na mnie.
Za to brak znajomości planu pokazów [choć w Góraszce i tak często czasu nie liczą ;-)] sprawił, że przylot MiG-a omal nie zastał mnie "pod krzaczkiem" ;-) Kiedyś zdarzyło mi się przestać cenne 2 minuty pokazu Su-27 wewnątrz błękitnej toj-tojki. Naprawdę niepowtarzalne i hardcore'owe przeżycie, z całego serca polecam :-D
Swój mini-wykład swój pragnę zakończyć informacją zasłyszaną przypadkiem od jednego z uczestników Pikniku, iż "słynnymi polskim lotnikami byli Żwirek i Wigura". O kurczę, a ja zawsze sądziłem, że Żwirek i Muchomorek... :-D
Załączam lotnicze pozdrowienia i życzę Wam wszystkim jak najmniej zdjęć takich jak to poniżej!
[500 mm (ekwiw. 750 mm FF), ISO400, 1/640 s, f/32]
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2009/06/3612796199_32b6e34265_o-1.jpg
źródło (http://farm3.static.flickr.com/2123/3612796199_32b6e34265_o.jpg)
Siedem grzechów głównych, które popełniłem w czasie ostatnich pokazów:
1. Zły (wkurzony) fotograf = złe (kiepskie) zdjęcia.
Pokazy lotnicze zaczynają się już podczas przygotowań dzień wcześniej. Ja tymczasem w piątek zbyt późno położyłem się spać, w sobotę za późno wstałem, spałem jak na mnie za długo, więc do Góraszki przybyłem rozbity i z bólem głowy.
Do tego doszedł zły dobór pierwszego miejsca do fotografowania. Chciałem uniknąć tłoku i zgiełku na terenie Pikniku. Lecz rzeka ludzi i samochodów przelewająca się nieustannie i trąbiąca tuż za moimi plecami, a to marudzące dzieci, a to ktoś peta odpali tuż obok, a to babska wymiana plotek tuż za moimi uszami - na pewno nie pomagały. No i powiedzcie sami - czy w takich warunkach można się skoncentrować? ;-)
2. Rezygnowanie z dobrych planów nie popłaca.
Mój plan był taki, że do zdjęć w ruchu zasadniczo miałem używać sprawdzonego 70-300, z nie najszybszym, ale działającym AF, zaś ogniskową 400-500 mm w manualu tępić swoje frustracje, tam gdzie trzysetka była za krótka. Niestety, na początek ustawiłem się tak, że 300-400 mm to było absolutnie minimum. I już tylko to szkło, niestety, nosiłem podpięte do końca pokazów.
Efekt: Nawet przy odrobinie wprawy z manualnym ostrzeniem przez nie za dokładne ustawianie ostrości (backfocus w ręcznym wykonaniu) zepsułem około 40% ze zdjęć w ogóle, z tego blisko 80% zdjęć w powietrzu :-(
3. To nie jest dobry czas na na jeden wielki eksperyment.
W pewnym momencie zauważyłem, że moje ustawienia w trybie A (priorytet przysłony) nie działają, bo raz mam za długie czasy naświetlania, raz za krótkie, za ciemno, za chwilę za jasno. Nie rozwiązał problemu tryb M (manualny). Pomyślałem więc, że problem rozwiąże ustawienie aparatu w trybie S (priorytet czasu).
Zrobiłem to pierwszy raz na taką skalę, prawie bez wcześniejszego testowania tej opcji. I to był błąd... (patrz pkt 4).
4. Nie przeceniaj (ani nie lekceważ) dostępnej ilości światła.
Ustawiłem więc ISO400, czas naświetlania na 1/640...1/1000 s, korektę -2/3 EV (pod kątem ciemnego lasu w tle, przekłamującego pomiar) i tryb S, który miał mi dobierać do czasu odpowiednie wartości przysłony...
Dobierał... przysłony od f/16 (maksymalnie optymistyczny wariant) do f/32 (totalna porażka) - w efekcie czego dowiedziałem się, ile mam mikropyłków na mojej matrycy, ile pyłków na przedniej soczewce, a także pewnie jak wyglądają na zdjęciu te parszywe pyłki topoli, których w niektórych miejscach wszędzie pełno było w powietrzu. Tymczasem wystarczyłoby ISO200, może nawet ISO100 czasem...
5. Gapiostwo może dotknąć każdego.
Co było powodem moich problemów z pomiarem światła? Gdy kierowałem obiektyw niżej, na teren trawnika lub las, oczywiście widziałem inny pomiar światła niż kierując go w niebo. Ale to jeszcze nie wszystko...
Na początku zwracałem ogromną uwagę co do kierunku padania światła i ustawiałem się tak, żeby mieć je z tyłu w tylno-bocznej ćwiartce. Ale później "przysnąłem" - żeby dopiero po godzinie psioczenia ocknąć się, że przecież fotografuję już praktycznie pod słońce!
Gdy się przemieściłem, od razu zrobiłem zdjęcie z dobrym pomiarem światła i kontrastem, najlepsze z wielu zdjęć pewnego samolotu... na tle z przeuroczym rządkiem toalet typu toi-toi! :-(
6. Dobra pogoda = zła pogoda do fotografii?
Wiele osób twierdzi, że zbyt dobra słoneczna pogoda nie nadaje się do pracy z aparatem - chyba się do nich zaliczam.
Po pierwsze ogromne kontrasty - pomiędzy nieszczęśliwie zbyt białymi samolotami a gęstym zielonym lasem, na tle którego miały być fotografowane.
Po drugie duża liczba odblasków i przepaleń jasnych obszarów - zaś średnica mojej przedniej soczewki (86 mm) i braki finansowe nie pozwalały mi na zastosowanie polarka.
W końcu też płaska i wolna od drzew płyta lotniska - czy to beton, czy trawa - w taką pogodę powoduje ogromne nagrzewanie się i falowanie powietrza, co już przy 300 mm daje "efekt pustynny" i stawia pod znakiem zapytania optyczną sprawność każdego obiektywu...
Więc może nie byłby to głupi pomysł: specjalnie dla garstki zapaleńców próby przed pokazami o godzinie 5:30 nad ranem? :-) Chyba zaczynam już tęsknić za zimą...
7. Nieprzygotowanie i brak informacji szkodzi.
Miałem sobie kupić duży kapelusz - by nie używać ohydnych olejków z filtrem UV i znowu nie wrócić ze do domu z indiańskim karkiem i twarzą. Wziąć coś mocno przeciwdeszczowego (aby nie zmoczyć sprzętu, co tam ja...) Żadne z tych niedopatrzeń szczęśliwie nie zemściło się na mnie.
Za to brak znajomości planu pokazów [choć w Góraszce i tak często czasu nie liczą ;-)] sprawił, że przylot MiG-a omal nie zastał mnie "pod krzaczkiem" ;-) Kiedyś zdarzyło mi się przestać cenne 2 minuty pokazu Su-27 wewnątrz błękitnej toj-tojki. Naprawdę niepowtarzalne i hardcore'owe przeżycie, z całego serca polecam :-D
Swój mini-wykład swój pragnę zakończyć informacją zasłyszaną przypadkiem od jednego z uczestników Pikniku, iż "słynnymi polskim lotnikami byli Żwirek i Wigura". O kurczę, a ja zawsze sądziłem, że Żwirek i Muchomorek... :-D
Załączam lotnicze pozdrowienia i życzę Wam wszystkim jak najmniej zdjęć takich jak to poniżej!
[500 mm (ekwiw. 750 mm FF), ISO400, 1/640 s, f/32]
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2009/06/3612796199_32b6e34265_o-1.jpg
źródło (http://farm3.static.flickr.com/2123/3612796199_32b6e34265_o.jpg)