Zobacz pełną wersję : [ Przyroda ] Pamiatka ze spaceru
Piotrek_K
29-05-2009, 23:20
Jakis czas temu, podczas spaceru w lesie znalazlem dwa przywiazane do drzewa psy. Byly wycieńczone, a w dodatku jeden z nich mial zmiazdzona lape. Chyba nie musze mowic, ze nie zostawilem ich tam...
1 Gdy je znalazlem, nie wygladaly tak dobrze..
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img34.imageshack.us/my.php?image=dsc0488l.jpg)
[/URL]
2. pies jest u mnie trzeci miesiac, a nadal mi nie ufa i latwiej podejsc do sarny w lesie, niz do niej. Ciekawe, o czym mysli...
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://g.imageshack.us/img34/dsc0488l.jpg/1/)
3. Mimo usilnych staran i walizki pieniedzy nie udalo sie uratowac lapy. Znajda otrzymal nowe imie: "kadlub". Ten psiak dla odmiany jest mega pieszczochem i garnie sie do ludzi. Nie da sie chodzic po ogrodzie, bo od razu przybiega i skacze na czlowieka proszac o glaskanie.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://g.imageshack.us/img39/dsc0483l.jpg/1/)
4. Ale w oczach pozostal mu smutek..
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
[url=http://img29.imageshack.us/img29/7391/dsc0597x.jpg]źródło (http://g.imageshack.us/img16/dsc0562zgb.jpg/1/)
Nie wiem, jak u was beda wygladaly zdjecia, bo mam sytuacje awaryjna i podpiety stary wypalony monitor w rozmiarze 14 cali:-)
Masz u mnie WIELKI SZACUNEK, za to, jak postąpiłeś!!! Że też świat nosi takiego sk......... ktory tak potraktował te psiaki!!! Sam swymi ręcami bym go przywiązał do takiego drzewa, i niech bydle (sorki -bydleta moga sie poczuć urażone) zdycha!!!
Zdjecia u mnie wyglądają OK, na 2 w tych oczach widac smutek i cała przeszłosc psiaczka. Aż mnie sie w oku łza zakręciła.
downunder
29-05-2009, 23:55
Zdjęcia raczej pamiątkowe, ale prawdziwy szacunek za postawę. ;)
Współczesne, megawypasione materialnie PSEUDO-HOMO-SAPIENS to niestety bestie bez sumienia. :(
Piotrek_K
30-05-2009, 00:33
Chyba większość ludzi na moim miejscu nie przeszłaby obojętnie obok dwóch przywiązanych na drucie i wycieńczonych psiaków. Bardzo długo w pamięci miałbym ten obrazek, gdybym je tam zostawił. Fakt, pieniądze odłożone na sb900 i 50/1.8 poszły na leczenie i operacje, ale mówi się "trudno" i żyje dalej... Kasa rzecz nabyta:), a psiaki miałyby straszna śmierć... Dzwoniłem po schroniskach i zawsze słyszałem, ze nie ma miejsc, żebym wezwał weterynarza, to uśpi i takie tam mało ciekawe rady. Zrobiłem inaczej i mam 2 psy, z czego jednego tak oddanego, ze brak slow. Przepraszam za OT.
Zwierze to nie zabawka, która można wyrzucić w kąt. Niestety wiele osób o tym zapomina... Zobaczycie, co się będzie działo, jak zaczną się wyjazdy wakacyjne...
Piotrek Charchuła
30-05-2009, 01:02
Za kolegami, cieszę się że są jeszcze ludzie którym los zwierząt nie jest obojętny. Naprawdę WIELKI szacunek dla Ciebie.
Świetne, a czwóreczka to już w ogóle świetna. Też kocham psy (mój Dyzio jest ze schroniska) i uważam, że zrobiłeś świetną rzecz!
A ludzie to najgorsze ze stworzeń :(
pieniądze odłożone na sb900 i 50/1.8 poszły na leczenie i operacje, ale mówi się "trudno" i żyje dalej... Kasa rzecz nabyta:)
Wierz mi, zwróci Ci się to stokrotnie. Niekoniecznie w pieniądzach.
Pies też człowiek.
Wielki szacunek. I uznanie. A zdjęcia fajne ;-)
Za Ekonet, zwróci Ci się to stokrotnie. Może nie w pieniądzach, ale w zdrowiu i szczęściu w życiu. Wielki szacunek dla wielkiego czołowieka.
Zdjęcia plust tekst dają wspaniały klimat. Gratki
borregaard
30-05-2009, 06:12
No nie wiem co napisać...Przybiłbym piątkę i spojrzał w ślepia...Wielkie gratki.
Wielki Szacun, mnie się wróciło ( finansowo też ) choć tyle co ty nie poświęciłem, no i mam najwierniejszego kota na świecie. Mam nadzieje, a właściwie to jestem pewien że tobie też te zwierzaki przyniosą szczęście w życiu i w interesach, o których może nawet jeszcze nie wiesz.
Najgorsze w tym wszystkim jest to że to bydle pójdzie teraz na pielgrzymkę, ksiądz go rozgrzeszy, a on będzie czuł się oczyszczony ( najczęściej tak to działa ).
Pozdrawiam Zbyszek
jurek1906
30-05-2009, 09:11
No nie wiem co napisać...Przybiłbym piątkę i spojrzał w ślepia...Wielkie gratki.
Potwierdzam :).Wszystko co zrobiłeś dla tych psów zasługuje na szacunek :),
Piotrek_K
30-05-2009, 10:51
Dzieki za komentarze.Wiem,ze kazdy z Was zrobilby tak samo jak ja.Psiaki maja zapewniona opieke i czekam tylko jak ta mala suczka w koncu zaufa mi I bez problemow pozwoli do siebie podejsc...ZOBACZYC RADOSC W ICH OCZACH I PRZECZYTAC TAKIE KOMENTARZE-BEZCENNE:)
Dzieki za komentarze.Wiem,ze kazdy z Was zrobilby tak samo jak ja.Psiaki maja zapewniona opieke i czekam tylko jak ta mala suczka w koncu zaufa mi I bez problemow pozwoli do siebie podejsc...ZOBACZYC RADOSC W ICH OCZACH I PRZECZYTAC TAKIE KOMENTARZE-BEZCENNE:)
Kot mi znormalniał dopiero po trzech latach, a tłukła go kobieta bo mnie się nie bał tylko moją Panią omijał z daleka.
adams_no1
19-11-2009, 15:49
Ja jestem raczej kociarzem, ale wszystkie zwierzęta lubie i wielki szacunek za Twoje zachowanie!
pzdr
adams
respekt! wspaniałe zachowanie!
----------------
off:
dziś np, będąc na kontroli z jednym z moich psiaków, usłyszałem 2 historie :
1.kot przywiązany, za ogon-drutem, do płota (w zasadzie powieszony na nim) - martwica ogona- do cięcia, kot obecnie próbuje sam pozbyć się tego "kawałka' którego już nie czuje
2.również kot - dzieciaki bawiły się w podpalanie wąsów, i spaliło się chyba więcej,nie widziałem, był w klatce, pod kroplówką
/takich przypadków jest masa/ (ostatnio smalec z psów, kto oglądał Teleexpress) itd. itp..
Dyplomata
19-11-2009, 22:07
Kilka dni temu wracaliśmy z bratem z przejażdżki rowerowej z okolic mojego miasta. Gdy wychodziliśmy już ze ścieżki prowadzącej od zbiornika wodnego do głównej drogi, jakoś tak zerknąłem do rowu i zobaczyłem kota. Odwróciłem głowę myśląc, że to pewnie jakieś zwłoki lub cos mi się przywidziało. Ale znowu rzuciłem okiem i zobaczyłem, że ten kociak żyje. Zatrzymaliśmy się i mówię do brata, że w rowie jest kot i raczej nie wygląda na takiego, który w tym rowie chciałby być.
Kot miał w oczach pewną bezradność, wydawał nieme miałki, w pewnym momencie podparł się na przednich łapach przemieścił się o kilkanaście cm co pozwoliło stwierdzić, że kot nie ma władzy w tylnych kończynach, które ciągnął za sobą. Nie było żadnych ran. Droga dość ruchliwa, kierowcy mocno przeginają na niej z prędkością czy też z wyprzedzaniem na trzeciego.
W tym momencie pojawiło się u nas uczucie, które po prostu nie pozwoliło od tak odejść. Obdzwoniliśmy znajomych z prośbo o namierzenie jakiegoś weterynarza w moim mieście, poszliśmy jednocześnie do pobliskiego domu zapytać się o jakiegoś weterynarza w pobliżu, oczywiście spotkaliśmy się z dużym zaskoczeniem u ludzi którzy nam otwarli drzwi. Starsza kobieta stwierdziła, że nawet jak jakiś przyjedzie to nie za darmo. Odpowiedzieliśmy na to, że pokryjemy koszta przyjazdu weterynarza, na co zareagowała pytaniem czy jesteśmy z jakiejś organizacji, ja na to stwierdziłem, że nie musimy być z organizacji by mieć sumienie i świadomość, że to zwierze będzie tam zdychać przez całą noc i w związku z tym chcieć coś zrobić. Nadal nie mogło do niej dotrzeć, że ktoś chce wydać pieniądze na zwykłego kota w rowie…(!)
Niestety wiele nie uzyskaliśmy oprócz trzech numerów weterynarzy z mojego miasta. Jeden nas w zasadzie spławił, co gorsze był to człowiek który prowadzi schronisko dla zwierząt, jego ewentualny przyjazd byłby od razu z zamiarem uśpienia zwierzęcia bez oględzin jednak gratis zostawiłby nam zwłoki oczekując, że to my z nimi coś zrobimy. Procedura jednak jest taka, że nie wolno nam ich porzucić, zakopać itd. Należy oddać do utylizacji...
Wróciliśmy do zwierzaka, zaczęło się powoli robić ciemno i zimno co obaj mocno odczuliśmy. Obdzwoniliśmy wszystko co się da (telefony wyeksploatowaliśmy w zasadzie do zera i finansowo i bateriowo, zaczepialiśmy ludzi przechodzących obok by uzyskać jakąś pomoc, jakąś latarkę cokolwiek. Kociak zaczął wczołgiwać się stopniowo do rury biegnącej pod drogą szutrową, która była zjazdem z głównej, więc jedynym sposobem zabezpieczenia było położenie roweru przednim kołem w rowie, co z perspektywy kierowców na ulicy wyglądało jak wypadek...
Udało nam się dogadać z pewną panią weterynarz, ale kota musieliśmy dostarczyć samodzielnie, czyli kolejny problem. Zaznaczam , że zwierze nie wyglądało jak typowy dachowiec, raczej kot domowy, dosyć zadbany, szary...
Już zrobiło się ciemno i jeszcze zimniej, zaczepiony młody przechodzień z psem zdeklarował się nam pomóc, więc poprosiliśmy o latarkę jakiś koc i rękawice, gdyż zwierze zranione (ran powierzchownych brak ale w wyniku wystąpienia bólu jak nas uprzedziła pani weterynarz, zwierze może zareagować agresją) może ugryźć gdy się je będzie próbowało podnieść. Zamówiliśmy taksówkę, i też fuks, że facet przyjechał, jak sam powiedział zrobił to tylko dlatego, że sam ma kota, inny raczej odmówiliby.
Stanął na środku pasa wspomnianej ruchliwej drogi, bez świateł awaryjnych co uważam za mocno nierozsądne. Jeden z przejeżdżających samochodów zatrzymał się gdyż sytuacja wskazywała na wypadek, taksówka na środku pasa, kierowca taksówki na zewnątrz, trzy osoby nad rowem i rower w rowie w pozycji sugerującej kraksę. Kierowca samochodu, który się zatrzymał zapytał czy wszystko ok, za co ma również u mnie plusa za zainteresowanie czy coś się stało i czy może pomóc.
Wracając do zwierzaka. Przyświecając latarką obwinęliśmy go kocem, reakcji obronnej żadnej, brat wsiadł z nim do taksówki i pojechał do weterynarza, ja zaś musiałem wrócić z dwoma rowerami. Finał tego wydarzenia niestety nie był optymistyczny. Po oględzinach okazało się, że kot ma częściowy paraliż i skończyło się to uśpieniem.
Cała sytuacja kosztowała nas jakieś 150zł ale nie ma to znaczenia. Człowiek ma przynajmniej czyste sumienie natomiast pozostaje niesmak odnośnie niektórych ludzi z tamtego dnia dla których stwierdzenie, że zwierzę będzie zdychać w tym rowie cała noc warte było wyłącznie ruszeniem ramionami z jednoczesnym zdziwieniem, że ktoś chce zapłacić za to by zwierzęciu pomóc.
Pozostała jeszcze kwestia zwłok kota, którymi nas uraczono, mimo, że weterynarz ma lodówkę. Ale po dogadaniu się ze strażą miejską zawieźliśmy do nich w innym wypadku musielibyśmy jechać do miasta obok.
I zaznaczam nie chodziło tutaj o żadną pokazówkę czy coś. Po prostu stoisz nad tym rowem, widzisz zwierzę, które jest bezradne, zakładasz najgorszy wariant, ale nie możesz znieść faktu, że jeżeli nic nie zrobisz to idąc spać zamkniesz oczy ze świadomością, że to zwierze tam jest i właśnie się kończy z zimna, z braku możliwości ruchu, z wycieńczenia. Niestety jedyne co mogliśmy zrobić to umożliwić temu kotu mniej bolesny wariant śmierci. Przykre.
Sytuacja miała miejsce w weekend.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.